Wywiady: „Bliskość w XXI wieku. Lubimy używać tego słowa, ale nie wiemy, co się za nim kryje.”

Na portalu internetowym „Na Temat” pojawił się obszerny, wyczerpujący temat wywiad z psychoterapeutą Mieczysławem Jaskulskim. Rozmowa jest o bliskości i o tym, co to znaczy „być blisko” z drugą osobą w dzisiejszych czasach:

Psychoterapia Psychodynamiczna w Gdańsku„Mam przekonanie, że bliskość to słowo ‘wytrych’. Niby oczywiste, niby wszyscy wiedzą, ale koniec końców nie ma jasności czym naprawdę jest.

Właśnie, to słowo, którego znaczenie wydaje się dość oczywiste, ale nie ma jednak swojej psychologicznej definicji. Ludzie, często mówiąc o bliskości, identyfikują się tylko z tą częścią drugiego człowieka, która im się podoba, którą akceptują. Natomiast realna bliskość polega na byciu z kimś, kto nie jest idealny, ale mimo tego przeważa rodzaj sympatii i czegoś dobrego, co się między ludźmi wydarza. To jest dojrzała bliskość.

Mnie podoba się definicja, według której, bliskość między ludźmi jest wtedy, kiedy znają swoje zalety, ale też wady, jednak nie wykorzystują ich przeciwko sobie.

Tak, bliskość jest też rodzajem zaufania, kiedy mogę się odsłonić przed drugim człowiekiem i nie bać się zranienia. Wtedy można mówić o prawdziwym związku czy relacji, bo człowieka nie da się podzielić na pół i wybrać tylko tej jego części, która jest fajna, i z którą jest nam przyjemnie.

A kiedy możemy mówić o bliskości w rodzinie?

Każdy z nas ma swoją miarę bliskości. Uczymy się tego od dziecka, wynosimy z domu, najczęściej jako powielenie lub zaprzeczenie relacji z rodzicami. Dzieci są blisko organicznie. Potrzebują dotyku, przytulenia, poczucia, że mama przyjdzie zawsze, na każde zawołanie.

Kiedy dorośniemy, warto zadać sobie pytanie, co faktycznie oznacza dla nas bliskość w relacjach rodzinnych. Jak ją rozumiemy, jak możemy być blisko innych, ale też jaka jest nasza potrzeba bliskości, zwłaszcza taka, w której możemy dawać, nie tylko brać. Definicja bliskości zawsze będzie subiektywna, bo odnosi się do naszych potrzeb.

Wie Pan, myślę, że nie zastanawiamy się nad tym zbyt dużo, a potem zdarza się taki czas jak święta, który generalnie ‘z urzędu’ związany jest ze spotkaniem i wspólnym stołem i z tym, że jesteśmy razem, a więc też bliżej. I wtedy zaczynają się schody…

Tak, kulturowo jest to czas, kiedy powinniśmy być razem. I często stan relacji rodzinnych jaki mamy zbudowany z bliskimi, w święta skupia się jak w soczewce. Dla jednych będzie to faktycznie czas radości, dla innych powód do dużego wysiłku spędzenia świąt w otoczeniu ludzi, z którymi niekoniecznie chce się być. Inne pytanie, jakie należy sobie zadać, to czy święta to zadanie, które należy wykonać, czy może w tym czasie ważniejszy jest kontakt ze sobą… (…)”


cały wywiad jest dostępny tutaj:

www.natemat.pl/165943,czym-jest-prawdziwa-bliskosc


PSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA W GDAŃSKUTERAPEUTA GDAŃSK

Portale internetowe: „Dlaczego warto śpiewać dzieciom?”

Na portalu internetowym „Dzieci są ważne” pojawił się artykuł o śpiewaniu niemowlakom. Opisane i zebrane w jedno miejsce zostały zalety śpiewania dzieciom:

Psychoterapia Psychodynamiczna w Gdańsku„Jak zazwyczaj reagujesz na płacz swojego niemowlaka? Według wszelkiego prawdopodobieństwa, robisz to, co matki i ojcowie różnych kultur robią od pokoleń. Próbujesz go nakarmić, kołysać i… śpiewać.

Maluch a rytm

Czy wiesz, że już jednodniowe dziecko jest w stanie rozróżniać rytmiczne wzory? W 2009 roku naukowcy z Węgier i Holandii na podstawie pomiaru fal mózgowych noworodków, badanych podczas słuchania rytmów stwierdzili, że dzieci są w stanie rozróżnić różnice między dźwiękami. Maluchy były w stanie odróżnić odtwarzany z taśmy śpiew osoby dorosłej przeznaczony dla dziecka, dla innego dorosłego i śpiew nieprzeznaczony dla słuchaczy. Wyniki badań sugerują, że styl śpiewu skierowanego do niemowląt i zdolność rozpoznawania jego właściwości mogą być wrodzone.

