Prasa: „Męska empatia.”

Na portalu internetowym miesięcznika psychologicznego „Charaktery” pojawił się wpis dotyczący badania empatii i jej korelacji z poziomem hormonów u mężczyzn. Bardzo ciekawa teza:

Psychoterapia Psychodynamiczna w Gdańsku„Wahania poziomu testosteronu mogą powodować różne zmiany w organizmie mężczyzny, na przykład trudności w życiu erotycznym oraz problemy zdrowotne. Ale mogą też wpływać na kontakty z dziećmi – uważają psycholog Patty Kuo i prof. Brenda Volling z Uniwersytetu w Michigan.

– Dla rodziców płacz dziecka jest silnym bodźcem i może wywoływać różne reakcje emocjonalne – empatię, ale też irytację czy zdenerwowanie – tłumaczy Kuo. Reakcjom emocjonalnym ojców towarzyszą zmiany hormonalne – empatii towarzyszy spadek testosteronu, a irytacji podwyższenie jego poziomu, stwierdziły badaczki. W laboratorium obserwowały interakcje między ojcami, a niemowlętami. Za pomocą badań śliny mierzyły w tym czasie poziom hormonów u mężczyzn. W trakcie eksperymentu dziecko było na krótką chwilę zabierane od ojca, a następnie wracało bezpiecznie do rodzica.

Wiele niemowląt reagowało na to rozstanie wyraźnym zdenerwowaniem, szukały rodzica wokół siebie, zaczynały płakać, a kiedy wracały w jego bezpiecznie objęcia, szukały pocieszenia. Kuo wyjaśnia, że kiedy ojcowie obserwowali płacz dziecka i interpretowali to jako sygnał, że dziecko jest zestresowane, uruchamiało to ich empatię, a w organizmie badanego obserwowano spadek poziomu testosteronu. Dzięki temu spadkowi umieli pocieszyć dziecko, kiedy wróciło po rozłące – uważają autorki. Kiedy ojcowie odbierali płacz dziecka jako irytujący, poziom testosteronu w ich ciałach rósł i ich reakcja na dziecko była negatywna, intruzywna. Po pierwszym zadaniu, ojcowie dostali kolejne – mieli nauczyć swoje dzieci kilku czynności (uderzać pałeczką w cymbałki, pociągać dźwignie w pudełku, trafiać w odpowiednie kształty klocków). Na nauczenie każdej z tych czynności mieli pięć minut. (…)”


cały tekst jest dostępny na stronie internetowej:

www.charaktery.eu/wiesci-psychologiczne/10019/M%C4%99ska-empatia


PSYCHOLOG GDAŃSKPSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA W GDAŃSKU

Prasa: „Nie tylko geny. Co jeszcze dziedziczymy po rodzicach?”

Na stronie internetowej tygodnika „Newsweek” pojawił się ciekawy artykuł o tym, co i w jaki sposób możemy dziedziczyć w genach po naszych rodzicach:

Psychoterapia Psychodynamiczna w Gdańsku„Po przodkach dziedziczymy nie tylko kolor oczu czy skłonność do niektórych chorób. Jak dowodzą najnowsze badania – mogą nam oni przekazać także lęki po traumatycznych przeżyciach.

Dwa lata temu w duńskim szpitalu Hvidovre na operację zmniejszenia żołądka przyszedł otyły mężczyzna. Miała być to standardowa procedura – z jednym wyjątkiem. Tydzień przed operacją pacjent oddał próbkę spermy do badań naukowych. Zrobił to również tydzień po zabiegu i rok później. Eksperci z Uniwersytetu w Kopenhadze zbadali, jaki wpływ na materiał genetyczny mężczyzny mają aktualna waga i doświadczenia związane z operacją oraz czy może je przekazać potomstwu. A więc czy dzieci dziedziczą po rodzicach tylko to, co jest zapisane w genach.

Nie tylko aktualne zwyczaje żywieniowe i waga rodziców, ale i pamięć przykrych doświadczeń, które ich dotknęły, mogą być przekazywane z pokolenia na pokolenie. Brzmi nieprawdopodobnie? Od lat wiadomo przecież, że po przodkach można dziedziczyć wygląd, podatność na choroby, a nawet talenty czy zdolności, ale jak to możliwe, by rodzice przekazywali dzieciom także wspomnienia o traumatycznych przeżyciach?

Badanie Duńczyków, którzy swoje wyniki opublikowali w czwartek w czasopiśmie „Cell Metabolism”, nie jest jedynym, które pokazuje, że również niektóre emocje mogą być dziedziczone. Tyle tylko, że nie da się tego wytłumaczyć za pomocą praw genetyki, bo geny nie biorą w tym udziału. Naukowcy są już jednak na tropie rozszyfrowania tego mechanizmu.

Czy można odziedziczyć emocje?

