„Dziecko jest jak walizka – znajdziesz w niej tylko to, co wcześniej tam włożyłeś.”

Na stronie internetowej tygodnika „Wysokie Obcasy” pojawił się ciekawy tekst dotyczący dojrzewania młodzieży i wychowywania dzieci „od kołyski”. Warto przeczytać!

Gabinet Psychoterapii w Gdańsku„W procesie wychowania dziecka rodzice napotykają różne kryzysy rozwojowe. Pierwszy określany mianem buntu dwulatka jest trudny, bo niespodziewany. Rodzice bardzo często mają poczucie, że ktoś podmienił ich słodkiego bobaska na dziecko wrzeszczące, kłócące się i mówiące wciąż „nie”. Ostatnim kryzysem związanym z dzieciństwem jest z kolei okres dojrzewania. Te dwa okresy mają wspólny mianownik: oba powinny zakończyć się uzyskaniem przez dziecko autonomii. Jednak autonomii w dwóch odmiennych zakresach.

Erik Erikson określił okres dorastania jako kryzys tożsamości, którego nastolatek doświadcza na swojej drodze ku dorosłości. U młodego człowieka rodzi się pragnienie decydowania o sobie i podkreślenia swojej indywidualności, a także potrzeba niezależności.

Nastolatek w tym okresie manifestuje swoją oryginalność i indywidualność poprzez specyficzny, wyróżniający się ubiór, tatuaż czy nagłe przejście na dietę.

Negacja zasad narzucanych przez otoczenie jest w tym okresie naturalna i prawidłowa. Jej celem jest ukształtowanie własnej, spójnej tożsamości. Tego typu zachowania są oczywiście niezwykle trudne dla rodziców.

Powody problemów komunikacyjnych w tym okresie są najczęściej dwa. Pierwszy to fakt, że relacja rodzic – dziecko nigdy nie była dobra, a w czasie dojrzewania wszystkie błędy i niedociągnięcia się pogłębiają. Okres dojrzewania to nasze pierwsze „rozpakowywanie” przysłowiowej walizki.

Pracę nad jakością relacji z nastolatkiem zaczynamy w dniu narodzin naszego dziecka. Jeśli nie udało nam się stworzyć więzi opartej na szacunku, zaufaniu i dobrej komunikacji we wczesnym dzieciństwie, to nie uda nam się tego naprawić w okresie dorastania. Wtedy możemy już tylko minimalizować szkody. A jeśli nasze dziecko nam ufa, to dojrzewając, będzie chciało z nami rozmawiać.

Drugim wspomnianym powodem jest brak zrozumienia sytuacji, w jakiej znalazło się nasze dorastające dziecko. Jak Ty, Drogi Rodzicu, wspominasz ten okres w swoim życiu? Czy chciałbyś do niego wrócić? Na tak postawione pytanie opiekunowie zazwyczaj odpowiadają „nie”. (…)”


cały artykuł jest dostępny tutaj:

www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53664,19473617,dziecko-jest-jak-walizka-znajdziesz-w-niej-tylko-to-co-wczesniej.html


GABINET PSYCHOTERAPII W GDAŃSKUPSYCHOTERAPEUTA GDAŃSK

Wywiady: „Choroby psychiczne. Wszyscy jesteśmy nienormalni.”

Na łamach magazynu Gazety Wyborczej „Nauka dla Każdego” ukazał się wywiad z psychiatrą, dr Adamem Wichniakiem. Rozmowę prowadzi Margit Kossobudzka:

Psychoterapia Psychodynamiczna Gdańsk„Margit Kossobudzka: Podobno każdy z nas jest w jakiś sposób nienormalny. To prawda?

Dr Adam Wichniak*: Psychiatrzy nie posługują się takimi określeniami jak „normalność” albo „nienormalny”. Nawet w rozmowach prywatnych unikamy takich określeń. Możemy mówić, że ktoś jest chory psychicznie albo zdrowy psychicznie. Tylko do takiej oceny jesteśmy uprawnieni.

Jak zatem się ustala, co jest normą, a co już nią nie jest? Czy to, co było nią sto lat temu, jest i dziś?

– To wbrew pozorom dość proste. Jeżeli ktoś by mnie zapytał, co to jest choroba psychiczna, to definicja jest następująca: choroba psychiczna lub zaburzenie psychiczne są to schorzenia, które jestem w stanie rozpoznać na podstawie aktualnego stanu wiedzy w psychiatrii. A ten aktualny stan wiedzy oddaje klasyfikacja chorób i zaburzeń psychicznych. Jeżeli ktoś te kryteria spełnia, to jesteśmy uprawnieni do tego, żeby taką chorobę czy zaburzenie rozpoznać.

