Prasa: „Pochwała smutku.”

Oto krótki artykuł – poradnik pokazujący, jak „obchodzić się” ze swoim smutkiem. Paradoksalnie, w tej krótkiej formie zawartych jest garść mądrości:

Gabinet Psychoterapii w GdańskuKiedy pojawia się smutek, nie przeganiaj go od razu. Nie zagłuszaj go muzyką, filmami, Internetem. Zrób mu trochę miejsca.

Skupianie się tylko na pozytywach nie zawsze jest dobrą strategią – uważa dr Erin Leyba, terapeutka pracująca z rodzicami i pomagająca im przeżywać zmiany związane z dorastaniem dzieci. Jest wiele dowodów na to, że zaprzeczanie i tłumienie smutku, ignorowanie go i zagłuszanie, nie wpływa na nas dobrze. Na przykład badania Jonathana Adlera i Hala Hershfielda pokazują, że zarówno odczuwanie radości jak i przeżywaniu smutku w procesie psychoterapii wiąże się z dobrostanem psychicznym. A więc nie tylko radość! 

Niektórzy żyją pod presją uważając, że należy ciągle być szczęśliwym. Nie mają czasu na smucenie się, w końcu tyle jest do roboty. Zapominają o tym, że przeżycie smutku to właśnie sposób, by się od niego uwolnić. 

Oto pięć wskazówek dla tych, którzy niekomfortowo czują się sam na sam ze swoimi trudnymi emocjami:

Znajdź ich miejsce.

Emocje mają tendencje do umiejscawiania się gdzieś w ciele człowieka. Kiedy skupisz się na sygnałach wysyłanych przez organizm, możesz poczuć ukłucie serca, ciężar na ramionach, ścisk w płucach, łzy kumulujące się gdzieś w okolicach oczu, mdłości w żołądku, drążące cię zmęczenie. Żeby tego doświadczyć, musisz na chwilę usiąść w ciszy i zamknąć oczy, skupić się na swoim ciele.

Wróć do korzeni.

Zastanów się kiedy zacząłeś czuć smutek. Czy to od piątkowego komentarza szefa w pracy? Czy od momentu, kiedy dziecko trafiło do szpitala? Jeśli uchwycisz taki moment, spróbuj wejść w to jeszcze głębiej, cofnij się pamięcią dalej. Czy dostrzegasz inne wydarzenia, przy okazji których czułeś się tak samo? Czy twój smutek może mieć źródło gdzie indziej?

Zaproś je.

Gdybyś zwolnienie lekarskie faktycznie przeznaczył na chorowanie, to prawdopodobnie spędziłbyś dzień w łóżku, oglądając mało wymagające programy, pijąc herbatę z miodem i siorbiąc rosół. Nie kończyłbyś projektów z pracy, robił porządków w szafie czy płacił rachunków. Jeśli więc dajesz sobie czas na smutek, minutę czy godzinę, co robisz? Zastanów się nad tym. (…)”


całość jest dostępna tutaj:

www.charaktery.eu/wiesci-psychologiczne/10183/Pochwa%C5%82a-smutku


GABINET PSYCHOTERAPII W GDAŃSKUPSYCHOTERAPIA GDAŃSK

Prasa: „Jak wzmacniać swoje dziecko?”

Parę fundamentalnych zasad dotyczących wychowywania dzieci i krzewienia w nich poczucia własnej wartości – tak w skrócie można opisać ten treściwy artykuł zamieszczony na łamach miesięcznika „Charaktery”:

Psychoterapia Psychodynamiczna Gdańsk„Dzieciństwo jawi się nam po latach jako czas szczęścia i beztroski. Ale czy takie jest? Niekoniecznie. To czas pełen pułapek i potknięć, których skutki doskwierają długo. Jak sprawić by naszych dzieci to tak nie bolało? Jak poprawiać odporność psychiczną dzieci?