To nie jedyny związek między niemowlętami a muzyką. Istnieje coraz więcej dowodów, na to, że muzyka może odgrywać ważną rolę dla rozwoju małego dziecka. Niektórzy wysnuwają nawet hipotezę, że śpiewanie niemowlęciu jest pierwszą lekcją języka, z jaką maluch się styka i może zapobiec problemom językowym w późniejszym życiu.

Już dawno temu zauważono, że istnieje specjalny rodzaj komunikacji między rodzicami a niemowlętami, który polega na tym, że dorośli mówią do swoich dzieci z pewną specyficzną manierą, przypominającą coś w rodzaju pieśni. Zjawisko to występuje w różnych kulturach, a samo śpiewanie jest naturalnym sposobem komunikacji, który charakteryzuje się zróżnicowanym tempem i mocnym zabarwieniem emocjonalnym głosu. Na całym świecie rodzice śpiewają swoim dzieciom wysokim tonem i z dobitnym akcentowaniem rytmu. (…)”


całość jest dostępna tutaj:

www.dziecisawazne.pl/dlaczego-warto-spiewac-dzieciom


PSYCHOLOG GDAŃSKPSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA W GDAŃSKU

Wywiady: „Przez dotyk.”

Na stronie internetowej czasopisma „Więź” ukazał się wywiad z psychoterapeutą, psychoanalitykiem Cezarym Żechowskim. Rozmawiają Marianna Olszańska i Cezary Gawryś:

Psychoterapia Psychodynamiczna w Gdańsku„Czym dla małego dziecka jest jego ciało? 

U małego dziecka ciało i psychika istnieją bardzo blisko siebie, są nierozerwalne i prawie nierozróżnialne. Kiedy jednak mówimy o ciele, trzeba odróżnić ciało rzeczywiste od obrazu ciała. Według Michaela Probsta obraz własnego ciała to wszystkie myśli, fantazje, emocje dotyczące ciała, a także nasze doznania percepcyjne, decydujące o tym, jak postrzegamy swoje ciało, jak je odczuwamy, jak o nim myślimy, jakie mamy o nim wyobrażenie. Wszystko to razem jest integrowane w postaci wizerunku własnego ciała. W przypadku małego dziecka trudno jeszcze mówić o wizerunku ciała – ciało jest dzieckiem i dziecko jest ciałem.

Na tym wczesnym etapie rozwoju dziecko i jego psychika są bardzo mocno powiązane z matką, która przez opiekę, jaką otacza dziecko, przez miłość, bliskość i swoje emocje pozwala na wytworzenie się pierwotnego „ja” dziecka. To pierwotne „ja” jest bardzo silnie powiązane z ciałem. Didier Anzieu, wybitny psychoanalityk francuski, używał sformułowania „skórne ja” i uważał, że kontakt matki z dzieckiem, a więc dotyk , pieszczoty, wszystkie czynności związane z opieką mają ogromny wpływ na tworzenie się „ja” dziecka i na formowanie się granicy między jego „ja” a światem zewnętrznym. To „skórne ja” wywiera fundamentalny wpływ na rozwój procesów percepcji, poczucia spójności, oparcia, integracji i tożsamości. Dla każdego człowieka jego naturalną granicą jest skóra, granica ta tworzy się również w naszej psychice.

Skoro „skórne ja” ma tak fundamentalne znaczenie, to uzasadnione wydaje się twierdzenie, że „pierwszy dotyk” po narodzinach ma zasadniczy wpływ na późniejszy stosunek człowieka do swego ciała?

Ten „pierwszy dotyk” opisywany był w bardzo różny sposób. Donald W. Winnicott sformułował koncepcję holdingu – uważał, że matka czy ojciec, trzymając dziecko w ramionach, zapewniają mu rodzaj bezpieczeństwa, które chroni je przed lękiem i pozwała na wytworzenie się jakiejś wewnętrznej spójności i integralności. O holdingu można mówić także w szerszym wymiarze – psychicznym i emocjonalnym. Wówczas rodzic ogarnia to wszystko, co dzieje się z dzieckiem. To właśnie mogłaby wyrażać metafora „pierwszego dotyku” – matka, ojciec albo opiekunka trzyma dziecko na rękach, ale jednocześnie ogarnia emocjonalnie. Inny psychoanalityk, Wilfred R. Bion, posługiwał się metaforą kontenera, pojemnika – jego zdaniem matka jest takim właśnie pojemnikiem czy kontenerem, który zawiera w sobie dziecko. Ono jest obecne w niej, w jej przeżyciach, emocjach, umyśle, a poprzez to uczestniczy ona w regulacji bardzo głębokich procesów psychicznych dziecka i wytwarzaniu się jego mentalnego świata. (…)”


cały tekst jest do przeczytania tutaj:

www.wiez.pl/czasopismo/;s,czasopismo_szczegoly,id,554,art,15283


 TERAPIA GDAŃSKPSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA W GDAŃSKU

Kampanie społeczne: Życie w erze smartfonów.