A co to w takim razie jest zdrowie psychiczne?

– Tu zadanie jest dużo trudniejsze. Mógłbym powiedzieć, że zdrowie psychiczne jest wtedy, kiedy nie stwierdzam chorób i zaburzeń psychicznych. I tak najczęściej psychiatrzy piszą w swoich orzeczeniach. Kiedy ktoś chce uzyskać np. pozwolenie na broń, to wpisuję, że stwierdzam zaburzenia i choroby psychiczne albo że ich nie stwierdzam.

Ale sam brak chorób i zaburzeń psychicznych to moim zdaniem zbyt mało, żeby powiedzieć, iż ktoś jest w pełni zdrowy psychicznie.

Pełnia zdrowia psychicznego to nie tylko brak choroby, ale też dobre funkcjonowanie w życiu, dobre relacje społeczne, zawodowe, samorealizacja.

Kto określa normy?

– Są na świecie dwie najważniejsze klasyfikacje. Jedna to jest ICD-10, czyli Międzynarodowa Statystyczna Klasyfikacja Chorób i Problemów Zdrowotnych. Tam w rozdziale F mamy wymienione wszystkie choroby i zaburzenia psychiczne. Druga to podręcznik diagnostyczny i statystyczny DSM-5, czyli piąta już wersja tego podręcznika tworzona i wydawana przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne.

A czy psychiatria jest w ogóle dyscypliną naukową?

– Owszem, jest, bo w swojej pracy posługujemy się wiedzą, a ta wiedza jest zebrana między innymi w tych dwóch klasyfikacjach. I na tej podstawie rozpoznajemy (lub nie) choroby i zaburzenia psychiczne.

Czy w postawieniu diagnozy nie jest ważne, na ile dany objaw przeszkadza człowiekowi w życiu?

– Jak najbardziej. W amerykańskim podręczniku jest to jedno z najważniejszych kryteriów rozpoznawania choroby. Przede wszystkim są tam wymienione objawy. Jest ich z reguły cała grupa, która układa się w charakterystyczne zespoły.

Następnie – te objawy muszą trwać odpowiednio długo. Dla depresji to są przynajmniej dwa tygodnie.

W dalszej kolejności – bardzo ważna rzecz – stan chorego nie może być powodowany chorobami mózgu w sensie neurologicznym, czyli uszkodzeniem mózgu ani żadną chorobą somatyczną. Nie może być też spowodowany wpływem substancji psychoaktywnych.

Następne ważne kryterium, które szczególnie podkreślają Amerykanie, to istotny wpływ objawów na samopoczucie i funkcjonowanie danej osoby. Dopiero kiedy te wszystkie warunki są spełnione, psychiatra może rozpoznać chorobę lub zaburzenie psychiczne. (…)”


cały wywiad jest dostępny tutaj:

www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,147124,19515483,choroby-psychiczne-wszyscy-jestesmy-nienormalni.html


PSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA GDAŃSKTERAPIA W GDAŃSKU

Wywiady: „Książę z bajki cię wykończy.”

W „Gazecie Wyborczej” pojawił się wywiad Agnieszki Jucewicz dotyczący współczesnej udręki związanej z podejmowaniem niezliczonych decyzji dziennie oraz ze zjawiskiem tzw. paradoksu wyboru. Na pytania odpowiada profesor psychologii w Swarthmore College w Pensylwanii, Barry Schwartz:

Psychoterapia Psychodynamiczna w Gdańsku„Agnieszka Jucewicz: Wie pan, co robi mój sześcioletni syn, gdy go pytam, w co by się chciał pobawić albo co ma ochotę zjeść?

Barry Schwartz: Co?

Rzuca się z rozpaczą na kanapę, wykrzykując: „Nie wiem!”. Zwykle doprowadzało mnie to do szału, ale po lekturze pana książki „Paradoks wyboru” zrozumiałam, że on naprawdę cierpi.

– A razem z nim wielu dorosłych, którzy są równie nieszczęśliwi, stając w obliczu tysiąca decyzji dziennie. Może już nie rzucają się z płaczem na kanapę, za to żyją w potwornym napięciu i lęku. Dokonywanie wyboru przez dzieci to zresztą szalenie ciekawy i kompletnie zaniedbany obszar badań naukowych. Niesłusznie, bo problem będzie się pogłębiał. Dzieci uczą się od dorosłych, a dorośli są coraz mniej sprawni, jeśli chodzi o umiejętność wybierania.