Dzieci, które nie są odporne psychicznie narażone są na problemy emocjonalne, społeczne, poznawcze. Budowanie ich odporności psychicznej jest możliwe – choć trudne. Wymaga to zarówno pracy ze strony dziecka, jak i jego najbliższego otoczenia – rodziców i rodzeństwa. Badania pokazały, że rodzice którzy od wczesnych lat angażują się mocno w życie dzieci pomagają rozwinąć zdolności adaptacyjne, budują poczucie bezpieczeństwa, zdrowe emocje czy umiejętności interpersonalne swoich pociech.
Aby pomóc rodzicom we wzmacnianiu psychicznej odporności dzieci Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne opracowało zbiór praktycznych porad (Resilience Booster: Parent Tip Tool), które są szeroko kolportowane. Podobny poradnik został przygotowany także na podstawie badań przeprowadzonych przez dr Valerie Maholmes i dr Rosalind B. King (The Oxford Handbook of Poverty and Child Development, 2012).
Lista pożądanych zachowań, której skrót publikujemy, jest skierowana zarówno do świeżo upieczonych rodziców oraz tych bardziej doświadczonych.

1. Wyznacz jasne zasady i bądź konsekwentny.

Dzieci muszą wiedzieć czego się od nich wymaga i czego one mogą wymagać. Takie ogólne zasady zapewniają dziecku poczucie bezpieczeństwa i komfortu, ich brak – rodzi niepewność i stres. Ale żeby to działało, żeby umacniało psychikę dziecka, zasady muszą być stosowane konsekwentnie. Rodzice powinni jasno komunikować czego oczekują od dzieci i jakie konsekwencje wiążą się z nieprzestrzeganiem wyznaczonych reguł.
Regularne posiłki, stałe pory spania, oglądanie filmów czy wspólne zabawy – to elementy codziennej rutyny, które pomagają dzieciom w radzeniu sobie ze stresem i wzmacniają w nich pozytywne emocje.

2. Rozmawiaj o uczuciach.

Dzieci, które potrafią radzić sobie ze stresem zazwyczaj mają bliską i ciepłą relację ze swoimi rodzicami. Taki rodzaj więzi pomaga im w radzeniu sobie z codziennymi problemami. Podstawą do jej zbudowania jest rozmawianie z dzieckiem o uczuciach/emocjach. Nie należy ukrywać swoich emocji przed pociechami, należy je opisywać, trzeba też wypytywać o uczucia dzieci – te dobre i te złe. Szczera rozmowa pomaga maluchom definiować emocje  i radzić sobie z nimi. (…)


cały artykuł można przeczytać tutaj:

www.charaktery.eu/wiesci-psychologiczne/9428/Jak-wzmacnia%C4%87-swoje-dziecko


PSYCHOLOG W GDAŃSKUPSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA GDAŃSK

Prasa: „Męska empatia.”

Na portalu internetowym miesięcznika psychologicznego „Charaktery” pojawił się wpis dotyczący badania empatii i jej korelacji z poziomem hormonów u mężczyzn. Bardzo ciekawa teza:

Psychoterapia Psychodynamiczna w Gdańsku„Wahania poziomu testosteronu mogą powodować różne zmiany w organizmie mężczyzny, na przykład trudności w życiu erotycznym oraz problemy zdrowotne. Ale mogą też wpływać na kontakty z dziećmi – uważają psycholog Patty Kuo i prof. Brenda Volling z Uniwersytetu w Michigan.

– Dla rodziców płacz dziecka jest silnym bodźcem i może wywoływać różne reakcje emocjonalne – empatię, ale też irytację czy zdenerwowanie – tłumaczy Kuo. Reakcjom emocjonalnym ojców towarzyszą zmiany hormonalne – empatii towarzyszy spadek testosteronu, a irytacji podwyższenie jego poziomu, stwierdziły badaczki. W laboratorium obserwowały interakcje między ojcami, a niemowlętami. Za pomocą badań śliny mierzyły w tym czasie poziom hormonów u mężczyzn. W trakcie eksperymentu dziecko było na krótką chwilę zabierane od ojca, a następnie wracało bezpiecznie do rodzica.

