Wpisy na blogach: „Do tego wieku wyrobisz w dziecku dobre nawyki – potem jest to bardzo trudne!”

Na blogu parentingowym „Mamadu” pojawił się ciekawy tekst – poradnik dotyczący wychowywania dzieci oraz angażowania ich w obowiązki domowe.

Gabinet Psychoterapii w Gdańsku„Czy pamiętacie, kiedy nauczyliście się wycierać buty przed wejściem do domu? Od kiedy wiecie, że rano i wieczorem należy myć zęby albo że po posiłku trzeba posprzątać na stole? Prawdopodobnie nie pamiętacie, bo rodzice uczyli was tego już od wczesnego dzieciństwa. Badania pokazują, że dobre nawyki i zwyczaje dotyczące obowiązków i prac domowych najłatwiej jest wyrobić u dzieci przed ukończeniem dziewiątego roku życia. Potem może okazać się to o wiele trudniejsze i mniej efektywne.

Czym skorupka za młodu nasiąknie…

Jeśli wprowadzisz swoje dziecko w obowiązki domowe i powierzysz mu zadania już od wczesnego dzieciństwa, to prawdopodobieństwo, że dobre nawyki zostaną zakorzenione w nim na stałe, jest bardzo wysokie. Badania pokazują, że wprowadzone i utrzymywane do dziewiątego roku życia zwyczaje są łatwiejsze do kontynuowania w późniejszych latach. Nie ma co liczyć na to, że dziecko samo kiedyś się nauczy, kiedyś będzie robiło, weźmie się pracy później – bez wymagań ze strony rodziców i ich działania w tym zakresie będzie to o wiele trudniejsze.

Badacze z Brown University przebadali blisko 50 tysięcy rodzin, by zobaczyć, dlaczego niektórzy rodzice wymagają od swoich dzieci, nakładają na nich obowiązki i odpowiedzialność, a inni są mniej zasadniczy i wstrzymują się od takich działań. Najczęściej podawanym powodem braku wymagań była obawa przed niepoprawnym wykonaniem zadania przez dziecko oraz opinia rodziców o tym, że coś niewarte jest wysiłku.

Niepowodzenie? Nauka!

Choć obserwowanie zmagań malucha z jakimś zadaniem może być dla rodziców trudne, a przypominanie o obowiązkach i upominanie dziecka niekomfortowe, to warto stawiać przed dziećmi wymagania i powierzać im zadania. Nie można też niepowodzeń i błędów traktować jako porażkę dziecka – to dla niego cenna nauka. Rodzic, który tłumaczy brak wymagań zdaniem „nie chce patrzeć, jak coś mu się nie udaje” może równie dobrze powiedzieć „nie chcę patrzeć, jak moje dziecko się uczy”. (…)”


cały tekst jest dostępny na blogu:

www.agaidzieciaki.mamadu.pl/124497,do-tego-wieku-wyrobisz-w-dziecku-dobre-nawyki-potem-jest-to-bardzo-trudne


PSYCHOTERAPIA GDAŃSKGABINET PSYCHOTERAPII W GDAŃSKU

Wpisy na blogach: „Czego uczy depresja.”

Na blogu „Krytyka Polityczna” ukazał się wpis dotyczący depresji. O społecznym postrzeganiu osób cierpiących na depresję oraz o kondycji współczesnej kultury konsumpcjonizmu napisał Tomasz Stawiszyński:

Psychoterapia Psychodynamiczna Gdańsk„Współczesna zachodnia cywilizacja w wielu obszarach działa jak bezduszny niszczyciel, miażdżący stające mu na drodze słabsze i wrażliwsze jednostki.

W medialnym zamieszaniu wywołanym aferą podsłuchową zagubił się gdzieś temat – miejmy nadzieję, że chwilowo – który podejmują dwa niewątpliwie jak na polski kontekst przełomowe wywiady: z Justyną Kowalczyk (w „Gazecie Wyborczej”) i Olafem Lubaszenką (w „Newsweeku”). Otwarte, pozbawione lukru i upiększeń mówienie o depresji wciąż jest w naszym kraju egzotyczną rzadkością. Jeśli zaś w ogóle się w przestrzeni publicznej pojawia, ląduje zazwyczaj w jednym z dwóch schematycznych dyskursów: prostej medykalizacji albo rzewnej opowieści o heroicznym ego przezwyciężającym wszelkie przeciwności losu i powstającym do kolejnej aktywności niczym legendarny feniks z popiołów.

W dyskusji wywołanej głosami Kowalczyk i Lubaszenki dało się niestety usłyszeć te znajome nuty. „Depresja jest chorobą, jak każda inna i trzeba ją leczyć” – oto podstawowy wniosek płynący z wielu głosów, jakie rozbrzmiały po wspomnianych publikacjach. Być może oczekiwanie, że da się już w Polsce uruchomić inne perspektywy postrzegania depresji, jest przedwczesne. Być może należy się cieszyć, że w ogóle ktokolwiek ma odwagę tę kwestię poruszyć, że przestaje być ona jednym z wielu kulturowych tabu, otaczających nas zewsząd, paraliżujących każdą dyskusję, zamieniających każdą próbę wielowymiarowego ujęcia jakiegoś problemu w dwuwartościową, czarno-białą kłótnię.