Na czym właściwie polega ten problem z wyborem?

– Na tym, że dzisiaj jest on po prostu zbyt duży! Liczyła pani kiedyś, ile jest rodzajów płatków w supermarkecie, w którym robi pani zakupy? Ile sosów do makaronów, ile win?

To źle, że tak dużo? Przecież każdy może znaleźć coś dla siebie.

– Przez długi czas duży wybór kojarzył się z wolnością, autonomią i samostanowieniem. W świecie, w którym istnieje praktycznie nieskończona liczba opcji, każdy znajdzie, jak to pani określiła, „coś dla siebie”. Tyle że okazało się, że kiedy mamy tysiąc możliwości, pojawia się podstawowy kłopot z określeniem, czym to „coś dla siebie” tak naprawdę jest. Wtedy wybór przestaje już być błogosławieństwem. W 2000 roku Sheena Iyengar i Mark Lepper, amerykańscy naukowcy, w sklepie z luksusowymi towarami wystawili słoiki z egzotycznymi dżemami do degustacji. Każdy z klientów dostał bon uprawniający do jednodolarowej zniżki, gdyby zdecydował się na kupienie któregoś z tych dżemów. Gdy wystawiono sześć rodzajów smaków, na zakup zdecydowało się aż 30 proc. klientów. Ale gdy zwiększono asortyment do 24 smaków, odsetek kupców zmalał do 3 proc. Większy wybór paraliżował ludzi. Praca Iyengar i Leppera opisująca ten eksperyment nosi tytuł „Kiedy wybór demotywuje” i jest bodaj pierwszym naukowym dowodem na to, że za dużo dobrego może szkodzić.

Dlaczego tak się dzieje?

– Moje długoletnie badania nad tym zagadnieniem pokazują, że rośnie grupa osób, które boją się dokonać jakiegokolwiek wyboru, by nie mieć poczucia, że źle wybrały. Wolą niczego nie wybierać, niż czuć się przegranymi.

Ale ci, którzy się na coś zdecydują, wcale nie mają się lepiej. Często czują niedosyt, a nawet żal i poczucie winy, bo zaczynają się rozwodzić nad tym, co by było, gdyby wybrali jedną z możliwości, które właśnie odrzucili. „A może któryś z tych pozostałych 23 dżemów byłby lepszy?”. Ten stan swoistego paraliżu coraz częściej dostrzegam u moich studentów. Chociaż to bardzo zdolni ludzie z ogromnym potencjałem, kończą studia i kompletnie nie wiedzą, co ze sobą począć. Lądują więc w byle jakiej pracy, żeby tylko opłacić czynsz i mieć na jedzenie. I tak sobie trwają. Wie pani, że Starbucks ma najlepiej wykształconą kadrę w Stanach Zjednoczonych? (…)”


cały tekst jest dostępny na stronie internetowej „Gazety Wyborczej”:

www.wyborcza.pl/magazyn/1,145323,18112084,Ksiaze_z_bajki_cie_wykonczy.html


TERAPIA GDAŃSKPSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA W GDAŃSKU

Wywiady: „Lojalność dobra i zła. Co robimy z niewygodną prawdą.”

Na stronie internetowej „Gazety Wyborczej” (dodatek „Duży Format”) można przeczytać wywiad z psychoterapeutką, Zofią Milską – Wrzosińską. Redaktor „Gazety” , Agnieszka Jucewicz pyta o relacje międzyludzkie, lojalność, więź. Warto przeczytać!

Psychoterapia Psychodynamiczna w GdańskuLojalność – co to takiego?

– To taka więź z drugim człowiekiem, która sprawia, że nasz własny interes nie jest bezwzględnie priorytetowy, czyli że jesteśmy gotowi w imię relacji z tą osobą ponieść stratę, zrobić coś dla nas niekorzystnego. Począwszy od drobiazgów, skończywszy na rzeczach zasadniczych.

Te drobiazgi to co na przykład?