Wiele niemowląt reagowało na to rozstanie wyraźnym zdenerwowaniem, szukały rodzica wokół siebie, zaczynały płakać, a kiedy wracały w jego bezpiecznie objęcia, szukały pocieszenia. Kuo wyjaśnia, że kiedy ojcowie obserwowali płacz dziecka i interpretowali to jako sygnał, że dziecko jest zestresowane, uruchamiało to ich empatię, a w organizmie badanego obserwowano spadek poziomu testosteronu. Dzięki temu spadkowi umieli pocieszyć dziecko, kiedy wróciło po rozłące – uważają autorki. Kiedy ojcowie odbierali płacz dziecka jako irytujący, poziom testosteronu w ich ciałach rósł i ich reakcja na dziecko była negatywna, intruzywna. Po pierwszym zadaniu, ojcowie dostali kolejne – mieli nauczyć swoje dzieci kilku czynności (uderzać pałeczką w cymbałki, pociągać dźwignie w pudełku, trafiać w odpowiednie kształty klocków). Na nauczenie każdej z tych czynności mieli pięć minut. (…)”


cały tekst jest dostępny na stronie internetowej:

www.charaktery.eu/wiesci-psychologiczne/10019/M%C4%99ska-empatia


PSYCHOLOG GDAŃSKPSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA W GDAŃSKU

Portale internetowe: „Kochankowie i wrogowie.”

Gabinet Psychoterapii GdańskCiekawy tekst o koluzji w związkach napisał Michał Czernuszczyk, psychoterapeuta. Artykuł ukazał się na portalu „Charaktery”:

„Ona ciągle walczy, by poświęcał jej więcej czasu i był bliżej niej i jej problemów. On nie zgadza się na zbyt silne więzi, chce autonomii. Kłócą się i… nieświadomie potrzebują siebie. Dlaczego nie mogąc żyć ze sobą, nie chcą żyć bez siebie?

Na ogół zakładamy, że powody, dla których podoba nam się nasz partner są dość jasne. Wydaje nam się, że jesteśmy świadomi – jeśli nie w pełni, to chociaż w przeważającej mierze – dlaczego chcemy być w związku właśnie z tą, wybraną przez nas, osobą. Sądzimy też, że wiemy, co tak naprawdę jest dla nas niechcianym, problematycznym aspektem bycia razem. A to nieprawda. Często nasze wyobrażenie o związku, w którym jesteśmy, niewiele ma wspólnego z rzeczywistymi mechanizmami, które nim rządzą – twierdzi współczesna psychologia.

W sieci zależności

Na sesjach terapeutycznych nie tylko terapeuci, ale i pacjenci dostrzegają, że przekonania o naszej motywacji do bycia z kimś mają się często nijak do rzeczywistych powodów utrzymujących te relacje. Odkrywamy je dopiero wtedy, gdy np. kryzysowa sytuacja zmusza nas do głębszego zbadania wzajemnych oczekiwań i uczuć.
Deklarujemy, że w naszym związku chcemy stabilności, poczucia bezpieczeństwa, wierności i satysfakcji. Ale jakże często słyszymy i widzimy inne pary (inne, bo najtrudniej dostrzec belkę we własnym oku), które przez lata żyją ze sobą, jak pies z kotem. Tacy małżonkowie/partnerzy z roku na rok coraz bardziej się nienawidzą, ale i coraz mocniej zacieśniają nici wzajemnych „uwiązań” i zależności. Kłótni jest coraz więcej i nikt już nie pamięta, co tych ludzi kiedyś ze sobą połączyło.
A zatem po co się tak męczyć? Dlaczego żyjemy w związkach, które nie tylko nie przynoszą nam radości, ale jeszcze powodują wyraźnie odczuwane cierpienie? (…)”


cały artykuł jest do przeczytania na stronie internetowej portalu „Charaktery”:

www.charaktery.eu/razem/593/Kochankowie-i-wrogowie/


GABINET PSYCHOTERAPII GDAŃSKTERAPEUTA W GDAŃSKU

Portale internetowe: „Pozwólcie dzieciom dobrze się bawić.”

Psychoterapeuta w GdańskuNa portalu internetowym „Charaktery” pojawił się krótki artykuł dotyczący ważnej kwestii wychowawczej – pozwalaniu dzieciom na zabawę:

„Ryzykowne zabawy dzieci, te które ich rodziców przyprawiają o palpitację serca, są pożyteczne i ważne dla rozwoju – przekonują psychologowie i radzą, by dawać dzieciakom więcej swobody.