Już sama ta okoliczność zatem – że ludzie postrzegani powszechnie jako spełnieni i hojnie obdarowani przez los przyznają się do bezradności, emocjonalnego rozbicia i głębokiego psychologicznego cierpienia – jest w takich warunkach swego rodzaju rewolucją.

Należy być zatem cierpliwym, w Polsce bowiem także, podobnie jak dzieje się to od dawna w krajach bardziej cywilizowanych, przyjdzie czas na refleksję, która nie wychodzi od tego nieco już nadwerężonego medycznego dogmatu, w myśl którego między grypą a depresją nie ma jakościowej różnicy, koncentruje się natomiast na kulturowym czy wręcz cywilizacyjnym wymiarze tego fenomenu. (…)”


cały esej jest do przeczytania na stronie internetowej:

www.m.krytykapolityczna.pl/artykuly/opinie/20140619/stawiszynski-czego-uczy-depresja


TERAPEUTA W GDAŃSKUPSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA GDAŃSK

Wpisy na blogach: „Ciało pamięta. Dlaczego traumy pozostawiają bolący ślad w naszym ciele?”

Na blogu „Psychologia Wyglądu” ukazał się artykuł dotyczący pamiętania przez ciało traumatycznych wydarzeń a także o objawach psychosomatycznych. Autorką tekstu jest dr psychologii, Agnieszka Widera-Wysoczańska:

Psychoterapia Psychodynamiczna w Gdańsku„Uważa się obecnie, że osoby po przebytej traumie zachowują utajoną pamięć traumatycznych zdarzeń w swoich mózgach i ciałach. Pamięć ta często wyraża się w objawach zespołu stresu pourazowego – koszmarach, flashbackach, reakcjach przestrachu i zachowaniach dysocjacyjnych. W gruncie rzeczy ciało takiej osoby nie pozwala o sobie zapomnieć. Dr Peter Levine wyjaśnia, że trauma jest po prostu nie do końca rozładowaną energią, która została zmobilizowana w organizmie w momencie zagrożenia życia (tak nasze ciało traktuje każdy upadek czy nawet drobną stłuczkę samochodową, nie mówiąc już o poważniejszych przekroczeniach granic ciała i psyche). Jeżeli ta energia pozostanie uwięziona w organizmie, może latami chaotycznie szukać wyjścia, tworząc najrozmaitsze nieswoiste objawy. Jeżeli jednak świadomie ją rozpoznamy, możemy pozwolić ciału ją delikatnie rozładować i znowu wprawić w ruch naturalny przepływ energii witalnej w całym organizmie.

Co ciało chce nam przekazać?

Pani B. często brakuje tchu, ciągle jest spięta bez powodu. Serce skacze jej w piersi, a razem z nim ciśnienie. Nie może spać, nie ma apetytu, a innym razem objada się bez opamiętania, no i te okropne bóle głowy. Cierpi, a lekarze mówią, że nic jej nie dolega.

Wiele osób podobnych do pani B. po wizytach u różnych specjalistów słyszy w końcu: „Ma pani nerwicę”. Tak trafiają do psychologa. W trakcie terapii docierają do przyczyny fizycznych problemów. Często leży ona w doznanej przemocy, o której osoba „zapomniała” lub której nigdy nie łączyła z bólem ciała.

W jaki sposób ból psychiczny wynikający z doznanych urazów wiąże się z chorobą ciała? Związek nie jest do końca jasny. Sądzi się, że niepokój powstały w wyniku doświadczonego urazu powoduje wzmożoną czujność na „niebezpieczeństwa” wokół, niezależnie od tego, czy istnieją one obiektywnie, czy nie. Powstaje nadmierny przymus sprawowania kontroli nad otoczeniem, związany z przekonaniem, że nawet drobna niemożność ochrony siebie prowadzić może do katastrofy. Niepokój dręczący osobę automatycznie pobudza jej ciało. Tak powstają problemy psychosomatyczne. Są one bardziej skutecznym sposobem zwrócenia na siebie uwagi, wołania o pomoc lub utrzymania bezpieczeństwa przez kogoś, kto nauczył się, że pokazywanie bólu psychicznego nie jest poważnie traktowane przez otoczenie.

Dzieci alkoholików

Dom alkoholika zagraża żyjącym w nim dzieciom. Stres kumulowany wewnątrz ciała wpływa na ich stan zdrowia. Dzieci alkoholików częściej niż inne narzekają na bóle głowy, płytki, nerwowy i czujny sen, bóle brzucha i nudności, rozstrój żołądka, nerwowe tiki, zmęczenie i znużenie. Częściej też chorują na alergie, astmy, anemie i przeziębienia. Kobiety mówią o problemach z jedzeniem: nadwagą lub niedowagą. Kłopoty te pojawiają się już we wczesnym dzieciństwie i nasilają się w życiu dorosłym.