– Powiedzmy, że w pracy grupa oplotkowuje nieobecną koleżankę, a ktoś psuje przyjemność, mówiąc: „Nie przesadzajcie, czepiacie się. Przecież to nieprawda, że ona zawsze wychodzi wcześniej, bo musi odebrać dziecko. Zostawała dłużej, kiedy ktoś z nas miał jakąś sprawę do załatwienia. I to jakaś bzdura, że przedstawia szefowi wspólne projekty jako swoje. Pomogła mi przygotować sprawozdanie na ostatnią chwilę i nie chwaliła się ani przed szefem, ani przed nikim”.

Taka osoba zachowuje się lojalnie wobec nieobecnej koleżanki, ale naraża się na niechęć pozostałych, ponieważ zakłóca wspólną rozrywkę, powoduje, że obgadujący czują się skrytykowani, obwinieni o nielojalność.

Po co ona ryzykuje takie wykluczenie? I to, że sama stanie się ofiarą plotek?

– Może być lojalna wobec koleżanki albo wobec jakiejś wartości (np. żeby nie dawać fałszywego świadectwa) i ze względu na to jest gotowa zrezygnować z korzyści, jakie daje przynależność do grupy.

To z powodu lojalności żyrujemy znajomemu pożyczkę, jeśli wiemy, że bez naszej pomocy sobie nie poradzi, mimo że boimy się ryzyka.

To lojalność skłania nas do odwiedzin u chorego przyjaciela w szpitalu, chociaż oddział szpitalny wywołuje w nas przerażenie ze względu na własne wspomnienia.

Idziemy tam, ponieważ przyjaciel nas potrzebuje.

A jeśli to nie przyjaciel? W dodatku ktoś, z kim się często nie zgadzamy? Co sprawia, że zachowujemy się wobec niego lojalnie – wykonujemy zadania, które nam zleca, nie donosimy na jego decyzje jego przełożonym?

– U niektórych lojalność jest selektywna – dotyczy wybranych osób czy grup (np. „swoich”), a wobec pozostałych nie obowiązuje. Inni, jak w podanym przykładzie, starają się być lojalni w ogóle – tyle że czasem różne lojalności mogą być w konflikcie. Chcąc nie chcąc, stosuje się hierarchię lojalności – jeśli dowiadujemy się, że nasz przyjaciel zdradza żonę albo próbuje wygryźć szefa, niekoniecznie powiadomimy szefa lub żonę, chociaż ich cenimy i zasadniczo jesteśmy wobec nich lojalni.

Co mamy z lojalności?

– Pyta pani o zyski? Lojalność nie zakłada żadnych dodatkowych korzyści. Jak pisał Leśmian, wprawdzie w zupełnie innej sprawie: ona „…w całym niebie nie zna innych upojeń oprócz samej siebie”. Zdaniem wybitnych psychologów społecznych Baumeistera i Leary’ego potrzeba przynależenia i pragnienie więzi interpersonalnej to podstawowe motywacje ludzkie. A ich fundamentem jest lojalność – nas wobec innych i innych wobec nas.

Ja myślałam raczej o takich korzyściach jak na przykład lepsze mniemanie o sobie, poczucie, że jesteśmy „porządni”.

– Jeśli zachowywalibyśmy się lojalnie po to, żeby poprawić mniemanie o sobie, to lojalny byłby może uczynek, ale nie intencja, bo nie dobro drugiego człowieka byłoby dla nas najważniejsze, tylko własne. (…)”


cały tekst jest dostępny na stronie internetowej:

www.wyborcza.pl/duzyformat/1,149687,19382499,lojalnosc-dobra-i-zla-co-robimy-z-niewygodna-prawda.html


TERAPIA GDAŃSKPSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA W GDAŃSKU

Prasa: „W Polsce co roku popełnia samobójstwo ok. 300 nastolatków.”

Psychoterapeuta GdańskKrótki raport dotyczący samobójstw wśród nastolatków przedstawił na łamach „Gazety Wyborczej” psychiatra, dr Paweł Kropiwnicki:

„W Polsce co roku popełnia samobójstwo ok. 300 osób w wieku 16-19 lat. Te dane nie obrazują prawdziwej skali problemu, gdyż nie ma dobrego ogólnopolskiego rejestru samobójstw – uważa psychiatra dr Paweł Kropiwnicki.

Dane te Kropiwnicki przedstawił we wtorek w Łodzi na konferencji „Wychowanie do samodzielności”. Dotyczyła ona problemów, z którymi boryka się młodzież, m.in. depresji, próbom samobójczym, przyjmowaniu substancji psychoaktywnych i uzależnieniu od pornografii.