Nie wolno biegać po deszczu i mierzyć własnymi stopami głębokości czy długości kałuż, bo to pewny sposób na przeziębienie i chorobę. Nie wchodź na drzewo, bo spadniesz i złamiesz rękę albo nogę. Sanki i stroma górka to prosta droga do okaleczenia. Oddalanie się od domu może skończyć się tym, że zabłądzisz, zaginiesz albo ktoś cię porwie i zrobi ci krzywdę – litania zakazów, którą wygłaszają rodzice do swoich dzieci jest nieskończenie długa, współcześni troskliwi rodzice często próbują ukrywać swoje dzieci pod kloszem i usuwać spod ich nóg najdrobniejsze przeszkody. To błąd, przekonują psychologowie – trochę ryzyka w zabawie jest dla dziecka dobre, rozwija go zarówno pod względem fizycznym jak i psychologicznym.

Zaplanowane dzieciństwo

– Niebezpieczne zabawy przyczyniają się do większej ruchliwości dzieci, zapobiegają siedzącemu trybowi życia i służą socjalizacji najmłodszych – uważa Mariana Brussoni, psycholog rozwojowy z University of British Columbia. Jej badania wykazały, że przyzwolenie rodziców na takie formy spędzania wolnego czasu wcale nie zwiększa ryzyka kontuzji lub psychicznej traumy.
– Od lat 90. dzieciństwo wygląda inaczej. Rodzice bardziej kontrolują dzieci, nie pozwalają się włóczyć, sami planują im wolny czas – mówi Tim Gill, autor książki  „No Fear: Growing Up in A Risk Averse Society”. – Rodzice robią to w dobrej wierze. Są świadomi niebezpieczeństw czyhających na najmłodszych i ich naiwnego spojrzenia na świat. Mimo dobrych chęci, ograniczenie do zera dziecięcej wolności nie jest dobrym posunięciem.
Mariana Brussoni z kilkoma współpracownikami przeprowadziła wnikliwą analizę badań psychologicznych dotyczących tego, jakie korzyści i zagrożenia niesie szczypta ryzyka podczas zabawy. Z tysięcy badań naukowcy wyselekcjonowali 21 najlepszych pod względem metodologicznym. Żadne z nich nie pozwalało na wyciągnięcie wniosków, jakoby ryzykowne zabawy miały zły wpływ na dzieci. Większość wskazywała za to, że ryzyko podejmowane przez najmłodszych poprawia ich rozwój fizyczny, podnosi ich pewność siebie oraz odporność w obliczu napotykanych trudności. (…)”


cały artykuł jest do przeczytania na stronie internetowej portalu „Charaktery”:

www.charaktery.eu/wiesci-psychologiczne/9579/Pozw%C3%B3lcie-dzieciom-dobrze-si%C4%99-bawi%C4%87/


TERAPIA GDAŃSKPSYCHOTERAPEUTA W GDAŃSKU

Portale internetowe: „Wypalacze mózgu.”

Gabinet Psychoterapii w GdańskuNa portalu psychologicznym „Charaktery” ukazał się tekst o dopalaczach. Autorem jest psycholog, dr Szczepan Grzybowski. Warto przeczytać i wiedzieć:

„Znów głośno o dopalaczach, choć przed kilku laty przeprowadzono masową akcję zamykania rozprowadzających je sklepów. Substancje te jednak nadal można kupić bez większych problemów. Sprzedawane pod płaszczykiem „relaksujących” kadzidełek, „leczniczych” ziółek czy „wspomagających” herbatek. Mimo, że mózgowe mechanizmy ich działania prowadzą w prostej linii do trudnego w leczeniu uzależnienia, wyniszczenia tkanki nerwowej, a w skrajnych przypadkach – do śmierci. Przykładem jest „Mocarz” którym w ostatnich dniach ciężko zatruło się ponad 150 osób. (…)

Przyglądając się tym związkom i ich oddziaływaniu na mózg, należałoby raczej przechrzcić je na „wypalacze”.

