Prasa: „Pochwała smutku.”

Oto krótki artykuł – poradnik pokazujący, jak „obchodzić się” ze swoim smutkiem. Paradoksalnie, w tej krótkiej formie zawartych jest garść mądrości:

Gabinet Psychoterapii w GdańskuKiedy pojawia się smutek, nie przeganiaj go od razu. Nie zagłuszaj go muzyką, filmami, Internetem. Zrób mu trochę miejsca.

Skupianie się tylko na pozytywach nie zawsze jest dobrą strategią – uważa dr Erin Leyba, terapeutka pracująca z rodzicami i pomagająca im przeżywać zmiany związane z dorastaniem dzieci. Jest wiele dowodów na to, że zaprzeczanie i tłumienie smutku, ignorowanie go i zagłuszanie, nie wpływa na nas dobrze. Na przykład badania Jonathana Adlera i Hala Hershfielda pokazują, że zarówno odczuwanie radości jak i przeżywaniu smutku w procesie psychoterapii wiąże się z dobrostanem psychicznym. A więc nie tylko radość! 

Niektórzy żyją pod presją uważając, że należy ciągle być szczęśliwym. Nie mają czasu na smucenie się, w końcu tyle jest do roboty. Zapominają o tym, że przeżycie smutku to właśnie sposób, by się od niego uwolnić. 

Oto pięć wskazówek dla tych, którzy niekomfortowo czują się sam na sam ze swoimi trudnymi emocjami:

Znajdź ich miejsce.

Emocje mają tendencje do umiejscawiania się gdzieś w ciele człowieka. Kiedy skupisz się na sygnałach wysyłanych przez organizm, możesz poczuć ukłucie serca, ciężar na ramionach, ścisk w płucach, łzy kumulujące się gdzieś w okolicach oczu, mdłości w żołądku, drążące cię zmęczenie. Żeby tego doświadczyć, musisz na chwilę usiąść w ciszy i zamknąć oczy, skupić się na swoim ciele.

Wróć do korzeni.

Zastanów się kiedy zacząłeś czuć smutek. Czy to od piątkowego komentarza szefa w pracy? Czy od momentu, kiedy dziecko trafiło do szpitala? Jeśli uchwycisz taki moment, spróbuj wejść w to jeszcze głębiej, cofnij się pamięcią dalej. Czy dostrzegasz inne wydarzenia, przy okazji których czułeś się tak samo? Czy twój smutek może mieć źródło gdzie indziej?

Zaproś je.

Gdybyś zwolnienie lekarskie faktycznie przeznaczył na chorowanie, to prawdopodobnie spędziłbyś dzień w łóżku, oglądając mało wymagające programy, pijąc herbatę z miodem i siorbiąc rosół. Nie kończyłbyś projektów z pracy, robił porządków w szafie czy płacił rachunków. Jeśli więc dajesz sobie czas na smutek, minutę czy godzinę, co robisz? Zastanów się nad tym. (…)”


całość jest dostępna tutaj:

www.charaktery.eu/wiesci-psychologiczne/10183/Pochwa%C5%82a-smutku


GABINET PSYCHOTERAPII W GDAŃSKUPSYCHOTERAPIA GDAŃSK

„Dziecko jest jak walizka – znajdziesz w niej tylko to, co wcześniej tam włożyłeś.”

Na stronie internetowej tygodnika „Wysokie Obcasy” pojawił się ciekawy tekst dotyczący dojrzewania młodzieży i wychowywania dzieci „od kołyski”. Warto przeczytać!

Gabinet Psychoterapii w Gdańsku„W procesie wychowania dziecka rodzice napotykają różne kryzysy rozwojowe. Pierwszy określany mianem buntu dwulatka jest trudny, bo niespodziewany. Rodzice bardzo często mają poczucie, że ktoś podmienił ich słodkiego bobaska na dziecko wrzeszczące, kłócące się i mówiące wciąż „nie”. Ostatnim kryzysem związanym z dzieciństwem jest z kolei okres dojrzewania. Te dwa okresy mają wspólny mianownik: oba powinny zakończyć się uzyskaniem przez dziecko autonomii. Jednak autonomii w dwóch odmiennych zakresach.

Erik Erikson określił okres dorastania jako kryzys tożsamości, którego nastolatek doświadcza na swojej drodze ku dorosłości. U młodego człowieka rodzi się pragnienie decydowania o sobie i podkreślenia swojej indywidualności, a także potrzeba niezależności.

Nastolatek w tym okresie manifestuje swoją oryginalność i indywidualność poprzez specyficzny, wyróżniający się ubiór, tatuaż czy nagłe przejście na dietę.