Naukowcom udało się na przykład wykazać, że traumatyczne wydarzenia, które dotykają rodziców w dzieciństwie i młodości, czyli zanim doczekają się potomstwa, wpływają na zdrowie ich dzieci. Ogromnym zwolennikiem tej teorii już przed laty był neurolog Michael Meaney z McGill University w Montrealu.

Jego zdaniem to nie przypadek, że są rodziny, w których członkowie z kolejnych pokoleń podejmują próby samobójcze. Uczony badał mózgi samobójców, którzy targnęli się na życie pod wpływem traumatycznych przeżyć, i porównywał je z mózgami ofiar wypadków, które do chwili śmierci wiodły szczęśliwe życie. Różnice były ewidentne. U samobójców w komórkach ośrodków mózgu zawiadujących emocjami uczony znalazł związki, które – jak założył – uaktywniają geny, odpowiedzialne za wytwarzanie hormonów stresu lub tłumią te decydujące o odporności psychicznej. (…)”


cały tekst można przeczytać tutaj:

http://nauka.newsweek.pl/dziedziczenie-genow-po-rodzicach-co-odziedzicza-dzieci-po-rodzicach,artykuly,375289,1.html


  PSYCHOLOG GDAŃSKPSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA W GDAŃSKU

Prasa: „Deprywacja sensoryczna: Wpędza w szaleństwo czy uspokaja?”

Na portalu internetowym miesięcznika „Focus” pojawił się artykuł dotyczący historii eksperymentów psychologicznych związanych z deprywacją sensoryczną:

Psychoterapia Psychodynamiczna w Gdańsku„Jak naprawdę działa deprywacja sensoryczna? Naukowcy wciąż nie rozszyfrowali tego zjawiska.

Wizje rodem z Apokalipsy i „Biblii Szatana”, kakofonia dźwięków, napady lęku wymieszane z euforią – w takim stanie znalazł się prof. Edward Jessup po zamknięciu w wypełnionym wodą zbiorniku, kiedy jego zmysły zostały całkowicie odcięte od bodźców ze świata zewnętrznego. Eksperyment, który uczony przeprowadził sam na sobie, miał mu przynieść Nobla, ale w rzeczywistości pchnął go na granicę obłędu i samozniszczenia…

Na szczęście rzeczywistość była tylko fabułą filmu science fiction – „Odmiennych stanów świadomości” Kena Russella. Do dziś jednak nie wiadomo, co tak naprawdę dzieje się z człowiekiem w stanie tzw. deprywacji sensorycznej. Mózg pozbawiony informacji z narządów zmysłów może zachowywać się tak jak pod wpływem środków psychotropowych. Wiele jednak wskazuje na to, że niewielkie dawki takiego oderwania się od świata mogą mieć wręcz zbawienne działanie.

Pranie studenckiego mózgu.

Badania nad deprywacją sensoryczną rozpoczęły się, podobnie jak wiele innych dziwnych naukowych projektów, u zarania lat 50. XX wieku. Jednym z podstawowych celów tych eksperymentów miało być zyskanie pełnej kontroli na umysłem drugiego człowieka. Pierwszym ujawnionym programem tego typu był ARTICHOKE (karczoch). Program prowadzili naukowcy kierowani przez kanadyjskiego psychologa prof. Donalda Hebba, a także przedstawiciele brytyjskich, kanadyjskich i amerykańskich służb specjalnych.

Studenci ochotnicy zostali umieszczeni w osobnych, odizolowanych od świata, maleńkich delikatnie oświetlonych pomieszczeniach. Mieli leżeć bez ruchu w wygodnych łóżkach i wstawać tylko wtedy, gdy musieli skorzystać z toalety. Posiłki jedli, siedząc na brzegu posłania. Cały czas nosili gogle, uniemożliwiające dostrzeżenie jakichkolwiek szczegółów otoczenia. Bawełniane rękawiczki i kartonowe mankiety sięgające daleko poza końce palców eliminowały uczucie dotyku, a przylegająca do uszu poduszka w kształcie litery U w połączeniu z delikatnym szumem klimatyzacji – jakiekolwiek dźwięki.

Udział w eksperymencie był dobrze płatny, więc studenci starali się jak najdłużej wytrzymać. Jednak nawet najbardziej zdesperowani po kilku dniach doświadczali słuchowych i wzrokowych halucynacji. Jeden z nich widział rząd szarych wiewiórek z tornistrami na plecach, wędrujących przez zaśnieżone pole. Inny był przekonany, że jego ręce i nogi gwałtownie rosną. „Hebb wykazał, że w takich warunkach ma miejsce znaczący spadek wydajności intelektualnej i znaczący wzrost podatności na omamy” – pisał w jednym ze swych poufnych listów dr Ormond Solandt, przewodniczący kanadyjskiej komisji naukowej działającej w ramach ministerstwa obrony. Wojskowi obawiali się, że Sowieci mogą wykorzystać deprywację sensoryczną jako sposób na wydobywanie zeznań od schwytanych agentów.