Nowa kampania społeczna agencji Ogilvy Beijing pokazuje wysokie koszty rodzinne współczesnej kultury bycia cały czas online. Kreacje artysty Shiyang he powstały na zamówienie Centrum Badań Psychologicznych w Shenyang (Center For Psychological Research), bezpośrednim, zaplanowanym odbiorcą akcji jest chińskie społeczeństwo. Wymiar kampanii jest jednak zdecydowanie uniwersalny, zdjęcia fotografika Shiyang he są równie wymowne na terytorium naszego kraju.

Psychoterapia Psychodynamiczna w GdańskuKampania społeczna ma zwrócić naszą uwagę na co raz bardziej rosnący problem uzależnienia od korzystania z telefonów. Przenośne urządzenie, łączące w sobie funkcje telefonu i kieszonkowego komputera, zamiast umożliwiać komunikację z innymi ludźmi, staje się utrudnieniem. Na zdjęciach widać członków rodziny, których potrzeba połączenia z internetem oddziela ich od siebie. Odgrodzeni symbolicznym smartfonem pozostają osobno, pogrążeni we własnych sprawach i tylko pozornie razem. Paradoksalna wymowa kampanii jest również taka, że ludzie w pragnieniu połączenia z drugim człowiekiem online nie zauważają, że prawdziwa bliskość przechodzi im tuż pod nosem. Przekaz brzmi: „Im częściej jesteś podłączona, tym bardziej odłączasz się od bliskich.” Czy dokładnie tak wygląda nasze życie w erze powszechnej digitalizacji? Czy smartfony zmieniły nasz sposób komunikowania się ze światem?

Psychoterapia Psychodynamiczna w GdańskuPsychoterapia Psychodynamiczna w Gdańsku


więcej prac artysty można zobaczyć tutaj: www.behance.net/Shiyang


PSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA W GDAŃSKUPSYCHOLOG GDAŃSK

Aktualności: „Mały książę.”

7 sierpnia 2015 roku miała miejsce polska premiera bajkowej ekranizacji kultowej książki pt. „Mały Książę”. Film opowiada o zmaganiach z dorastaniem, o lęku przed zależnością i bliskością z innymi. Animacja zarówno dla dzieci jak i dorosłych. Warto się wzruszyć i zadumać!

Gabinet Psychoterapii GdańskFragment recenzji z portalu internetowego Filmweb.pl:

Gabinet Psychoterapii Gdańsk„‚Mały Książę Marka Osborne’a to nietypowa hybryda. Historia Małego Księcia z kart książki Antoine’a de Saint-Exupéry’ego nie tylko wtłoczona jest tu w ramy zupełnie innej opowieści, ale i zostaje pociągnięta dalej, poza ambiwalentny finał oryginału. Wyznaczany przez produkcje Pixara czy DreamWorks standard komputerowej animacji dla najmłodszych łączy się z kukiełkową stylistyką rodem z realizacji Henry’ego Selicka („Koralina”) czy Wesa Andersona („Fantastyczny Pan Lis”). A przesłanie z wydanego ponad pół wieku temu literackiego pierwowzoru podparte jest skrojonym na dzisiejsze czasy antykorporacyjnym morałem. Brzmi jak recepta na filmową katastrofę, która nie zadowoli ani fanów powieści, ani najmłodszych widzów, mających spotkanie z książkowym Księciem jeszcze przed sobą. A jednak się udaje. Oczywiście, o ile przełkniemy fakt, że akcja filmu rozgrywa się w jakiejś alternatywnej rzeczywistości, gdzie „Mały Książę” nie jest międzynarodowym bestsellerem ani powszechnie znaną historią. Na osiedlu zuniformizowanych domków mieszka mała dziewczynka ze swoją matką. Kobieta jest zapiętą pod szyję szeregową pracownicą jakiegoś koncernu, która chce zawczasu wdrożyć córkę w rygor bycia trybikiem korporacyjnej machiny. Precyzyjnie rozpisany plan wakacyjnej nauki weźmie jednak w łeb, kiedy dziewczynka zaprzyjaźni się z ekscentrycznym sąsiadem. Stary pilot opowie jej o pewnym mieszkającym na asteroidzie chłopcu i nauczy ją, że w życiu nie liczą się jedynie biznesplany oraz tabelki. Wyobraźcie sobie, że typowa bohaterka filmu studia DreamWorks nagle odkrywa istnienie rzeczywistości rodem z filmu Selicka – i będziecie mieli pojęcie, w jakim kierunku zmierza ten „Mały Książę”. To droga od studyjnej animacyjnej rutyny do autorskiej przypowieści z sercem na dłoni. (…)”