Ania podczas terapii mówiła: „Przez wiele dni jadłam mało. A potem zaczynało się… Gdy się objadałam, najpierw czułam przyjemność w połykaniu dużej ilości pokarmu. W pewnym momencie zaczynałam mieć poczucie winy, że nie dbam o siebie, że znowu będę gruba. I to poczucie winy powodowało, że… jadłam jeszcze trochę. Uczęszczałam na różne programy odchudzające, ale efekty były krótkotrwałe, to wzmagało rezygnację. Teraz wiem, że moje nadmierne jedzenie było sposobem radzenia sobie z niskim poczuciem własnej wartości. W ten sposób mogłam stłumić złość na rodziców zajętych alkoholem i pokazać im, że cierpię. Nie potrafiłam wyrazić tej złości. Gdy zaakceptowałam siebie, polubiłam swoje ciało i nauczyłam się wyrażać uczucia wprost, kłopoty z jedzeniem minęły”. (…)”


całość jest do przeczytania na stronie internetowej:

www.psychologiawygladu.pl/2015/06/ciao-pamieta-dlaczego-traumy.html


PSYCHOLOG GDAŃSKPSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA W GDAŃSKU

Wpisy na blogach: „Odpoczywać trzeba się nauczyć.”

Na blogu „Hello Zdrowie” ukazał się interesujący wpis dotyczący umiejętności odpoczywania, wypalenia zawodowego, stresu i zmęczenia. Warto przeczytać!

Psychoterapia Psychodynamiczna w Gdańsku„Po intensywnym i wyczerpującym tygodniu pracy pojawia się on – wolny dzień. Z jednej strony cieszysz się, że w końcu odpoczniesz, z drugiej – czujesz ogromny stres i napięcie, by ten dzień jak najlepiej wykorzystać. I w efekcie nie odpoczywasz, bo po prostu nie potrafisz. No to się naucz!

Odpoczynek, choć brzmi to absurdalnie, to czynność, której trzeba się nauczyć. Jak każdej innej. Szczególnie gdy nie potrafimy spędzić kilku minut na bezczynności, a każdy wolny dzień jest dla nas okazją do szukania sobie kolejnych zadań do wykonania – odrabiania zaległości w pracy, prania firan czy załatwienia sprawy na drugim końcu miasta. ‒ Mamy nawyk działania, wydaje nam się, że czas powinien być zaplanowany do ostatniej minuty. Nawet odpoczynek musi być według nas najbardziej efektywny i aktywny, bo w przeciwnym wypadku „marnujemy weekend” – mówi psycholog Igor Rotberg. A taki „reset” dla umysłu jest konieczny. Ciągła praca na wysokich obrotach angażujących nasz umysł może doprowadzić m.in. do wypalenia zawodowego, a nieustanny stres obniża odporność organizmu.

Napinasz się zatem wewnętrznie i rozkazujesz sobie: „Dziś jest ten dzień. Koniecznie muszę odpocząć! Koniec kropka”. Pierwsza myśl, która przychodzi do głowy? Leżenie na kanapie. Nie trzeba nic robić i można się beznamiętnie wpatrywać w telewizor. Taki rodzaj odpoczynku wbrew pozorom może nie być dla nas całkiem satysfakcjonujący. Mimo że jest to odpoczynek dla ciała, szczególnie dla osób pracujących fizycznie, umysłowi niewiele daje. Słowem, to pójście po linii najmniejszego oporu.

Często też w swoich aktywnościach kierujemy się raczej modą, a nie własnymi upodobaniami. ‒ Ludzie często odpoczywają snobistycznie, np. fundując sobie skok na bungee. Pytanie, czy rzeczywiście robi się to po to, by odpocząć ‒ mówi psycholog Tomasz Łysakowski w audycji „Na cztery ręce” w radiowej Czwórce. ‒ Zastanówmy się, czy odpoczywamy dla nas samych, czy też tylko po to, by opowiedzieć innym, gdzie byliśmy, co zrobiliśmy. W takiej sytuacji nie tylko nie odpoczniemy, ale będziemy odczuwać jeszcze większy stres. Martwimy się, czy nasza forma odpoczynku robi wystarczająco dobre wrażenie – dodaje Łysakowski. (…)”


całość jest dostępna tutaj:

www.hellozdrowie.pl/psychologia/odpoczywac-trzeba-sie-nauczyc/strona/1


PSYCHOLOG GDAŃSKPSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA W GDAŃSKU

Wpisy na blogach: „Analiza roku – co daje, dlaczego warto i jak ją zrobić.”

Na blogu Andrzeja Tucholskiego pojawił się ciekawy wpis dotyczący autoterapeutycznej analizy mijającego roku. Jest dużo konkretnych rad!