Po zakończeniu doświadczeń uczestniczący w nich studenci przez wiele dni, a nawet tygodni nie mogli dojść do siebie. Ich losami zainteresowała się prasa. Na naukowców posypały się gromy, a służby wywiadowcze (przynajmniej oficjalnie) wycofały się z tych badań. (…)”


cały artykuł jest do przeczytania tutaj:

http://www.focus.pl/czlowiek/deprywacja-sensoryczna-wpedza-w-szalenstwo-czy-uspokaja-6977


  TERAPIA GDAŃSKPSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA W GDAŃSKU

Prasa: „Psychochondria.”

Gabinet Psychoterapii GdańskW tygodniku „Polityka” ukazał się bardzo ciekawy artykuł o hipochondrii, nadmiernym zażywaniu leków i niepotrzebnych (?) wizytach u psychiatry:

„W ubiegłorocznych badaniach CBOS jedna trzecia Polaków wyznała, że martwi się o swoje zdrowie psychiczne. Prawdziwy problem w tym, że często niesłusznie.

Czy jestem chora psychicznie? Internet podpowie. Setki, a może i tysiące Polaków, jako przerywnik między służbowymi mailami i raportami wypełniają np. Skalę Depresji Becka, kwestionariusz SLC-90, mierzący nasilenie najczęstszych objawów psychopatologicznych. Tysiące pozostałych zbierają diagnozy na forach, od podobnych sobie internautów. „Moje objawy: nawet kiedy jestem w otoczeniu ludzi, którzy są mi przyjaźni, czuję się samotna; czasem odczuwam dziwny lęk; obgryzam paznokcie i nie mogę się powstrzymać. Co mi może być? Potrzebuję specjalisty?” – pyta autorka, awansem podpisująca się Schizophrenic. Kto inny waha się, czy może koleżanka zapadła na borderline, bo ma wahania nastroju i robi co innego, niż mówi. „Jak Twoja koleżanka jest niezrównoważona i często wybucha z błahych powodów i ma niestały obraz swojej osoby – to może mieć borderline” – pada autorytatywna odpowiedź. (Tak naprawdę borderline to poważne zaburzenie osobowości, wykształcające się pod wpływem zaburzeń rozwojowych lub traum z dzieciństwa – nie można na to nagle zapaść).

Internista dawał

To ludowe ożywienie psychiatryczne widać w gabinetach. Do dr. Władysława Sterny, psychiatry z Gorzowa Wielkopolskiego, przychodzą ostatnio pacjenci od progu zgłaszający objawy depresji, które recytują płynnie, jak dobrze wykutą lekcję. Albo w ogóle z wydrukami ulotek leków: „Poproszę taki i taki” – mówią, jak do ekspedienta za ladą. „Dlaczego?” – pyta lekarz. „Jak to dlaczego? Bo potrzebuję”. – To trochę znak czasów. Presja edukacji prodepresyjnej przekracza chwilami granice zdrowego rozsądku. Wynik w Skali Depresji Becka trzeba umieć zinterpretować, odnieść go do właściwej grupy porównawczej. Zapewniam panią, że jeśli ja bym wypełnił tę skalę, ot, tak – też uzyskałbym trochę punktów. Powiem więcej: jeśli ktoś ma tych punktów zero, to się o niego martwię – dodaje dr Sterna. (…)”


cały tekst jest dostępny na stronie internetowej tygodnika „Polityka”:

http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1561649,1,psychiatryczna-hipochondria.read


GABINET PSYCHOTERAPII GDAŃSKPSYCHOTERAPIA W GDAŃSKU

Prasa: „Lęk – rozpoznaj zagrożenia.”

Gabinet Psychoterapii GdańskInteresujący artykuł opisujący lęk od strony neurobiologicznej – warto przeczytać! (Tekst ukazał się na stronie internetowej miesięcznika „Zwierciadło”):

„Z psychologicznego punktu widzenia to fascynujący stan emocjonalny. Ma negatywne zabarwienie, towarzyszy mu uczucie niepokoju, napięcia. Potrafi też jednak mobilizować i chronić nas przed pochopnymi decyzjami.

Lęk przeżywamy całym sobą, od wyraźnych odczuć na poziomie ciała, przez zmiany w procesach poznawczych (uwadze, pamięci, myśleniu), na sposobie zachowania kończąc.