Negacja zasad narzucanych przez otoczenie jest w tym okresie naturalna i prawidłowa. Jej celem jest ukształtowanie własnej, spójnej tożsamości. Tego typu zachowania są oczywiście niezwykle trudne dla rodziców.

Powody problemów komunikacyjnych w tym okresie są najczęściej dwa. Pierwszy to fakt, że relacja rodzic – dziecko nigdy nie była dobra, a w czasie dojrzewania wszystkie błędy i niedociągnięcia się pogłębiają. Okres dojrzewania to nasze pierwsze „rozpakowywanie” przysłowiowej walizki.

Pracę nad jakością relacji z nastolatkiem zaczynamy w dniu narodzin naszego dziecka. Jeśli nie udało nam się stworzyć więzi opartej na szacunku, zaufaniu i dobrej komunikacji we wczesnym dzieciństwie, to nie uda nam się tego naprawić w okresie dorastania. Wtedy możemy już tylko minimalizować szkody. A jeśli nasze dziecko nam ufa, to dojrzewając, będzie chciało z nami rozmawiać.

Drugim wspomnianym powodem jest brak zrozumienia sytuacji, w jakiej znalazło się nasze dorastające dziecko. Jak Ty, Drogi Rodzicu, wspominasz ten okres w swoim życiu? Czy chciałbyś do niego wrócić? Na tak postawione pytanie opiekunowie zazwyczaj odpowiadają „nie”. (…)”


cały artykuł jest dostępny tutaj:

www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53664,19473617,dziecko-jest-jak-walizka-znajdziesz-w-niej-tylko-to-co-wczesniej.html


GABINET PSYCHOTERAPII W GDAŃSKUPSYCHOTERAPEUTA GDAŃSK

Prasa: „Dzieci bez więzi.”

Na stronie internetowej miesięcznika „Zwierciadło” pojawił się artykuł pt.: „Dzieci bez więzi” autorstwa Sylwii Królak:

Psychoterapia Psychodynamiczna Gdańsk„Dzieci, które we wczesnym dzieciństwie były zaniedbywane i źle traktowane nie rozwijają się tak, jak dzieci z kochających rodzin. Przed rodzicami adopcyjnymi stoi trudne zadanie, jak pomóc takiemu dziecku w osiągnięciu równowagi.

Na skutek traumatycznych przeżyć, jeszcze przed piątym rokiem życia u dzieci zaniedbywanych albo osieroconych pojawiają się głębokie zaburzenia emocjonalne, co z zewnątrz objawia się słabymi umiejętnościami społecznymi, unikaniem kontaktu wzrokowego, nadmiernym smutkiem, spokojem lub agresją. Może dojść także do samookaleczeń i zahamowania wzrostu. Im wcześniej się takim dzieciom pomoże i o nie zadba, tym lepiej.

Jak powstaje więź

Proces przywiązania i budowania więzi kształtuje się przez pierwsze trzy lata życia dziecka. Niemowlę wyraża swoje potrzeby poprzez płacz i krzyk, a kiedy opiekun je zaspokaja – przez nakarmienie, zmianę pieluchy, czy przytulenie – dziecko nabiera do niego zaufania. Powtarzanie tego cyklu jest ważnym procesem w kształtowaniu relacji dziecka z otoczeniem. Tworzy się przywiązanie, a co za tym idzie – umiejętności społeczne. Jeśli jednak ten cykl zostaje przerwany poprzez odrzucenie dziecka, brak opieki, obojętność, czy przemoc – przy czym znaczenie ma tu również okres prenatalny i tzw. odrzucenie pierwotne, czyli w łonie matki – powstają zaburzenia więzi, zwane reaktywnym zaburzeniem przywiązania (ang. reactive attachment dis order – w skrócie RAD).

Zdaniem psychologa dziecięcego, Agaty Łukaszewicz, współzałożycielki Pracowni Terapeutycznej Dla Dużych i Małych w Otwocku, głębokość tych zaburzeń zależy od tego, czy do 3 roku życia dziecko miało szansę wytworzyć więź w domu rodzinnym. Jeśli jednak była to więź patologiczna powiązana z zaniedbaniem wychowawczym, wówczas dziecko będzie miało dysfunkcyjne wzorce więzi, które przeniesie do rodziny adopcyjnej. Tymczasem adopcja dziecka przed 9 miesiącem życia daje szansę, że ta więź utworzy się prawidłowo – mówi psycholog.