Psychoterapia Psychodynamiczna w Gdańsku

„Minionych dni już nie cofniesz i nie naprawisz. Dzięki zastanowieniu się nad nimi możesz jednak wpłynąć na przyszłość. Dni dobre mogą się powtórzyć lub, kto wie, nawet polepszyć. Dni złych może być mniej lub ich przebieg może być łagodniejszy. Wystarczy prosta, szybka analiza.

CO DAJE PRZEANALIZOWANIE MINIONEGO ROKU?

Po pierwsze, wartość sentymentalną. Nie ma takiej opcji, bym sam z siebie, w grudniu, pamiętał to, co robiłem w marcu. W dobre dni ledwo pamiętam to, co robiłem przed tygodniem. Dzięki spokojnemu przejrzeniu kalendarza wracam do wszystkich wydarzeń z należytą uwagą. I do tych dobrych, i do tych złych. A nawet do tych zupełnie neutralnych. Po latach można wracać już do samych analiz.

Własne życie to coś, co dobrze jest pamiętać.

Po drugie, uczysz się. Chłodne, uczciwe spojrzenie na swoje porażki i zwycięstwa, na słoneczne i deszczowe dni pozwala Ci zrozumieć ich genezę, powody, przyczyny, wyjaśnienia, przebieg, zależności i wszystko to, czego Ci potrzeba, by móc konkretne sytuacje w przyszłości powtórzyć. A innych – uniknąć.

Po trzecie,  ludzie często nie zauważają pierwszego sparzenia (lub pierwszego sukcesu), lecz dopiero drugie, czy wręcz trzecie. Dzięki analizie możesz przyspieszyć proces „powtarzania doświadczeń” i zauważyć „coś” o wiele szybciej. Już starożytni Indianie mawiali, że skoro można szybciej, to po co wolniej.

DLACZEGO WARTO PRZEANALIZOWAĆ ROK

Odpowiedź krótka jest bardzo prosta: robili tak wszyscy wielcy ludzie w historii.

Wzorowanie się na najlepszych to całkiem niegłupia strategia :)

Odpowiedź dłuższa jest trochę bardziej złożona. Analiza roku będzie w najgorszej, najbardziej denerwującej wersji trwała około dwóch godzin. To dokładnie tyle ile trwa: przygotowanie sporego obiadu; film akcji; powrót do domu przez zakorkowane miasto; dobre wyjście na siłownię; cztery mecze w HotSa czy, powiedzmy, dwa godzinne spotkania.

Każdą z tych czynności można bez większych problemów „anulować”, maksymalne koszty alternatyw nie powinny przekroczyć stu złotych, a korzystając z „zaoszczędzonego” okienka można sprawić, że kolejny rok nie będzie „lepszy” wyłącznie dzięki telefonowi od cioci z Luizjany, która od dwunastu lat zawsze życzy wszystkim tego samego.

Dzięki dobrej analizie szykujesz grunt pod to, by Twój umysł stał się najlepszym możliwym narzędziem do ogarnięcia przyszłego roku tak, jak sobie zażyczysz. Zobacz: skoro nawet NIE WIESZ, że coś w Twoim życiu było negatywne to jak dokładnie planujesz uniknąć powtórki? (…)”


cały tekst jest dostępny tutaj:

www.andrzejtucholski.pl/2015/analiza-roku-co-daje-dlaczego-warto-i-jak-ja-zrobic


PSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA W GDAŃSKUPSYCHOLOG GDAŃSK

Wpisy na blogach: „Dlaczego dobrzy ludzie czynią zło?”

Na blogu psychologicznym „Flow” pojawił się ciekawy wpis dotyczący słynnych eksperymentów psychologicznych P. Zimbardo i S. Milgrama:

„Zastanówcie się, jak dobrze znacie siebie? Jesteście pewni, że pod wpływem konkretnej sytuacji społecznej zawsze postąpilibyście właściwie?

Na pewno większość z was zastanawia się nad tym jak to możliwe, że w czasach II wojny powstawały obozy koncentracyjne, getta, a niemieccy żołnierze byli całkowicie podporządkowani rozkazom i bez cienia zawahania mordowali niewinne osoby. Wielu psychologów próbowało wyjaśnić jak to możliwe, że  kiedyś uczciwe, zdrowe psychicznie jednostki stają się nagle bezwzględne, okrutne i zdolne do przekraczania wszelkich granic moralności, a inne jednostki będące ofiarami stają się  uległe, podporządkowane i zrezygnowane. Jednym z psychologów, który badał wpływ sytuacji i otoczenia na zachowanie jednostki był P. Zimbardo, a jego eksperyment więzienny wpłynął na spostrzeganie natury człowieka.