Mówimy o nim, że jest wszechogarniający, dojmujący, że nami włada czy nas paraliżuje. Nad lękiem trudno jest panować, wymyka się nam spod kontroli. To właśnie z jednej strony brak obiektu wywołującego utrudnia zapanowanie nad lękiem, bowiem jeśli nie wiem, co wywołuje ów stan, to jak mu zapobiec? Z drugiej strony biologiczne podstawy lęku powodują, że jego regulacja jest tak trudna.

Zaczyna się w mózgu

Lęk jest konsekwencją aktywacji określonych obwodów neuronalnych w naszym mózgu, które tworzą podstawy pamięci emocjonalnej opisanej w fascynujący sposób przez Josepha LeDoux, profesora neurologii i psychologii. Za wszystkie fizjologiczne objawy lęku, takie jak drżenie dłoni czy głosu, przyśpieszone bicie serca, odczucie motyli w żołądku, odpowiedzialna jest aktywacja układu limbicznego, w którego skład wchodzą między innymi ciało migdałowate i podwzgórze. Nasza kontrola nad funkcjonowaniem układu limbicznego jest niewielka, dlatego tak trudno panować nam nad cielesnymi objawami lęku.

Spróbujmy przyjrzeć się pamięci tak traumatycznego zdarzenia, jakim jest wypadek. Po latach szczegółów wypadku możemy już nie pamiętać, ale widok np. niebieskiego samochodu natychmiast aktywuje obwód pamięci emocjonalnej i uruchamia somatyczną reakcję. Kluczowym procesem odpowiedzialnym za powstawanie takich obwodów pamięciowych jest warunkowanie opisane przez Iwana Pawłowa i Edwarda Watsona. Watson w słynnym eksperymencie nad warunkowaniem lęku, w którym wziął udział mały Albert, pokazał, że ukochany pluszowy króliczek może zamienić się w maskotkę wywołującą paniczny lęk. Ilekroć Albert brał ulubionego króliczka do ręki, rozlegał się głośny nieprzyjemny dźwięk wywołujący strach. Króliczek zaczął Albertowi kojarzyć się z czymś przerażającym. Odtąd sam widok maskotki wywoływał lęk. Co więcej, okazało się, że przedmioty podobne do króliczka, jak np. biały miękki koc, również budziły niechęć.

Podobnie jest z niebieskim samochodem – wywołał reakcję w naszym ciele, przez co nabrał dla nas emocjonalnego znaczenia. (…)”


cały tekst jest do przeczytania tutaj:

http://zwierciadlo.pl/2011/psychologia/rozwoj/lek-rozpoznaj-zagrozenia


PSYCHOTERAPIA W GDAŃSKUGABINET PSYCHOTERAPII GDAŃSK

Prasa: „Koszmary senne – może nieprzyjemne, ale dobre dla zdrowia.”

Gabinet Psychoterapii w GdańskuNa łamach „Polityki” pojawił się krótki tekst dotyczący marzeń sennych:

„Z obserwacji przynajmniej niektórych psychologów wynika, że nadmiar złych snów nie powinien nas zanadto niepokoić. Wręcz przeciwnie.

Naukowcy dzielą sen na poszczególne fazy, próbują oszacować, jak długo powinniśmy spać w zależności od wieku i indywidualnych potrzeb, wiedzą, jak zachowuje się organizm w porach czuwania i spoczynku. Mechanika procesu przechodzenia z jawy w sen i na odwrót wydaje się już dobrze wyjaśniona i opisana. Same sny – albo „marzenia senne”, jak je określał Zygmunt Freud – pozostają jednak tajemnicą.

Wiadomo, że gdy śnimy, wszystkie układy – od oddechowego po krążeniowy (z jednym wyjątkiem, o czym za chwilę) – funkcjonują tak jak za dnia. Dlatego budzimy się czasem zlani potem i mamy przyspieszony oddech. Psychologowie są zresztą zdania, że dobrze, gdy alarm budzika wyrywa nas właśnie z sennego marzenia – ponieważ organizm jest już niejako przygotowany do podjęcia dowolnej aktywności. Zasada ta nie dotyczy jednak mięśni – gdyby nocą służyły nam jak za dnia, spadalibyśmy z łóżek i podróżowali we śnie. (Na tym zresztą polega sennowłóctwo, problem lunatyków).

Skąd się biorą sny i o czym świadczy ich treść – nie do końca wiadomo. Niektórzy za Freudem powtarzają, że sny to tzw. resztki codzienności. Innymi słowy: wracają do nas nocą wydarzenia i osoby zupełnie realne, ale też nieprzepracowane i stresujące sprawy. Od czasu do czasu męczą nas jednak sceny jak z horroru – budzimy się z krzykiem i płaczem, zdenerwowani, pobudzeni. Jak je wyjaśnić?