Skutki braku więzi u niemowląt

Dzieci, które doświadczyły przemocy, zachowują się tak, jakby zagrożenie było cały czas realne, mimo że zmieniają swoje środowisko i w nowym domu adopcyjnym panują dobre relacje.

U niemowląt występują objawy tzw. depresji analitycznej, która objawia się unikaniem kontaktu wzrokowego, odmawianiem pożywienia, dziecko wykazuje cechy autystyczne. Małe dzieci z zaburzeniami więzi nie chcą być dotykane. Rodzice adopcyjni muszą być więc bardzo cierpliwi i wytrwale z dzieckiem pracować, aby zaufało nowym opiekunom. W przypadku pewnej rodziny, adoptującej 3 – miesięczną dziewczynkę, kontakt wzrokowy z dzieckiem udało się nawiązać dopiero po kolejnych trzech miesiącach – mówi Agata Łukaszewicz. U starszych dzieci złe warunki rozwoju skutkują niższym wzrostem i wagą, jednak po adopcji potrafią nawet w ciągu 3 miesięcy urosnąć o kilka cm i przybrać na wadze – dodaje. (…)”


cały artykuł jest dostępny tutaj:

www.zwierciadlo.pl/psychologia/relacje-spoleczne/dzieci-bez-wiezi


TERAPEUTA W GDAŃSKUPSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA GDAŃSK

Prasa: „Kiedy do psychologa.”

Na stronie internetowej miesięcznika „Zwierciadło” pojawił się krótki poradnik, zawierający w siedmiu punktach niepokojące objawy, z którymi należy niezwłocznie zgłosić się do psychiatry lub/i psychoterapeuty:

Psychoterapia Psychodynamiczna Gdańsk„Każdy ma złe dni, zdarza się że nawet tygodnie. Jest jednak 7 znaków, świadczących, że chorujesz na depresję lub inne zaburzenie psychiczne i potrzebujesz natychmiastowej pomocy specjalisty.

1. Myśli samobójcze.

Jeśli tylko zaczniesz myśleć, że życie nie jest warte tego, by żyć. Jeśli przyjdzie ci myśl o odebraniu sobie życia, natychmiast zgłoś się do psychologa lub psychiatry.

2. Poczucie beznadziejności życia.

Jeśli czujesz, że niczego od życia nie oczekujesz, że nie ma ono głębszego sensu, potrzebujesz pomocy specjalisty od zdrowia psychicznego.

3. Niezdolność do pracy z powodu stanu emocjonalnego.

Czasem zdarza się, że w pracy mamy kłopoty albo jest czas na to, żeby przeżyć żałobę, stratę, dużą życiową zmianę. Ale jeśli stan niezdolności do pracy nie jest bezpośrednio związany z tego typu sytuacjami, zgłoś się po pomoc.

4. Problemy ze snem.

Zwróć na nie uwagę, zwłaszcza wtedy, kiedy występują według określonego wzorca, na przykład budzisz się zawsze o 4 rano albo zawsze mam kłopot z zaśnięciem. To może świadczyć o depresji, która wymaga psychoterapii lub leczenia.

5. Zmiana apetytu.

Odczuwasz wstręt do jedzenia, masz brak łaknienia lub odwrotnie jesz bardzo dużo – to znak, ze twoje ciało reaguje na nierozwiązane konflikty psychiki. Nadszedł czas, żeby się nimi zająć.

6. Zmiany nastroju, które trwają dłużej niż kilka tygodni.

Jeśli powraca do ciebie silne uczucie smutku, gniewu, lęku – potrzebujesz pomocy, by je pozytywnie transformować.

7. Wycofanie się z życia.

Jeśli masz trudności, by podejmować działania, które kiedyś były dla ciebie normą, sprawiały ci przyjemność czy po prostu były ważne – twoja energia życiowa jest uwięziona przez wyparte do nieświadomości uczucia. Wydobędziesz je z pomocą psychoterapeuty.”


żródło: 

www.zwierciadlo.pl/psychologia/zrozumiec-siebie/kiedy-do-psychologa-7-alarmujacych-znakow


TERAPIA W GDAŃSKUPSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA GDAŃSK

Prasa: „Jak wzmacniać swoje dziecko?”

Parę fundamentalnych zasad dotyczących wychowywania dzieci i krzewienia w nich poczucia własnej wartości – tak w skrócie można opisać ten treściwy artykuł zamieszczony na łamach miesięcznika „Charaktery”:

Psychoterapia Psychodynamiczna Gdańsk„Dzieciństwo jawi się nam po latach jako czas szczęścia i beztroski. Ale czy takie jest? Niekoniecznie. To czas pełen pułapek i potknięć, których skutki doskwierają długo. Jak sprawić by naszych dzieci to tak nie bolało? Jak poprawiać odporność psychiczną dzieci?