Psychoterapia Psychodynamiczna w GdańskuW 1971 roku, w pewnym czasopiśmie opublikowano ogłoszenie. Zachęcano w nim studentów do udziału w  dwutygodniowym eksperymencie prowadzonym przez prof. Zimbardo. Miał on się odbyć w piwnicach Uniwersytetu Stanford.  Za każdy dzień badania  przewidziane było wynagrodzenie. Do eksperymentu zgłosiło się wielu chętnych, spośród nich wybrano 24 osoby, które przedtem zostały przebadane wieloma testami psychologicznymi. Okazały się to jednostki o dobrej kondycji psychofizycznej, bez kryminalnej przeszłości.  Następnie losowo zostali podzieleni na 2 grupy: więźniów i strażników.  Aby uczestniczy badania bardziej wczuli się w klimat swojej roli, potraktowano ich jak prawdziwych przestępców. Zostali zrewidowani, skuci kajdankami  i zaprowadzeni do policyjnego wozu na oczach rodziców i sąsiadów. Mogli zabrać jedynie niezbędne środki higieny. Na miejscu zostali rozebrani do naga, spryskani środkiem dezynfekującym. Dostali także więzienne ubrania i numer identyfikacyjny. Więźniowie i strażnicy mieli odgrywać swoje role najlepiej jak potrafią, jednak nie poinstruowano ich dokładnie jak mają się zachowywać i nie powiedziano im, że są nagrywani.  Przebieg eksperymentu był zadziwiający. Strażnicy okazali się  bardzo surowi i pochłonięci swoją rolą.  Dbali o przestrzeganie wszelkich reguł i zasad jak w prawdziwym więzieniu. Za każdą niesubordynacje przewidziane były kary. (…)”


cały tekst jest do przeczytania tutaj:

http://flow.parkpsychologii.pl/8-artyku%C5%82y/7-dlaczego-dobrzy-ludzie-czyni%C4%85-z%C5%82o


 PSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA W GDAŃSKUTERAPIA GDAŃSK

Wpisy na blogach: Rodzicu, nie przegap symptomów depresji u nastolatka. Z tego się nie wyrasta!

Na portalu internetowym Foch! pojawił się wpis na temat depresji u nastolatków. Autorką jest blogerka, Olga Wróbel. W swoim tekście wspomina o popularnym ostatnio komiksie pt.: „Czarne Fale” (Katarzyna Szaulińska, Daniel Chmielewski), traktującym o młodzieżowej depresji właśnie. Bardzo ważny temat, zapraszam do lektury:

Gabinet Psychoterapii Gdańsk„Pierwsze dni szkoły. Nowa wyprawka, czyste zeszyty, czyste rubryki dziennika, luz, jeszcze nie ma stresu. Czy rzeczywiście? O depresji wśród uczniów opowiada komiks edukacyjny „Czarne fale”, stworzony przez lekarkę psychiatrę Katarzynę Szaulińską i rysownika Daniela Chmielewskiego.

W podstawówce byłam najlepszą uczennicą. Nie tak metaforycznie, tylko dosłownie, ukończyłam ósmą klasę z najlepszym wynikiem w roczniku (moja szkoła lubowała się w statystykach i wyścigach). Oklaskiwana przez rodzinę zdałam do świetnego liceum, bez większych rozważań pomaszerowałam do szkoły pierwszego września i hm, moje życie nagle zrobiło się okropne. Niespodziewanie okazało się, że nie umiem odnaleźć się w nowej grupie. Nagle nie byłam już szkolną gwiazdą o wysokiej średniej, tylko jedną z wielu osób, które nie schodzą poniżej piątki. Tylko że ja przestałam dostawać piątki, ba, po trzech miesiącach byłam zagrożona z matematyki i fizyki, a z francuskiego miałam naciąganą dwóję. JA. ZAGROŻONA.

Zaczęłam mieć problemy ze wstawaniem rano, do szkoły szłam z bólem brzucha, po szkole – zamiast integrować się z nową klasą – z wewnętrznym niepokojem pędziłam do domu, żeby odciąć się od wszystkiego i udawać, że jest dobrze. Wieczorem wydawało mi się, że jest dobrze, nie ma się czym martwić, rano wszystko zaczynało się na nowo. Rodzicom nic nie powiedziałam o problemach – przecież ich córka jest świetną uczennicą, a nie jakąś zagrożoną niezdarą intelektualną. Kiedy nadeszło pierwsze zebranie, chyba nie bardzo umieliśmy sobie z tym nowym stanem poradzić – ja i moi rodzice. Były łzy i niedowierzanie. Przemęczyłam się tak przez zimę, wiosną samo przeszło, wypracowałam sposoby na przyjaźnie i naukę (chociaż na świadectwie maturalnym widnieje ponuro dwója z matematyki). Dziś wiem, że ta niekończąca się zima 1997 była pierwszym epizodem depresji, która, po kilku podobnych, lekkich nawrotach, poważnie dopadła mnie pod koniec studiów (trzy lata regularnych, nieprzerwanych wizyt u psychiatry, psychologa plus rozmaite antydepresanty). (…)”


całość jest do przeczytania tutaj: http://foch.pl/foch/1,139970,18693578,rodzicu-nie-przegap-symptomow-depresji-u-nastolatka-z-tego.html


PSYCHOLOG W GDAŃSKUGABINET PSYCHOTERAPII GDAŃSK

Wpisy na blogach: „Baby blues czy żałoba po utracie życia sprzed narodzin dziecka?”