Z szacunków Amerykańskiej Akademii Medycyny Snu wynika, że koszmary miewa od 50 do 85 proc. dorosłych osób. Przytrafiają się też dzieciom (75 proc. dzieci pamięta przynajmniej jeden zły sen z wczesnych lat życia). Niepokojące, czasem – wydawałoby się – mało realistyczne sny chciałoby się wymazać z pamięci i zapomnieć. Tymczasem – przekonuje serwis naukowy Science of Us („New York Magazine”) – koszmary w gruncie rzeczy służą zdrowiu. A przynajmniej naszej kondycji psychicznej. (…)”


cały artykuł jest do przeczytania na stronie internetowej tygodnika „Polityka”:

http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/nauka/1626225,1,koszmary-senne–moze-nieprzyjemne-ale-dobre-dla-zdrowia.read


PSYCHOLOG GDAŃSKGABINET PSYCHOTERAPII W GDAŃSKU

Prasa: „Bez przedawnienia.”

Gabinet Psychoterapii GdańskW „Polityce” ukazał się artykuł poruszający delikatną i ważną tematykę wykorzystywania seksualnego dzieci. Autorka tekstu jest Monika Stelmach:

” (…) Agata Baraniecka-Kłos robi wrażenie zadbanej kobiety sukcesu: mąż lekarz, dwójka udanych synów i własna firma. Mówi rzeczowo, doskonale zna prawo. Trzyma fason, dopóki nie przechodzi do wspomnień z dzieciństwa. Płacze, ale mimo emocji opowie, co ją spotkało, bo ma misję – założyła Fundację Stop Przedawnieniu, która walczy o zaostrzenie kar za nadużycia seksualne wobec dzieci. W 1976 r. ojciec 6-letniej wtedy Agaty, oficer marynarki, wypływa w służbowy rejs do Holandii, po czym oświadcza, że do Polski już nie wróci. Nigdy więcej go nie zobaczy. W życiu jej matki szybko pojawia się nowy mężczyzna – żonaty, prokurator. Kochanek matki bardziej jednak niż dorosłą kobietą jest zainteresowany 7-letnią dziewczynką. Pod pozorem pomocy przy odrabianiu lekcji przychodzi do jej pokoju albo zakrada się w nocy, gdy matka śpi. W pierwszych latach dotyka miejsc intymnych dziecka, potem regularnie je gwałci. Trwa to do 15 roku życia pasierbicy.

Tajemnica

Zanim Agata Baraniecka-Kłos opowiedziała o swoich doświadczeniach najpierw mężowi, a potem psycholożce i prokuraturze, milczała przez prawie 30 lat. W głowie kołatały jej wryte w mózg słowa ojczyma: „To musi zostać naszą tajemnicą, bo i tak nikt ci nie uwierzy”. Wszakże w jej rodzinnym miasteczku był personą: emerytowany prokurator, przed laty radny miejski, szef komisji bezpieczeństwa miasta i o mały włos prezydent Otwocka. – Myślałam, że zapomnę, że jakoś sobie z tym poradzę, ale wspomnienia wracają podczas intymnych sytuacji, w koszmarach sennych, przywołują je zapachy i obrazki z dzieciństwa.

Kiedy ofiary molestowania w dzieciństwie po latach decydują się w końcu opowiedzieć o swojej przeszłości, zwykle słyszą pytania: Dlaczego mówisz to dopiero teraz? Dlaczego tak długo milczałaś? – A ja przecież mówiłam o tym całe życie, tylko nikt mnie nie słuchał. Matce powtarzałam: nie chcę, żeby on z nami mieszkał, bo jest dla mnie niedobry. Nie pytała, co mam na myśli. Matki zazwyczaj nie pytają. Jak byłam starsza, to uciekałam z domu, samookaleczałam się, próbowałam popełnić samobójstwo. Przyjaciółce i mężowi wyznałam, że ojczym skrzywdził mnie najbardziej, jak tylko można skrzywdzić małą, niewinną dziewczynkę. Wiele lat nie byłam w stanie powiedzieć nic więcej – mówi Agata Baraniecka-Kłos.

Beata Pawlak-Jordan, psycholog, seksuolog, wyjaśnia, że molestowane małe dziecko nie rozumie i nie umie nazwać tego, co się dzieje. Wierzy nauczycielowi czy księdzu, bo od najmłodszych lat powtarza się mu, że dorosłych należy słuchać i szanować. Jeżeli sprawcą jest ktoś z najbliższej rodziny, sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, bo dziecko ma ambiwalentne uczucia – z jednej strony kocha ojca, wujka czy dziadka, a z drugiej czuje, że on je krzywdzi. Starsze dzieci są świadome, że dorosły nie powinien naruszać ich intymnej sfery, ale pojawia się myśl: to moja wina, pewnie go czymś prowokuję – co często sprawca dziecku wmawia. Sprawa jest jednoznaczna: winny zawsze jest tylko ten, który krzywdzi dziecko. Ono milczy, bo obawia się, że nikt mu nie uwierzy. I w końcu chce zapomnieć i normalnie żyć mimo strasznej przeszłości. (…)”


cały artykuł jest dostępny na stronie internetowej:

www.polityka.pl/jamyoni/1580701,1,ofiary-pedofilii.read


GABINET PSYCHOTERAPII GDAŃSKTERAPIA W GDAŃSKU

Prasa: „Do udźwignięcia.”