Dzieci, które nie są odporne psychicznie narażone są na problemy emocjonalne, społeczne, poznawcze. Budowanie ich odporności psychicznej jest możliwe – choć trudne. Wymaga to zarówno pracy ze strony dziecka, jak i jego najbliższego otoczenia – rodziców i rodzeństwa. Badania pokazały, że rodzice którzy od wczesnych lat angażują się mocno w życie dzieci pomagają rozwinąć zdolności adaptacyjne, budują poczucie bezpieczeństwa, zdrowe emocje czy umiejętności interpersonalne swoich pociech.
Aby pomóc rodzicom we wzmacnianiu psychicznej odporności dzieci Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne opracowało zbiór praktycznych porad (Resilience Booster: Parent Tip Tool), które są szeroko kolportowane. Podobny poradnik został przygotowany także na podstawie badań przeprowadzonych przez dr Valerie Maholmes i dr Rosalind B. King (The Oxford Handbook of Poverty and Child Development, 2012).
Lista pożądanych zachowań, której skrót publikujemy, jest skierowana zarówno do świeżo upieczonych rodziców oraz tych bardziej doświadczonych.

1. Wyznacz jasne zasady i bądź konsekwentny.

Dzieci muszą wiedzieć czego się od nich wymaga i czego one mogą wymagać. Takie ogólne zasady zapewniają dziecku poczucie bezpieczeństwa i komfortu, ich brak – rodzi niepewność i stres. Ale żeby to działało, żeby umacniało psychikę dziecka, zasady muszą być stosowane konsekwentnie. Rodzice powinni jasno komunikować czego oczekują od dzieci i jakie konsekwencje wiążą się z nieprzestrzeganiem wyznaczonych reguł.
Regularne posiłki, stałe pory spania, oglądanie filmów czy wspólne zabawy – to elementy codziennej rutyny, które pomagają dzieciom w radzeniu sobie ze stresem i wzmacniają w nich pozytywne emocje.

2. Rozmawiaj o uczuciach.

Dzieci, które potrafią radzić sobie ze stresem zazwyczaj mają bliską i ciepłą relację ze swoimi rodzicami. Taki rodzaj więzi pomaga im w radzeniu sobie z codziennymi problemami. Podstawą do jej zbudowania jest rozmawianie z dzieckiem o uczuciach/emocjach. Nie należy ukrywać swoich emocji przed pociechami, należy je opisywać, trzeba też wypytywać o uczucia dzieci – te dobre i te złe. Szczera rozmowa pomaga maluchom definiować emocje  i radzić sobie z nimi. (…)


cały artykuł można przeczytać tutaj:

www.charaktery.eu/wiesci-psychologiczne/9428/Jak-wzmacnia%C4%87-swoje-dziecko


PSYCHOLOG W GDAŃSKUPSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA GDAŃSK

Prasa: „Wspierasz innych? Tak naprawdę pomagasz samemu sobie.”

Na stronie internetowej magazynu „National Geographic” pojawił się artykuł dotyczący biologicznych i ewolucyjnych uwarunkowań altruizmu:

Psychoterapia Psychodynamiczna Gdańsk„​Pomaganie innym stanowi rodzaj nagrody dla nas samych, gdyż m.in. poprawia nam samoocenę – powiedziała PAP psycholog Joanna Gutral z Uniwersytetu SWPS. Nie jest to jednak główna przyczyna altruizmu ludzi – zaznaczyła.

„Z punktu widzenia socjologii pomagając innym i wspierając akcje charytatywne kierujemy się perspektywą korzyści dla siebie. Motywuje nas to, że jeśli sami będziemy w potrzebie, to zawsze znajdzie się ktoś, kto pomoże nam. Jest to tzw. teoria wymiany społecznej” – powiedziała PAP psycholog Joanna Gutral, doktorantka Uniwersytetu SWPS. W tym kontekście zachowania empatyczne i altruistyczne mają znaczenie przystosowawcze, adaptacyjne – dodała.