Gabinet Psychoterapii GdańskNa portalu internetowym „Dzieci są Ważne” pojawił się wpis dotyczący depresji poporodowej. Warto przeczytać!

„Najbardziej burzliwy moment po urodzeniu pierwszego dziecka? Po kilku dniach spędzonych w szpitalu wracam do domu pełnego moich własnych rzeczy. Stoi to samo łóżko z pachnącą pościelą, półka z książkami, szafki kuchenne, wanna… wszystko znajome, a jednocześnie zupełnie obce, bo czuję, że już nigdy nic nie będzie tak samo, że coś zostało bezpowrotnie utracone, jakaś część mnie samej.

I myślę: oho, to jest ten baby blues… Wylewam morze łez i żadne słowa nie są w stanie mnie pocieszyć. Dodatkowo jestem z siebie niezadowolona, bo miałam cichą nadzieję, albo nawet byłam pewna, że te poporodowe damskie smuteczki mnie nie dotkną. Tak dobrze się przygotowałam do otwarcia na doświadczenie narodzin. Dojmujący smutek mija po kilkunastu godzinach mocnego snu, przerywanego głośnym płaczem domagającego się piersi niemowlęcia.

W swojej książce “Praca na całe życie. O początkach macierzyństwa” Rachel Cusk opisuje analogiczne uczucie wyobcowania od siebie samej i znajomej przestrzeni domu sprzed narodzin dziecka. To uniwersalne doświadczenie kobiety po wielkim wydarzeniu, jakim jest poród.

Przeobrażenie w matkę

Zwykliśmy koncentrować uwagę na jednym głównym aspekcie porodu – na pojawieniu się na świecie nowego człowieka. Przyglądamy się niewielkiemu, zjawiskowemu żywemu ciału. Niezgrabnie bierzemy w ramiona, wąchamy, przytulamy, całujemy, karmimy. Ubieramy, usypiamy, przykrywamy. Czekamy w niepokoju i ekscytacji, co wydarzy się dalej. Nie możemy oderwać wzroku od słodkiego snu. Kiedy się budzi, karmimy, nieporadnie przewijamy, ubieramy, przytulamy, próbujemy nawiązać kontakt. Karmimy, usypiamy. Niedługo potem konfrontujemy się z długim płaczem i wciąż niezaspokojonymi potrzebami. Podczas nieprzespanych pierwszych nocy jesteśmy postawione w sytuacji, w której musimy sobie jakoś same poradzić. Szybko uczymy się swojej drogi postępowania, która okazuje się dla naszej dwójki najskuteczniejsza i daje chwilowe wytchnienie jednej i drugiej stronie. Z dnia na dzień z kobiet w ciąży stajemy się matkami. Przeobrażenie w matkę to pożegnanie z niezależnością rozumianą jako brak podporządkowania. Codzienne życie zostaje podporządkowane potomkowi. Nasze myślenie i czucie również całkowicie się z nim związuje. (…)”


Oryginalnie tekst pochodzi z bloga: http://naturalparents.tumblr.com/

Cały tekst jest też do przeczytania tutaj: http://dziecisawazne.pl/baby-blues-czy-zaloba-po-utracie-zycia-sprzed-narodzin-dziecka/


GABINET PSYCHOTERAPII GDAŃSKPSYCHOTERAPIA W GDAŃSKU

Wpisy na blogach: „Jak pomóc dzieciom radzić sobie z emocjami?”

Gabinet Psychoterapii GdańskNa blogu „Edukowisko” pojawił się ciekawy wpis na temat emocji dzieci i tego, jak pomagać im sobie z nimi radzić. Zapraszam do lektury!

„Jednym z najczęstszych pytań, z jakim spotykam się ze strony rodziców jest pytanie, jak pomóc dzieciom w radzeniu sobie z emocjami. To pytanie ma często swoje drugie dno: rodzice chcieliby się dowiedzieć, co zrobić, aby ich dzieci emocji nie doświadczały, albo przynajmniej nie w tak intensywnym stopniu, jak to ma miejsce teraz. Chcielibyśmy, żeby nasze dzieci nie histeryzowały, nie wpadały w furię, nie  rzucały się z krzykiem na podłogę (zwłaszcza na środku zatłoczonego supermarketu), żeby nie rzucały zabawkami, nie biły innych dzieci (i/lub nas),  nie płakały.   Czasem bywa też, że chcielibyśmy, żeby i krzyczały trochę mniej z radości. Jednym słowem, żeby nie doświadczały takich emocji jak złość, frustracja, smutek, rozpacz, odraza. Bez tych wszystkich ‚trudnych’ emocji byłoby nam łatwiej być przy naszym dziecku.