Gabinet Psychoterapii GdańskNa łamach „Polityki” ukazała się ciekawa analiza problemu samobójstw w Polsce. Autorką artykułu jest Ewa Wilk:

„Co dziesiąta osoba o swoich problemach nie rozmawia nawet z mężem czy żoną. Kobiety, zwłaszcza z wielkich miast, są nieco większymi optymistkami (przypomnijmy – najwięcej prób samobójczych); najgorzej sytuację oceniają mężczyźni z najniższym wykształceniem (najwięcej samobójstw dokonanych) – połowa stwierdza, że nie ma z kim porozmawiać o swoich zmartwieniach ani w rodzinie, ani ze znajomymi. Badacze szacują, że w sumie bez jakiejkolwiek pomocy w trudnej sytuacji w Polsce znajduje się co piąty mężczyzna i co siódma kobieta.

Problem nawet nie w tym, że nie wiemy, co powiedzieć. Problem w słuchaniu. I w niewiedzy, czym jest depresja, proces samobójczy, czym zanik chęci do udziału w życiu. Ignorancją grzeszą nie tylko anonimowi internauci i tabloidy, szalejące z podniecenia, gdy targnie się na swoje życie osoba publiczna. Również poważniejsze media, na pierwszej stronie kwitując, że ktoś znany odebrał sobie życie, „bo był rzadziej zapraszany… do mediów”.

Kręcimy się wśród obiegowych nieprawd i półprawd. Że „kto gada, ten się nie zabije” – nieprawda, większość sygnalizuje zamiar. „Osoby o skłonnościach samobójczych są absolutnie zdecydowane, żeby umrzeć” – nie, większość jest ambiwalentna. „Poprawa po kryzysie oznacza, że nie ma już ryzyka” – wiele samobójstw jest popełnianych, kiedy człowiek odzyskuje energię i siłę woli, by myśli zamienić w działania. „Kto raz miał skłonności samobójcze, będzie je miał zawsze” – mogą zdarzyć się raz i nie wracać. „Samobójstwom nie da się zapobiegać” – nie wszystkim, ale większości się da.

Jak zapobiegać

Dr Iwona Koszewska w listopadzie 2008 r. po raz tysięczny wysiadła na dworcu w Zakopanem. Tym razem nie po to, by iść do Doliny Pięciu Stawów, ale porozmawiać. O samobójstwach. O halnym i jego psychicznym oddziaływaniu na ludzi. Z góralami i nie z góralami. „Każdy z rozmówców znał kilka bliskich osób, które odebrały sobie życie: sąsiad, koleżanka córki z klasy, dziadek, syn, brat, mąż, mąż, mąż…” – pisze na łamach „Psychiatrii – periodyku dla praktyków”. Potem była wizyta u wojewody małopolskiego i metropolity krakowskiego, aprobata starostwa powiatu tatrzańskiego. I tak powstał program „Żeby halny nikogo nie zabrał”. Polega na tym, żeby rozmawiać. I podczas „Jesiennych rozmów o depresji” – otwartych dla wszystkich mieszkańców (co roku w pierwszy czwartek października w Dworcu Tatrzańskim). I podczas spotkań z lekarzami, psychologami, pedagogami, przedstawicielami służb mundurowych, księżmi. Mówi się tam nie tylko o depresji i kryzysie samobójczym, ale np. o uzależnieniach czy problemach młodzieży.

Dwa razy odbył się bieg „Przegonić depresję”, a także „Randki z psychiatrą” – spotkania służące przybliżeniu ludziom istoty tego zawodu. Jeden z księży dziekanów przyznał: „Że ktoś mówi, że ma myśli samobójcze, to nie jest wcale rzadkie. I ja mu mówiłem, że człowiek wierzący to nawet myśli takich nie powinien dopuszczać. A teraz mam coś więcej, mam możność naprowadzić go do psychiatry”. (…)

Warto żyć

POLITYKA i nasz Poradnik „Ja My Oni” wraz z fundacją Cumulus dr Koszewskiej rozpoczęły akcję „Warto żyć”. Chcemy wykorzystać – jak to nazywa dr Koszewska – jasną stronę nowych mediów. We wzorach zachodnich można przebierać. Najlepszy jest holenderski program 113online, działa 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Wystarczy wpisać adres e-mail, a można skorzystać z kilku możliwości, np.: czatu kryzysowego (bezpośrednia rozmowa ze specjalistą lub przygotowanym wolontariuszem), telefonu kryzysowego, terapii przez czat (8 rozmów), terapii przez mail (8 tzw. wymian), forum internetowego, testu samooceny, czyli „kwestionariusza lęku i depresji”.