Nieco inaczej zachowania altruistyczne są tłumaczone przez badaczy procesów ewolucji. Z punktu widzenia praw przyrody nie jest łatwo zrozumieć, dlaczego człowiek potrafi poświęcić własne życie, aby pomóc drugiej osobie, zwłaszcza jeśli nie jest ona z nami spokrewniona. W 1975 r. amerykański biolog i zoolog Edward Osborne Wilson zaproponował na łamach pisma „Sociobiology”, że altruizm jest tak naprawdę zaprogramowany w nas genetycznie (zachowania altruistyczne przejawiają już małe dzieci) i ma służyć przetrwaniu gatunku. Przeciwnicy tej teorii uważali jednak, że trudno dopatrzyć się w niej sensu. Jak bowiem wyjaśnić fakt, że poświęcając własne życie dla kogoś ryzykujemy tym, że bezpowrotnie przepadną nasze geny? Wilson poradził sobie z tymi zarzutami tworząc koncepcję tzw. doboru krewniaczego, zgodnie z którą osobniki altruistyczne są bardziej skłonne do pomocy swoim krewnym, a zatem i tak mają większe szanse, że jakieś ich geny przetrwają. Ta teoria została ostatecznie zaakceptowana i do niedawna bezsprzecznie królowała w biologii.

Społeczeństwo ważniejsze od krewnych?

W 2010 r. sam Wilson mocno ją zmodyfikował. Na łamach tygodnika „Nature” podważył koncepcję, że ochrona genów, które dzielimy z krewnymi, jest główną siłą napędową ewolucji i przyczyną naszych zachowań altruistycznych. Jego zdaniem rodzina ostatecznie nie jest tu najważniejsza, ale przetrwanie grupy i społeczności, nawet jeśli nie jesteśmy spokrewnieni z jej członkami.

Jednak niezależnie od ewolucyjnych korzeni zachowań altruistycznych pewne jest, że sami czerpiemy z nich korzyści – oceniła Joanna Gutral. Badania wskazują, że zachowania altruistyczne aktywują w naszym mózgu tzw. centra nagrody, odpowiedzialne m.in. za odczuwanie przyjemności. (…)”


całość jest dostępna tutaj:

www.national-geographic.pl/national-geographic/ludzie/pomagasz-innym-tak-naprawde-pomagasz-samemu-sobie-tajemnica-altruizmu


PSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA GDAŃSKTERAPIA W GDAŃSKU

Prasa: „Oczy szeroko otwarte.”

Na stronie internetowej miesięcznika „Charaktery” pojawił się krótki tekst podsumowujący badania psychologiczne nad kontaktem wzrokowym. Warto się zapoznać!

Psychoterapia Psychodynamiczna Gdańsk„Kontakt wzrokowy w trakcie rozmowy może dawać wiele wskazówek. Z drugiej strony gdy ktoś patrzy na nas przez dłuższy czas, możemy to odebrać jako agresywne lub niegrzeczne. Nowe badania wyjaśniają co sprawia, że oceniamy czyjeś spojrzenie jako przejaw sympatii czy antypatii.

Na podstawie kontaktu wzrokowego wnioskujemy o intencjach rozmówcy, przeżywanych przez niego emocjach. Dlatego mówi się, że to ważna wskazówka społeczna – mówi James Wirth, psycholog społeczny z Ohio State University. Z jego badań wynika, że jeśli ktoś unika twojego spojrzenia, nawet przez krótki czas, możesz poczuć się odrzucony – tak silna jest moc spojrzenia.

Zainteresowanie i intencja

Co jednak decyduje o tym jak działa na nas przedłużony kontakt wzrokowy? Zagadnieniem tym zajął się psycholog Alan Johnston z University College London. Najpierw zbadał on kilkuset ochotników pod kątem cech ich osobowości, a następnie poprosił o obejrzenie nagrań, na których aktorzy patrzą wprost na badanego przez różny okres czasu. Badani oceniali na ile komfortowo czują się będąc „obserwowanymi” przez nagrane postaci. 

Ustalono, że ochotnicy najlepiej czuli się, gdy aktor obserwował ich bez przerwy przez ok. 3,2 sekundy. Jeśli obserwator wydawał się być godny zaufania, to badanym nie przeszkadzało, gdy utrzymywał kontakt wzrokowy przez dłuższą chwilę. Zatem ważny jest czas spojrzenia i wrażenie na temat intencji patrzącego. – Spojrzenie oznacza, że jesteś obiektem czyjegoś zainteresowania. A zainteresowanie wiąże się z jakąś intencją – wyjaśnia Johnston. – Więc jeśli ktoś sprawia wrażenie wrogo nastawionego i długo cię obserwuje, możesz wysnuć wniosek, że ma złe intencje. To potwierdzałoby wyniki badań mówiących, że ludzie chętniej zmieniają zdanie na tematy polityczne rozmawiając z osobą unikającą kontaktu wzrokowego, bo wydaje się ona mniej zagrażająca i bardziej godna zaufania – tłumaczy autor. 