Oczekujemy złotych rad i szybkich rozwiązań. W konfrontacji z intensywnością emocji dziecka stajemy się tak bezsilni, że zaczynamy wierzyć w metody karnych jeżyków, time-outów itp. Zbyt często przy tym zapominamy, że nasze dziecko nie jest małą miniaturką dorosłego, ale małym człowiekiem, który dopiero uczy się poznawać i regulować własne emocje. Czy wpadacie w złość, kiedy wasze dziecko po raz setny przewraca się podczas nauki stawiania swoich pierwszych kroków? Nie. Zamiast tego staracie się mu tym pomóc. Na spacer idziecie za rączkę, aby wesprzeć niestabilną jeszcze równowagę malucha, zabieracie ze sobą wózek, na wypadek gdyby wasz smyk się zmęczył. A gdy dziecko po raz kolejny przewróci się na chodniku, troskliwie zalepiacie na zadrapaniu plaster.  Wszyscy wiemy, że nauka chodzenia nie przychodzi od razu, ale wymaga czasu i ćwiczeń.  Dlaczego więc zakładamy, że nauka radzenia sobie z własnymi emocjami to umiejętność, która pojawi się sama z siebie, bez wysiłku i treningu?

Jeśli czytaliście poprzedni wpis dotyczący emocji to wiecie, że za umiejętność oswajania naszego emocjonalnego świata odpowiada część naszej kory nowej- płaty przedczołowe. Musimy pamiętać, że płaty przedczołowe to miejsce w naszym mózgu, które rozwija się bardzo długo. Kiedy dziecko przychodzi na świat, jego płaty przedczołowe zaczynają właściwie swój prawdziwy rozwój. Przed nimi ciężkie i skomplikowane zadanie do wykonania: integracja świata emocjonalnego. I tak, jak nauka biegania wymaga czasu, ćwiczeń i licznych potknięć, tak umiejętność regulowania własnych emocji wymaga jeszcze więcej czasu, jeszcze więcej ćwiczeń i jeszcze więcej potknięć. Nauka sprawnego chodzenia zabiera dziecku jakieś dwa i pół roku. Nauka zarządzania własnymi emocjami to proces, który rozkłada się niekiedy na dwadzieścia lat (przyjmuje się, że płaty przedczołowe są w pełni dojrzałe w okolicach dwudziestego roku życia). Wymaganie od trzy latka, żeby umiał konstruktywnie radzić sobie z zalewającą go właśnie falą złości i frustracji na wieść o tym, że nie kupisz mu nowych naklejek, zwłaszcza gdy ta sytuacja ma miejsce po pełnym wrażeń dniu w przedszkolu ( zmęczenie powoduje, że płaty przedczołwe gorzej sobie radzą z regulowaniem emocji), to tak, jakby wymagać od niemowlaka, że zaraz wstanie i samodzielnie przejdzie kilometr. (…)”


całość tekstu i inne ciekawe wpisy są do przeczytania tutaj:

http://www.edukowisko.pl/?p=552


TERAPIA W GDAŃSKUGABINET PSYCHOTERAPII GDAŃSK

Wpisy na blogach: „Czy psycholog jest dla czubków?”

Ciekawy tekst o terapii pojawił się na blogu „Blimsien”:

Gabinet Psychoterapii Gdańsk„Do psychologa albo psychiatry chodzą czubki. Czubki czyli ludzie „którzy sobie ze sobą nie radzą”. Są szurnięci. I słabi. Wiadomo. To całkiem inaczej niż ci, którzy sobie nie radzą z nerkami, płucami lub sercem albo skórą. Nie ma żadnego wstydu w nieogarnianiu własnego ciała. Bo co wstydliwego może być w niedomykalności zastawek? Zupełnie co innego niż taka na przykład depresja. Ma ją każdy, wiadomo, ale najczęściej ci leniwi, nieogarnięci i nieodpowiedzialni. No i najlepsze lekarstwo na deprę? „Weź się w garść”. Prawie tak samo przydatne jak „nie garb się”. (…)

Jeśli chodzi o moją osobistą historię, zawsze byłam nadwrażliwa i trochę oderwana od ziemi. Z jednej strony to miłe. Mój mózg ciągle wymyśla mi inne wymiary, to mnie napędza do działania, pomaga mi pisać, pomaga projektować, pomaga kreować różne fantastyczne rzeczy w moim życiu i nigdy nie jest szaro. Z drugiej strony, dzielę włos na czworo i często się samobiczuję. Ale pewnie uznałabym, że taka karma i life’s a bitch. Gdyby nie fakt, że czujką na samopoczucie i to czy o siebie psychicznie dbam czy nie, jest moje ciało. I ono bolało mnie od dziecka. Zwłaszcza mój brzuch. Potem doszło serce. Masakryczna ilość badań, diety wykluczające to albo tamto, rzucanie papierosów, odstawianie alkoholu, surowe albo nie surowe, laktoza? Gluten? I jakież wielkie zdziwienie, po wielu latach, że to mózg.Mózg mówi ciału „sygnalizuj problem. Szybko i mocno”. A ja leżę zgięta w pół, w bolesnych skurczach. Godzinę, czasem dwie. Dzień. Lub trzy. To się dzieje w wakacje, to się dzieje w podróży. To się dzieje w szkole. A ja panikuję i myślę „jak kiedykolwiek będę pracować zawodowo kiedy ból przychodzi i rozkłada mnie na części pierwsze a żaden lekarz nie widzi podstaw do zwolnienia mnie, bo jestem idealnie zdrowa?”. Odkładam sprawę bardzo długo. Potem mój partner namawia mnie żebym poszukała dla siebie pomocy u psychologa. Motywowana strachem i brakiem kontroli – idę.