W USA – w ramach National Suicide Prevention – działa sieć ośrodków oferujących bezpłatną pomoc, czat i SMS dla osób w kryzysie samobójczym. Tamtejszy Facebook współpracuje z programem: jeśli ktokolwiek dostrzeże niepokojący komentarz, status lub post w jakimkolwiek miejscu portalu, może to zgłosić administratorowi – specjalista nawiąże kontakt z taką osobą i zaoferuje pomoc, kierując choćby na stale czynny czat z psychologiem. W Anglii niezastąpieni Samarytanie, organizacja pozarządowa, oferuje całodobowo poufny kontakt przez telefon i nowe media. (…)”


cały artykuł jest dostępny na stronie internetowej tygodnika „Polityka”:

www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1597907,3,samobojcy-sa-wsrod-nas.read


GABINET PSYCHOTERAPII GDAŃSKPSYCHOLOG W GDAŃSKU

Prasa: „Ważna figura.”

Gabinet Psychoterapii GdańskInteresujący tekst o zaburzeniach odżywiania wśród mężczyzn napisała Joanna Cieśla. Artykuł ukazał się na łamach strony internetowej „Polityki”:

„Głodzącego się mężczyznę łatwiej przeoczyć niż dziewczynę z anoreksją czy bulimią. A takich, z kobiecymi wydawało się kiedyś chorobami, przybywa. (…)

Co dziesiąta osoba z zaburzeniami odżywiania (w skrócie ED, z ang. eating disorders) to mężczyzna. W Polsce, szacuje się, jest ich kilka tysięcy. Prawdopodobnie częściej dotyka ich bulimia (czyli napady chorobliwego objadania się, a potem wymioty) niż anoreksja (jadłowstręt, patologiczne ograniczanie jedzenia), ale zdarzają się też opinie przeciwne. Dane są skąpe i trudne do interpretacji, bo fachowej pomocy szuka tylko część chorujących i to wtedy, gdy już bardzo cierpią. Męskie problemy z jedzeniem często towarzyszą też innym zaburzeniom psychicznym – psychozom, schizofrenii, autyzmowi. Przez to trudniej je wychwycić. Terapeuci przypuszczają, że w rzeczywistości anorektyków i bulimików może być więcej, niż wynikałoby z gołego rachunku zgłoszeń. Że może to kolejne oblicze kryzysu męskości.

Biceps zamiast portfela

(…) ED dość często wiążą się z zaburzeniami osobowości, tożsamości seksualnej albo z homoseksualizmem u chłopców. Ale nie jest to żelazna reguła. Dopadają także mężczyzn po 40, z rodzinami, życiowo osiadłych. Niekiedy w maskę ED ubiera się kryzys wieku średniego. (…)

ED szczególnie często dotykają mężczyzn, którzy zaczynają się odchudzać, bo faktycznie ważą za dużo (to jedna z różnic między damską a męską anoreksją czy bulimią – cierpiące na nie kobiety zwykle na wejściu są szczupłe). Albo takich, od których praca wymaga dobrego wyglądu lub szczupłości. Najgłośniejszy w ostatnich latach przypadek męskiej anoreksji – potocznie nazywanej manoreksją – to skoczek narciarski Sven Hannawald. (…)

Dr Daniel Bąk, biolog i psycholog, dodaje, że niektóre osoby mają skłonność, by właśnie ciało wykorzystywać jako narzędzie do manifestacji problemów psychicznych czy do prób ich rozwiązywania. A skoncentrowana na ciele popkultura te skłonności umacnia. Amerykańscy naukowcy już w 2007 r. zwracali uwagę, że podobnie jak na samoocenę kobiet wpływa epatowanie przez media wizerunkami wychudzonych modelek, tak oglądanie modelowych kaloryferów i bicepsów może sprzyjać patologicznym dietom, ćwiczeniom fizycznym, a także stosowaniu sterydów przez mężczyzn. Nawet największy abnegat, zarzekający się, że wygląd nie ma dla niego znaczenia, widzi, kto jest pokazywany jako król życia i człowiek sukcesu. (…)”


cały artykuł jest do przeczytania na stronie internetowej „Polityki”:

www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1622487,1,mezczyzni-tez-choruja-na-anoreksje.read


TERAPEUTA W GDAŃSKUGABINET PSYCHOTERAPII GDAŃSK

Prasa: „Warsztaty czy terapia?”