Serdeczni patrzą dłużej

Nasze reakcje na przedłużający się kontakt wzrokowy mogą również świadczyć o tym jak spostrzegamy samych siebie. Johnston i jego współpracownicy ustalili, że im bardziej dana osoba uważa siebie za współpracującą i serdeczną, tym dłuższy kontakt wzrokowy akceptuje. Badacz uważa, że im większe poczucie komfortu w kontaktach społecznych, tym większe prawdopodobieństwo, że przedłużające się spojrzenia będą przyjemne. (…)”


cały artykuł można przeczytać na stronie internetowej:

www.charaktery.eu/wiesci-psychologiczne/10124/Oczy-szeroko-otwarte


TERAPIA W GDAŃSKUPSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA GDAŃSK

Prasa: „Anoreksja. Na życie muszę zasłużyć.”

Poruszający i przerażający list od czytelniczki cierpiącej na anoreksję ukazał się na stronie internetowej „Wysokich Obcasów”:

Psychoterapia Psychodynamiczna w Gdańsku„Nie napiszę, jak mam na imię, ile dokładnie mam lat, gdzie mieszkam, pracuję i jaki kierunek studiów skończyłam. Nie napiszę także, jak wyglądam, jakie mam zainteresowania, czy mam rodzeństwo. Opowiem tyle, ile mogę opowiedzieć, nie pozwalając, by ktoś mnie zidentyfikował. Bo to, o czym zaraz napiszę, to mój najpilniej strzeżony sekret, znany tylko kilku osobom z mojego najbliższego otoczenia.

Nie napiszę, ile lat mija w tym roku od momentu, gdy zostałam przyjęta do szpitala psychiatrycznego, w którym spędziłam trzy długie miesiące. Diagnoza brzmiała: anoreksja.

Nie napiszę, ile miałam wtedy lat, jakiego byłam wzrostu i ile ważyłam. Nie napiszę, ile lat mam teraz i ile ważę. Poprzestanę na informacji, że ważę dwa i pół razy tyle co w momencie przyjęcia do szpitala, co jest dolną granicą normy dla mojego wzrostu. Od śmierci mogły mnie dzielić 2-3 kilogramy.

Nie napiszę, gdzie znajduje się szpital, do którego trafiłam. Temat szpitala już nie jest poruszany przez moją rodzinę. Osobom spoza rodziny nie mówiłam nic na ten temat lub oszukiwałam je, podając inne szpitale i inne choroby. Gdy teraz o tym myślę, stwierdzam, że na podstawie wyglądu najłatwiej było powiedzieć, że mam raka. Czy teraz czuję się zdrowa? Nie, nie zawsze.

Anoreksja nie jest chorobą, którą dałoby się zredukować do chęci bycia szczupłą, podtrzymywaną przez wizerunki modelek w mediach. To sposób myślenia obejmujący pewnie większość dziedzin życia. Odsunięcie bezpośredniego zagrożenia dla życia – odkarmienie chorego – to jedno. Psychoterapia, a potem zmiana sposobu myślenia, to drugie zadanie. Znacznie trudniejsze.

Napiszę, że jestem obecnie gdzieś między 20. a 30. rokiem życia. Życia, które już od dawna nie jest normalne i być może już nigdy nie będzie. Życia, którego większość spędziłam w większej lub mniejszej izolacji, którą narzuciłam sobie sama. Na wysiłkach mających zbliżyć mnie do spełnienia celów, które także narzuciłam sobie sama. Gdybym miała streścić te cele w kilku słowach, powiedziałabym: chodziło o to, by być najlepszą. W każdej dziedzinie. Zrobić jakąś Wielką Rzecz lub Wielkie Rzeczy, dostatecznie wspaniałe, by wymazać choć na chwilę palący wstyd, który towarzyszy mi niemal zawsze. Udowodnić innym, a przez to i samej sobie, że jestem warta życia i że zasługuję na coś, na cokolwiek. Na życie. Bo w pewnym momencie zapomniałam, kiedy ostatnio czułam się warta życia, nie wspominając o takich rzeczach, jak na przykład miłość. (…)”


cały list jest do przeczytania tutaj:

www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,66725,18130682,Anoreksja__Na_zycie_musze_zasluzyc.html


PSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA W GDAŃSKUTERAPEUTA GDAŃSK

Prasa: „Uwiązani.”