Monoaminowe mechanizmy

Upraszczając, można powiedzieć, że narkotyki działają pośrednio (jak np. opiaty – morfina czy heroina) lub bezpośrednio (jak amfetamina czy kokaina) na mechanizmy transmisji (wydzielania, oddziaływania, dezaktywowania) trzech niezwykle ważnych neuroprzekaźników (związków chemicznych uwalnianych przez dane neurony i zmieniających aktywność innych neuronów), należących do grupy monoamin: serotoniny, noradrenaliny oraz dopaminy. Każdy z tych arcyważnych związków warunkuje szeroki zakres naszych funkcji psychicznych, a zaburzyć ich naturalną dynamikę, poprzez wprowadzenie do organizmu leku bądź narkotyku, znaczy istotnie zmienić funkcjonowanie układu nerwowego (a tym samym kształt naszych myśli, emocji czy zakres aktywności). Dopamina odgrywa zasadniczą rolę w tzw. układzie nagrody, czyli zespole połączonych funkcjonalnie struktur, których zwiększona aktywność wiąże się z odczuwaniem przyjemności. (…)

Syntetyczna stymulacja

Jeszcze do niedawna furorę na rynku designer drugs robiły produkty zawierające benzylopiperazynę (BZP), związek nie tak odległy chemicznie od amfetaminy. Podobne do amfetaminy jest też działanie BZP na mózg i podobne są symptomy, jakie pojawiają się po jej zażyciu. Amfetamina działa wielotorowo na mechanizmy monoaminowe, zwiększając ilość dopaminy oraz noradrenaliny w synapsach (a tym samym ich oddziaływanie na neurony) poprzez hamowanie ich wychwytu zwrotnego, stymulowanie wydzielania dopaminy z pęcherzyków neuronalnych oraz dodatkowo (przy dużej dawce) blokowanie jej rozkładu przez specjalne enzymy. BZP działa bardzo podobnie, tak na mechanizmy noradrenergiczne, jak i dopaminergiczne (pobudzanie wydzielania oraz blokowanie ich wychwytu zwrotnego) i daje podobne skutki: zwiększa aktywność psychomotoryczną, ciśnienie krwi, wprowadza w stan euforii. (…)

Naturalnie niebezpieczne

Istnieje jakieś przedziwne i z gruntu błędne przeświadczenie, że to co pochodzi z natury, nie może być szkodliwe. Używanie argumentu, że preparaty roślinne znane są od wieków i stosowane przez pradawne i ważne dla rozwoju cywilizacji kultury, to lekceważenie najistotniejszej rzeczy: ścisłej kontroli potężnych, psychoaktywnych środków naturalnych w owych kulturach (ich stosowanie należało przecież do sfery sacrum). Obecnie stosuje się je, jak inne „wypalacze”, dla czystej rozrywki i produkuje na zamówienie, tak by obejść prawo i trafić z nimi do jak najszerszego, jak najbardziej podatnego grona odbiorców. (…)

Uzależniony, wypalony

Badania nad mechanizmami działania i wszystkimi skutkami zażywania projektowanych narkotyków dopiero się rozpoczynają. Świetny przykład światu dała Nowa Zelandia. Niestety, wciąż pojawiają się nowe środki, które – nieobjęte kontrolą prawną – może kupić niemal każdy, mimo że są niebezpieczne. A oburzające, „szemrane” metody ich promocji i sprzedaży w sklepach wyrastających jak grzyby po deszczu także w Polsce – nienależyte informowanie o ich składzie czy czasie pojawienia się pożądanych efektów (stąd biorą się przedawkowania – branie kolejnych tabletek, bo pierwsza „nie zadziałała tak jak powinna”), bałamutne informowanie na opakowaniach, że to produkty nie do spożycia, tylko do „kolekcjonowania”, wstrętne, niby-atrakcyjne nazwy powinny budzić uzasadniony niepokój.

Ścisłe powinowactwo chemiczne wielu z tych związków z niebezpiecznymi, wysoce uzależniającymi narkotykami (jak amfetamina czy morfina) oraz podobne mózgowe mechanizmy ich działania wskazują na dalsze potencjalne niebezpieczeństwa: trudne w leczeniu uzależnienie, wyniszczenie tkanki nerwowej, stwarzanie zagrożenia życia własnego oraz innych. Przykład BZP, mefedronu czy nawet liści kratom pokazuje, że substancje te są fałszywcami, zdradzieckimi dopalaczami i ich zażywania w celach rekreacyjnych (tudzież wspomagających nas w nauce czy pracy) należy się wystrzegać jak ognia, bowiem mogą nam „wypalić” cały świat, a wtedy zabawa się kończy. Ryzykować nie warto.”


cały artykuł do przeczytania na portalu psychologicznym „Charaktery”:

www.charaktery.eu/wiesci-psychologiczne/9581/Wypalacze-m%C3%B3zgu/


PSYCHOLOG GDAŃSKGABINET PSYCHOTERAPII W GDAŃSKU

Portale internetowe: „10 eksperymentów psychologicznych, które zmienią twoje myślenie o sobie.”