To był pierwszy raz. Drugi – poszliśmy razem, w końcówce związku. On nic nie wyciągnął, nie chciał pracować. Ja pomyślałam sobie „nie chcę schrzanić kolejnego związku, nie chcę mieć wadliwego systemu, nic mnie już nie boli, ale w związkach mam swoje lęki i blokady i zawsze wybieram ten sam typ facetów. Chcę to zmienić”. I zostałam by pracować nad sobą. Kosztowało mnie to dużo nerwów, energii, pieniędzy i czasu. Ale też:

– umiem stawiać granice i rezygnować z relacji kiedy ktoś je notorycznie przekracza

– nie jestem już perfekcjonistką. Po prostu robię nieidealnie zamiast nie robić idealnie.

– nie besztam się za słabość. Kiedyś słabość była dla mnie obrzydliwa i nieakceptowalna. Dziś jest po prostu częścią mnie i każdego człowieka.

– nie mam wielkich sekretów. Akceptuję siebie wraz ze swoimi przywarami. Nie nakładam masek, nie robię rzeczy wbrew sobie(o ile tylko to możliwe).

– umiem nie wchodzić lub kończyć toksyczne relacje.

– umiem prosić o pomoc i wsparcie.

– mniej oceniam innych i rozumiem, że moja racja jest moja, nie musi być wszystkich.

– nie mam somatycznych objawów, które uniemożliwiały mi normalne funkcjonowanie.

– nie przejmuję się tym co ludzie o mnie myślą. Jeśli chcę wiedzieć sama ich o to pytam. Wybieram sobie ludzi, których opinia jest dla mnie ważna i wybieram sobie obszar, w którym jest dla mnie ważna. Nie interesuje mnie co moja szefowa myśli o moim związku, mój tato o ubraniach, które noszę, moja przyjaciółka o mojej diecie, pani na poczcie o moim ciele. Choć interesuje mnie co moja szefowa myśli o mojej kreatywności, tato o mojej błyskotliwości, siostra o umiejętności słuchania, a przyjaciółka… czy czuje się mną zainspirowana?

– umiem leniuchować.

– umiem przyjmować krytykę, ale jak mówią Amerykanie „i take nobodys shit”.

– umiem krytykować sama siebie, ale się nad sobą nie pastwię.

– jestem swoją najlepszą przyjaciółką i tworzę ze sobą najfajniejszy związek świata ♥

Zresztą wiele moich terapeutycznych odkryć przemycam tu, dla Was. To co zadziałało, jakieś mechanizmy, krzepiące słowa, staram się przemycać tak by służyły i innym. Na pewno dzięki terapii poznałam sama siebie o wiele lepiej. Niektóre mechanizmy sobie uświadomiłam, inne odkryłam nie spodziewając się ich wcale, o innych wiedziałam, ale nie miałam pojęcia jak je zmienić. Często ludzie mówią, że za terapeutę płacą ci, którzy są tak lewi, że nie mają przyjaciela, który by ich wysłuchał. Nie na tym polega terapia.

Terapeuta jest osobą z zewnątrz, która mimo, że to jej zawód, nie ma do nas interesu. To znaczy, nie jest uwikłana w nasze życie. Nie jest mamą, która nas wychowywała i się o nas martwi. Nie jest naszym partnerem, który chciałby nas zmienić na swoją modłę. Nie jest przyjaciółką, która z nami ponarzeka i ma swój punkt widzenia, więc nas „nawróci” albo przynajmniej oceni. Terapeuta musiał przejść własną terapię i jest świadomy mechanizmów działania. Wie w co grają ludzie. Ma trzeźwe spojrzenie osoby z zewnątrz i zadaje nam trafne pytania, które prowadza nas… do własnego wnętrza, pod powierzchnię. Terapeuta pozwala nam na wgląd wewnątrz siebie i… na nie wzięcie nóg za pas, kiedy tylko zobaczymy tak pająki, kurz, demony i inne potwory spod łóżka. No a ponieważ jest profesjonalistą, nie będzie nas też zawstydzał i nigdy nie wykorzysta tego przeciwko nam. To osoba, która dzięki swojej służbie i przewodnictwu łączy nas z nami samymi. (…)”


cały tekst jest do przeczytania na stronie internetowej blogu „Blimsien”:

www.blimsien.com/czy-psycholog-jest-dla-czubkow/


PSYCHOTERAPEUTA W GDAŃSKUGABINET PSYCHOTERAPII GDAŃSK