Na stronie internetowej tygodnika „Polityka” można przeczytać artykuł o symbiotycznej relacji z rodzicami, autonomii, dojrzałości psychicznej, odseparowywaniu się. Autorka, Joanna Drosio-Czaplińska w ciekawy sposób łączy przykłady z życia wzięte z teoriami psychologicznymi a także wypowiedziami współczesnych psychoterapeutów:

Psychoterapia Psychodynamiczna w Gdańsku„Mądrze przecięta pępowina to podstawa do tego, by w przyszłości mieć poczucie sensu i celu. Łatwiej go znaleźć, gdy rodzic dał przyzwolenie na bycie sobą, pozwolił się zbuntować. Nie uzależnił, nie uwiązał. Bo dzieci nie należą do rodziców. Nie żyją po to, by ich zadowalać. Nie są im nic dłużne.

Rodzice dzielą się na tych, którzy wychowują dzieci dla świata, i tych, którzy zachowują je dla siebie. Ci drudzy, choć nieświadomie, mają swoje wyrafinowane metody wikłania. Jak państwo L., którzy, nadal mieszkają z dziećmi Ewą i Markiem. Żadne z nich, choć przekroczyli już czterdziestkę (oboje po studiach i na etatach), nie miało jeszcze stałego związku. Nie licząc tego pierwszego i jak dotychczas jedynego – z rodzicami. „Gdyby była taka potrzeba, to pokupowałoby się dzieciom mieszkania” – tłumaczy sąsiadom tata. Mama wie, dlaczego dzieci nie założyły jeszcze swoich rodzin: „Córka nie miała szczęścia do mężczyzn, a Marek, to, niestety… pierdoła”. Ostatni absztyfikant Ewy był wdowcem z trójką dzieci, dlatego rodzice odradzili córce związek. Dziewczyna, która spotykała się z Markiem jeszcze rok temu, „za bardzo się rządziła”. Państwo L. znajdują wiele argumentów, by zachować dzieci przy sobie. Siedemdziesięcioletni emeryci, okopani w swoich rodzicielskich rolach, stworzyli hermetyczny system.

Czasami więzi stają się wiązaniem. Bolesną niemożliwością, chorą lojalnością, błędnym kołem. Dr Jolanta Berezowska, psychiatra, terapeutka rodzin, superwizor Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, ma wielu klientów, którzy nie potrafią odseparować się od rodziców. Mimo dojrzałego wieku, a nawet posiadania własnej rodziny nie wiedzą, kim są. Wszystko wydaje im się przypadkowe, począwszy od wyboru partnera, na pracy skończywszy. Nie potrafią stworzyć związku, bo każdy, prędzej czy później, przynosi rozczarowanie. Boją się odpowiedzialności lub są nadmiernie kontrolujący. Uzależnieni na różne sposoby od swoich rodziców nie potrafią o siebie zawalczyć, wyrwać się w świat, choć są na nim od 20, 30, a nawet 40 lat. Nie znają swoich potrzeb. Nie radzą sobie z życiem, choć pozornie wygląda to zupełnie inaczej. Dlaczego „odpępnienie” dla wielu ludzi jest takie trudne? Dr Berezowska wyjaśnia: – Dziecko zaczyna odchodzić od pierwszego spaceru na własnych nogach. Mądrzy rodzice powinni dawać wsparcie mówiąc: „poradzisz sobie”, zamiast „nie dasz rady beze mnie”. Wychowywanie to trenowanie rozłąki, która z czasem staje się coraz dłuższa.

Krok pierwszy: miłość

W dzieciństwie, gdy niewiele jeszcze zależy od nas, uczymy się wszystkiego, co najważniejsze. Człowiek rodzi się zaprogramowany na miłość. Przywiązać się i być kochanym – to nasze pierwsze zadanie rozwojowe. Jeśli matka przytula, dotyka, mówi, patrzy – mały człowiek nabiera przekonania, że świat jest bezpieczny tak jak bliskość. Psychologowie nazywają to nadzieją podstawową lub bazową ufnością.

To pierwszy moment na osi życia, które według psychologa Erika Eriksona zakończyć się powinno wewnętrzną integracją: pozbawioną bilansów akceptacją siebie i swoich wyborów. Kompetencje emocjonalne Erikson zamknął w hasłach: bazowa ufność, autonomia, inicjatywa, produktywność, tożsamość, intymność, generatywność, integralność (patrz także s. 6). To nazwy etapów, które uczą nas sztuki życia. Nic z tego, jeśli nie towarzyszy nam w tym mądry rodzic.

Bez nadziei podstawowej i wszystkich po kolei zdobytych „sprawności” nie ma nagrody – wspomnianej integralności.