Gabinet Psychoterapii w GdańskuJustyna Masella Praszyńska dokonała treściwego rozróżnienia pomiędzy pomocą psychologiczną w formie psychoterapii a warsztatami. Tekst ukazał się na łamach „Zwierciadła”:

„Czasami towarzyszy nam wiara, że jeden wspaniały warsztat rozwoju osobistego zmieni nasze życie. Jeśli tak się nie dzieje szukamy następnego. Tymczasem głębokie, rzeczywiste zmiany wymagają czasu, dotarcia do przyczyn problemów i świadomej zmiany wzorca naszych zachowań. Warsztaty rozwojowe mogą być inspiracją, czasem uzupełnieniem terapii. Ale żaden warsztat jej nie zastąpi. Jak wybrać zajęcia, które nam istotnie pomogą? Kiedy wskazana jest terapia?

Mirka wraca do domu po weekendzie spędzonym na warsztacie poświęconym poszukiwaniu kobiecej mocy. Jedzie samochodem i śpiewa głośno ulubione piosenki. Czuje się szczęśliwa i ma mnóstwo energii. Dwa dni w pięknym miejscu, w towarzystwie uroczych kobiet sprawiły jej wiele przyjemności, a ćwiczenia były naprawdę interesujące i Mirka ma mocne postanowienie, że będzie z nich korzystać na co dzień. Przy tej myśli głos jej nieco słabnie i uśmiech znika z twarzy. Czy tak już nie było kilka miesięcy temu? Pojechała na  warsztat na temat wewnętrznego krytyka. Po powrocie przez dwa tygodnie przepełniała ją radość i poczucie, że teraz już wie, jak kierować swoim życiem. A potem jakby ktoś przekłuł balonik, euforia i pewność zniknęły, a na ich miejsce pojawiły się znane lęki i wątpliwości. W głowie kołatało pytanie, które zadał jej prowadzący warsztat: czy myślała kiedyś o psychoterapii? Nie, nigdy, raczej poszuka kolejnego warsztatu.

Oferta warsztatów rozwojowych jest dzisiaj tak bogata, że można sobie nimi zająć każdy weekend i całe wakacje. W zależności od naszych potrzeb mamy do wyboru zajęcia artystyczne, psychologiczne, pracę z ciałem, energią, oddechem, czakrami, tantrę, tańce w kręgu i naukę gotowania według pięciu przemian. Aby nie pogubić się w tym gąszczu propozycji, dobrze jest znaleźć przewodnika, na przykład popytać o warsztatowe doświadczenia wśród przyjaciół i znajomych, poczytać rekomendacje w czasopismach lub portalach psychologicznych. Trzeba też zadać sobie pytania i uczciwie na nie odpowiedzieć: po co chcę tam pójść, co mnie tam ciągnie, czego oczekuję, jaki mam cel, co pragnę osiągnąć? Na warsztatach możemy poznać nowe metody pracy nad sobą, odkryć swój twórczy potencjał, poznać poszukujących i otwartych ludzi, miło spędzić czas, ale nie ma na nich miejsca na psychoterapię. Nie możemy oczekiwać, że problem z wyrażaniem trudnych emocji rozwiążemy na warsztacie białego śpiewu, tylko dlatego, że podczas tych zajęć uczymy się otwierać gardło. To na pewno może nam pomóc, ale nie zastąpi głębokiej pracy psychologicznej. Nawet na warsztatach poświęconych sposobom wyrażania złości nie dowiemy się, dlaczego boimy się, nie chcemy czy nie umiemy jej wyrażać. To możemy odkryć w procesie psychoterapii. (…) Pomocy terapeutycznej potrzebują osoby, które mają chroniczny problem odzwierciedlający się w różnych obszarach życia: czują się źle ze sobą, bo mają zaniżone poczucie wartości, słabą wolę życia i nikły sens swojego istnienia; czują się źle z innymi, bo boją się ludzi i nie potrafią tworzyć relacji opartych na więzi, zaufaniu, miłości; nie radzą sobie w pracy, bo nie wierzą w swoje kompetencje; chorują, bo organizm w stanie permanentnego stresu i napięcia traci odporność i zdolności samoregulacyjne. Z pomocą psychoterapeuty rozpoznają, że ich trudności mają głębokie zakorzenienie w trudnym systemie rodzinnym, lub innych patogennych czynnikach środowiskowych. Psychoterapia pomaga uzdrowić wewnętrzne urazy i odbudować poczucie wartości, godności, wiary w siebie i zaufania do swoich możliwości wzrastania. Dopiero wtedy skuteczne są warsztaty, które pomagają rozbudzać uśpione potencjały rozwojowe.”


cały tekst jest dostępny na stronie internetowej „Zwierciadła”:

www.zwierciadlo.pl/2011/psychologia/rozwoj/warsztaty-czy-terapia


TERAPIA DYNAMICZNA GDAŃSKGABINET PSYCHOTERAPII W GDAŃSKU