Gabinet Psychoterapii w GdańskuNa łamach portalu internetowego „Charaktery” ukazał się ciekawy tekst o najsłynniejszych eksperymentach psychologicznych:

1. Wszyscy nosimy w sobie cząstkę zła

Niezaprzeczalnie najsławniejszym eksperymentem w historii psychologii stał się stanfordzki eksperyment więzienny z 1971 roku. Pokazał on jak sytuacja społeczna może zmieniać ludzkie zachowanie. Prowadzący eksperyment prof. Philip Zimbardo stworzył w podziemiach uniwersytetu więzienie i wyselekcjonował 24 studentów (którzy nie mieli przeszłości kryminalnej i byli psychicznie zdrowi), by wcielili się w role więźniów i strażników. Badacze  obserwowali studentów (pozostających w „celach” 24 godziny na dobę) i strażników (pełniących 8-godzinne zmiany) dzięki ukrytym w pomieszczeniom kamerom. Eksperyment planowany na dwa tygodnie, został przerwany po 6 dniach w związku z agresywnym zachowaniem strażników. Niektórzy stosowali tortury psychiczne, przez które badani-więźniowie poddani byli ogromnej dawce stresu i lęku. – Strażnicy eskalowali agresją wobec więźniów, rozbierali ich do naga, nakładali na głowy worki, a ostatecznie nawet zmuszali do poniżających, nieludzkich praktyk seksualnych – powiedział prof. Zimbardo dla „American Scientist”. – Po 6 dniach musieliśmy zakończyć eksperyment, ponieważ wydostał się on spod naszej kontroli. Nie mogliśmy spokojnie zasnąć, nie myśląc o tym, co akurat robią strażnicy więźniom.

2. Nie dostrzegamy tego, co znajduje się wprost przed naszymi oczami

Myślisz, że wiesz, co dzieje się wokół ciebie? Prawdopodobnie nie jesteś nawet blisko. W 1998 roku psychologowie z Kent i Stanford University zaangażowali w badania przechodniów na uniwersyteckim kampusie, by sprawdzić jak wiele ludzie zauważają dookoła siebie. Przechodniów pytano o kierunek, a kiedy niczego nieświadomi zaczynali tłumaczyć drogę, pomiędzy rozmawiającą parą przechodzili mężczyźni niosący ogromne, drewniane drzwi. Na kilka sekund blokowali widok rozmówcy. W tym krótkim czasie badacz zamieniał się miejscami z innym człowiekiem – wyglądającym zupełnie inaczej niż ten pierwszy. Połowa badanych przechodniów nie zorientowała się, że rozmawia z kimś innym! Był to pierwszy eksperyment ilustrujący zjawisko „chwilowej ślepoty” (ang. change blindness). Pokazuje ono jak bardzo selektywna jest nasza uwaga.

3. Odraczanie gratyfikacji jest trudne, ale przynosi korzyści

W sławnym „marshmallow experiment” przeprowadzonym w latach sześćdziesiątych na Stanford University testowano zdolność dzieci w wieku przedszkolnym do odraczania gratyfikacji. Dał psychologom wiele do zrozumienia w tematyce samodyscypliny i silnej woli. W eksperymencie czterolatki były pozostawiane w pokoju same. Na przeciwko nich na talerzu leżała słodka pianka. Dzieci mogły ją zjeść od razu lub poczekać 15 minut  na powrót badacza i dostać dwie pianki. Większość małych badanych zapowiadała, że poczeka, ale nie wszystkim się udało. Te, które przeczekały kwadrans tortur najczęściej używały technik unikania. Na przykład odwracały wzrok, zamykały oczy. Zauważono, że dzieci, które były zdolne do powstrzymania się przez jakiś czas rzadziej cierpiały z powodu otyłości, problemów z zachowaniem czy nadużywania substancji psychoaktywnych w przyszłości. Odnosiły również więcej sukcesu – jak okazało się z czasem.