Amerykański psycholog Richard D. Logan na podstawie teorii Eriksona pogrupował te poziomy rozwojowe. Według niego, jeśli nie dostaliśmy bazowej ufności, a potem nie zdobyliśmy autonomii, mamy marne szanse na udaną partnerską relację, na intymność. Bez niej według innego amerykańskiego psychologa Roberta Sternberga, autora trójczynnikowej teorii miłości, nie ma dobrego związku. (…)”


cały tekst jest do przeczytania tutaj:

www.polityka.pl/jamyoni/1524795,1,uwiazani.read


TERAPIA GDAŃSKPSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA W GDAŃSKU

Prasa: „Pochwała konformizmu.”

Na stronie internetowej miesięcznika psychologicznego „Charaktery” ukazał się artykuł dotyczący społecznego aspektu zagadnienia konformizmiu:

Psychoterapia Psychodynamiczna w Gdańsku„Nawet jeśli występujemy przeciwko podglądom czy działaniom jakiejś grupy, to zwykle czynimy to w imieniu innej grupy. Nie możemy uniknąć konformizmu. Konformizm daje nam poczucie bezpieczeństwa i pozwala funkcjonować.

Ludzie są zwierzętami stadnymi. Jesteśmy w stanie przeżyć jedynie w grupie, której działania są w jakiś sposób koordynowane. Kiedy jesteśmy sami, na przykład w nowym otoczeniu, wyłapujemy sygnały od innych i staramy się podporządkować tym, którzy nas otaczają. Presja jest ogromna – badania wykazały, że brak akceptacji społecznej uruchamia w mózgu obwody bezpieczeństwa pozwalające rozpoznać i zapamiętać zagrożenie. Chroni nas wówczas właśnie konformizm.

Nikt się nie sprzeciwił

Dr Noam Shpancer, wykładowca psychologii na Otterbein University uważa, że konformizmu nie da się uniknąć. Na swoich zajęciach robi pewną demonstrację. Prosi dwóch studentów o wyjście z sali. W tym czasie pozostałych instruuje, by unikali jakiegokolwiek kontaktu z tą dwójką i obiecuje za to dodatkowe punkty na kolejnym egzaminie. Wybraną dwójkę instruuje zaś, by robiła wszystko, by nawiązać kontakt z resztą grupy.

Po kilku minutach Shpancer kończy demonstrację i pyta dwójki wybranych studentów jak się czuli nie mogąc dołączyć do grupy. Odpowiedź zawsze brzmi podobnie: “To było okropne, upokarzające, czuliśmy odrzucenie”. Pozostałych pyta jak sądzą, czemu służyła demonstracja. Zazwyczaj studenci mówią, że miała pokazać jak to jest być outsiderem, wyrzutkiem.  – Ale jest dokładnie odwrotnie – mówi Shpancer. Celem było pokazanie jak łatwy, a wręcz automatyczny jest  konformizm. – Nikt z was nie sprzeciwił się mojej instrukcji – mówi wykładowca. – Ostatnie dziesięć minut spędziliście traktując niewinnych ludzi źle i żaden z was nie sprzeciwił się temu, nie powiedział „mam gdzieś punkty za egzamin, nie będę tak traktował ludzi bez powodu”.

Nieświadomy konformizm

Według Shpancera czasem nie jesteśmy nawet świadomi, że zachowujemy się konformistycznie. Wykorzystujemy wtedy dwa niezależne, choć powiązane ze sobą rodzaje wskazówek społecznych. U otaczających nas ludzi szukamy informacji na temat tego co się dzieje, a następnie obserwujemy ich, by dowiedzieć się jak wykorzystać zdobyte informacje. Wcześnie w życiu zaczynamy szukać tych wskazówek. Kiedy dziecko w wieku dwóch lat zaczyna mieć świadomość tego, że jest istotą odrębną od matki, podejmuje trudy uspołecznienia swojego ja. Niemowlę, które się potknęło patrzy na rodziców, którzy pokażą co robić. Jeśli zobaczy na twarzy mamy przerażenie, zacznie płakać. Jeśli mama się uśmiechnie – obędzie się bez płaczu. Ta wczesna uważność na wskazówki informacyjne i wykorzystywanie ich nazywana jest społecznym odniesieniem. Niedługo potem dziecko zaczyna dostosowywać się do zaobserwowanych w grupie norm, na przykład żeby się dzielić, czekać na swoją kolej, nie bić innych dzieci etc. (…)”


cały artykuł można przeczytać tutaj:

/www.charaktery.eu/wiesci-psychologiczne/10014/Pochwa%C5%82a-konformizmu


TERAPEUTA GDAŃSK PSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA W GDAŃSKU