[całą recenzję można przeczytać tutaj: http://www.filmweb.pl/reviews/Ma%C5%82a+i+Ksi%C4%85%C5%BC%C4%99-17680# ]


PSYCHOTERAPEUTA W GDAŃSKUGABINET PSYCHOTERAPII GDAŃSK

Wywiady: „Jesteśmy noszeniakami.”

Gabinet Psychoterapii GdańskNa łamach „Polityki” ukazał się ciekawy wywiad dotyczący bliskości cielesnej rodziców z dziećmi. Rozmawiają redaktorka Martyna Bunda i etolożka, dr Evelin Kirkilionis:

„Martyna Bunda: – Irytuje się pani słysząc, że branie niemowlęcia na ręce to hodowanie sobie małego tyrana?

Evelin Kirkilionis: – Irytuję się. A niestety jest to pogląd wciąż powszechny. Ale jeszcze bardziej dziwię się, jak to możliwe, że tak wielką woltę kulturową wykonaliśmy w ciągu jednego pokolenia. Tak daleko odeszliśmy od zapisanych w naszych genach instrukcji postępowania właściwych dla gatunku.

A jakie to instrukcje?

Genetycznie rzecz biorąc, ludzkie dziecko należy do noszeniaków. Od małp począwszy, dla nich wszystkich dotyk, bezpośrednia bliskość jest potrzebą podstawową, tej samej rangi co jedzenie. Dziecko pozostawione samo odczuwa to jako zagrożenie życia, co ma ogromne konsekwencje dla jego rozwoju. Z perspektywy naukowej pomysł, że niemowlę noszeniaka można rozpieścić noszeniem, okazuje się absurdalny.

Dorosły myśli zwykle, że stwarza dziecku lepsze warunki do odpoczynku, stawiając mu łóżeczko w spokojnym, oddalonym miejscu.

Więc popełnia błąd, przykładając do niemowlęcia swoją dorosłą miarę. Niemowlę przychodzi na świat z programem stworzonym dla swojego gatunku więcej niż 4 czy 5 mln lat temu – bo tyle czasu upłynęło, odkąd przestaliśmy być koczownikami i zmieniliśmy tryb życia. Kilka milionów lat to jednak za mało, aby w naszych zapisach genetycznych mogły się dokonać jakieś większe zmiany. Genetycznie wciąż jesteśmy tamtymi koczownikami, a pozostawione w osobnym miejscu dziecko musi zawalczyć krzykiem, by ktoś zabrał je ze sobą, tak jakby walczyło o życie.

Oczywiście nie znaczy to, że dwójka rodziców ma nosić swoje dziecko przez 24 godziny na dobę. Jeśli trzymając je na rękach czują się nieswojo albo wręcz walczą z bólem fizycznym, to takie noszenie przyniesie skutek odwrotny do zamierzonego. Wówczas lepiej będzie, jeśli poprzestaną na intensywnych zabawach z przytulaniem czy nawet na regularnym masażu dziecka, dając mu oprócz tego jakiś substytut noszenia, choćby kołyskę. No i będą oczywiście reagować na jego potrzeby.

Dlaczego akurat dotyk ma takie znaczenie?

Pomaga dziecku i opiekunowi lepiej wzajemnie dostroić się do siebie. Natura tak to wymyśliła, że w następstwie wzajemnego dotykania się do mózgu dziecka i rodzica uwalniają się bardzo ważne hormony. Co więcej, dziecko rodzi się wyposażone we wszystkie neurony, którymi będzie dysponować całe życie, ale to właśnie dotyk stoi za wytwarzaniem się połączeń między tymi neuronami. To liczba połączeń, a nie liczba neuronów, jest kluczowa z perspektywy inteligencji. (…)”


cały tekst jest dostępny na stronie internetowej tygodnika „Polityka”:

http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/nauka/1523107,1,o-niezwyklych-relacjach-doroslych-i-dzieci.read


TERAPIA W GDAŃSKUGABINET PSYCHOTERAPII GDAŃSK