4. Jesteśmy wystawieni na pastwę konfliktów moralnych

W eksperymencie przeprowadzonym w 1961 roku psycholog z Yale, Stanley Milgram badał, a raczej ostrzegał, przed tym jak daleko jesteśmy gotowi się posunąć, by tylko nie przeciwstawiać się autorytetom. Nawet jeśli ceną jest krzywda innej osoby i ogromny konflikt między osobistymi zasadami moralnymi a zobligowaniem do posłuszeństwa.
Prof. Milgram chciał swoim badaniem wyjaśnić, jak naziści mogli dopuścić się Holocaustu i straszliwych zbrodni z nim związanych. Aby to zrobić, Milgram wyselekcjonował grupę badanych i stworzył pary. Jedna osoba z pary (podstawiony aktor) miała grać ucznia, a badany wcielał się w rolę nauczyciela. Tego drugiego poinstruowano, by za złe odpowiedzi karał ucznia coraz silniejszymi szokami elektrycznymi. Aktor-uczeń wydawał odgłosy bólu, prosił, by przestać i zakończyć eksperyment. Kiedy badany-nauczyciel chciał przerwać, profesor towarzyszący mu wydawał polecenie, by kontynuować.
W pierwszej fazie eksperymentu, 65 proc. badanych posunęło się do zadania ostatniego szoku o mocy 450 volt (zaznaczonego jak „XXX”), mimo że większość miała wyrzuty sumienia i czuła się z tym potwornie źle. Eksperyment Milgrama stał się znakiem ostrzegawczym dla całej ludzkości, pokazującym, że prawie każdy człowiek jest w stanie popełnić zbrodnię, kierując się posłuszeństwem dla autorytetu. „Scientific American” sugeruje, że to badanie pokazuje wewnętrzne konflikty. – Ludzka natura moralna zawiera w sobie empatię, dobroć dla innych, ale też rys ksenofobiczny, brutalny i zły. Eksperyment Milgrama pokazuje konflikt moralny, który leży głęboko w każdym z nas. – Ostatnimi czasy również metodologia zastosowana przez Milgrama w jego badaniu jest kwestionowana. (…)”


całość do przeczytania na stronie internetowej:

www.charaktery.eu/porady/7534/10-eksperyment%C3%B3w-psychologicznych-kt%C3%B3re-zmieni%C4%85-twoje-my%C5%9Blenie-o-sobie/


PSYCHOTERAPEUTA GDAŃSKGABINET PSYCHOTERAPII W GDAŃSKU

Portale internetowe: „Życzliwość jest zaraźliwa.”

Psychoterapia Psychodynamiczna GdańskO ciekawym eksperymencie napisano na portalu internetowym miesięcznika „Charaktery”:

„Kiedy widzimy dobroć ludzką – życzliwe, bezinteresowne reakcje – robi nam się ciepło na sercu i mamy ochotę być lepszymi ludźmi. Dobroć jest bowiem zaraźliwa.

Udowodnili to eksperymentalnie politolog James Fowler z University of California, San Diego i socjolog Nicholas Christakis z Harvard University. W zaprojektowanej przez nich grze badanym wręczono po 20 monet i dla rozgrywki podzielono ich na czteroosobowe grupy. W takich grupach, w sekrecie przed pozostałymi graczami, każdy miał zdecydować ile zostawi dla siebie, a ile odda na wspólny fundusz. Następnie pieniądze z funduszu mnożono przez określony wskaźnik, a później dzielono między członków grupy. Oczywiście szanse na największą wygraną stwarzała sytuacja, w której wszyscy oddaliby wszystkie pieniądze na fundusz. Ponieważ jednak poszczególni gracze nie wiedzieli jakie decyzje podejmują inni, często woleli się zabezpieczyć i zachować sobie część z pierwotnej puli – zamiast liczyć na szczodrość pozostałych.

Hojne zagrywki

Rozgrywki powtarzano wielokrotnie, w różnych składach tak, by decyzje uczestników nie były związane z jakimiś osobistymi uprzedzeniami. Mimo to badacze zaobserwowali pewien charakterystyczny wzór zachowań. Kiedy jedna osoba oddawała wszystkie swoje monety, w kolejnych dwóch rundach jej niedawni partnerzy stawali się bardziej hojni. Ci, którzy zostali obdarowani dzięki hojności innych, również stawali się hojni. Gdy z kolei do regulaminu rozgrywki dodano kary – gracz mógł zapłacić, by jakiś samolubny i skąpy osobnik dostał mniejszą kwotę niż wszyscy – hojność trwała jeszcze dłużej. – Można było się spodziewać, że niektórzy gracze nic nie będą wpłacać na fundusz i nie zapłacą za ukaranie innych samolubów. Po prostu będą trzymać pieniądze przy sobie. Ale badani wcale nie poszli tym tropem – komentują Fowler i Christakis. Ich zdaniem wyjaśnienie zachowania badanych nie wiąże się z kalkulacją co się opłaca, ale w naśladowaniu. Gdy ktoś okazuje hojność – inni idą wskazanym tropem. Dr Steve Taylor z Leeds Metropolitan University uważa, że nawet najprostsze sytuacje w których okazuje się elementarną życzliwość i dobroć dają to coś, co odczuwamy jako ciepło na sercu i wszechogarniający spokój. (…)

Rzadki wzorzec reakcji

Ale jak wygląda to „ciepło na sercu” w rzeczywistości? Sprawdzali to psychologowie Walter Piper z New York University, Laura Saslow z University of California i Sarina Saturn z Oregon State University. Badacze mierzyli aktywność mózgu i tętno ponad stu badanych podczas oglądania aktów heroizmu, dobroci lub zabawnych historii. Oglądanie nagrań pokazujących ludzką odwagę powodowało aktywację zarówno części sympatycznej jak i parasympatycznej układu nerwowego. To sugeruje, że organizm zarówno mobilizował się do reakcji walcz lub uciekaj (fight or flight) oraz uspokajał sam siebie. Oglądanie zabawnych sytuacji nie dawało takiego efektu. – To doprawdy rzadki wzorzec reakcji – tłumaczy dr Saturn. Zazwyczaj układ parasympatyczny i sympatyczny działają naprzemiennie. Psycholodzy tłumaczą, że oglądając akt heroiczny najpierw widzimy czyjeś cierpienie, które wywołuje w organizmie stres, a w odpowiedzi na ten stres reakcję walki lub ucieczki. Ale gdy ktoś przybywa z pomocą, serce uspokaja się i aktywowany jest układ przywspółczulny (parasympatyczny) odpowiedzialny za odpoczywanie organizmu.

Dobroci można się nauczyć

I istnieją na to dowody. Psychologowie David DeSteno i Paul Condon z Northeastern University w Bostonie zaprosili grupę osób na zajęcia z medytacji współczucia – formy tybetańskiej medytacji. Połowa od razu zaczęła kurs, a pozostali musieli poczekać na wolne miejsca. Po zakończeniu zajęć wszyscy badani – również ci, którzy nie medytowali, zostali poddani próbie, której nie byli świadomi. W poczekali mieli zaczekać na spotkanie z badaczami. Stały tam trzy krzesła, z czego dwa zajmowali podstawieni aktorzy. W pewnym momencie do poczekali wchodziła kobieta o kulach. Aktorzy nie ruszali się z miejsc. Z grupy, która przeszła trening medytacji około połowa ustąpiła miejsca. W grupie oczekującej dopiero na kurs medytacji tylko 15 proc. okazało życzliwość kalekiej kobiecie… Badacze wywnioskowali, że dobroć możemy trenować i wzmacniać. A warto to robić. – Osoby życzliwe są szczęśliwsze. Kiedy okazujesz dobro innym czujesz się lepszą osobą – bardziej moralną, optymistyczną – wyjaśnia dr Sonja Lyubomirsky, psycholog z University of California. (…)”


całość do przeczytania na stronie internetowej miesięcznika „Charaktery”:

www.charaktery.eu/wiesci-psychologiczne/9525/%C5%BByczliwo%C5%9B%C4%87-jest-zara%C5%BAliwa/


PSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA GDAŃSKPSYCHOLOG GDAŃSK