Według dr. Kropiwnickiego z Kliniki Psychiatrii Młodzieżowej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi wśród przyczyn prób samobójczych młodzież wymienia przede wszystkim problemy rodzinne i szkolne. – Częstymi przyczynami są też choroby psychiczne, które nie są odpowiednio wcześnie nierozpoznane. Leczone są dopiero po targnięciu się na życie. Zagrożenie zwiększa używanie substancji psychoaktywnych, które są obecnie wszechobecne. Na każdym dyżurze w klinice przyjmuję przynajmniej jedną osobę po zażyciu dopalaczy – zaznaczył psychiatra. (…)

„Dzieci oczekują rozmowy”

(…) O narastającej depresji, która może doprowadzić do próby samobójczej, świadczą m.in. zmiana zachowania nastolatka. Chodzi o rozdawanie osobistych rzeczy, zmianę rodzaju słuchanej muzyki i utratę kontaktu z otoczeniem. Zdaniem psychiatry uważny rodzic potrafi szybko zauważyć takie zmiany w zachowaniu dziecka.

– Podstawowa zasada to „nie tracić kontaktu z dzieckiem”. Z badania przeprowadzonego w Krakowie na grupie młodzieży z depresją wynika, że dzieci cierpiące z powodu myśli samobójczych oczekują przede wszystkim rozmowy. To pierwszy krok, który każdy – nie będąc specjalistą, ale rodzicem, nauczycielem, kolegą – może zrobić – wskazał psychiatra.

W Polsce nie ma skutecznego programu prewencji samobójstw.

Zwrócił też uwagę, że programy edukacyjne dotyczące samobójstw wśród młodzieży są przez ich środowisko praktycznie niezauważane. – Wciąż nie ma w Polsce narodowego programu zapobiegania samobójstwom, a słyszę o jego projekcie już od 15 lat. Wiemy, że skuteczne programy prewencji samobójstw, jakie zostały wprowadzone np. ok. 10 lat temu na Węgrzech, spowodowały redukcję samobójstw o 20-30 proc. w populacji młodocianych. To istotny spadek w skali całego kraju, zwłaszcza że Węgry przodowały kiedyś w Europie pod względem popełnianych samobójstw – podkreślił.

Przykładem skutecznej profilaktyki jest – zdaniem psychiatry – program prowadzony w kilku krajach europejskich Saving Empowering Young Lives in Europe (SEYLE). Był to edukacyjny program dla nauczycieli, wychowawców, księży, osób prowadzących zajęcia pozaszkolne – na których prezentowano, jakie mogą być objawy depresji, i pokazywano, w jaki sposób można skierować młodociane osoby do psychologa czy pedagoga szkolnego. Niestety, nie prowadzono go w Polsce.

Pomoc przychodzi za późno.

– W naszym kraju jest też problem z dostępnością usług medycznych. Na pierwszą wizytę w poradni zdrowia psychicznego młody człowiek czeka często dwa, trzy miesiące, a kryzys samobójczy jest już. Wtedy pozostaje hospitalizacja. Często osoby, które trafiają do szpitala, mogłyby tego uniknąć, gdyby wcześniej uzyskały profesjonalną pomoc – zaznaczył Kropiwnicki. (…)


cały artykuł do przeczytania na stronie internetowej „Gazety Wyborczej”:

www.wyborcza.pl/1,75478,17752930,Psychiatra__W_Polsce_co_roku_popelnia_samobojstwo.html


GABINET PSYCHOTERAPII W GDAŃSKUPSYCHOTERAPEUTA GDAŃSK

Prasa: „Mroczna strona ludzkiej kreatywności.”

Psychoterapia Psychodynamiczna GdańskMargit Kossobudzka i Michał Rolecki, redaktorzy „Gazety Wyborczej” napisali ciekawy tekst o związku pomiędzy zaburzeniami psychicznymi a kreatywnością:

„Nowe badania sugerują istnienie związku między kreatywnością a chorobami psychicznymi. Ale wielu uczonych nadal nie wierzy w tę korelację. Bardzo trudno artyście pozbyć się łatki człowieka nieprzewidywalnego, zwariowanego, a nawet nieco szalonego. Nie dość, że artyści są często tak właśnie postrzegani przez „zwykłych” ludzi, to jeszcze nauka „dokłada im” swoje. Od pewnego czasu pojawiały się prace sugerujące, że za wyjątkową kreatywność (cechę przypisywaną właśnie artystom, ale też wszelkiego rodzaju twórcom, np. dziennikarzom) trzeba zapłacić cenę. Może nią być, łagodnie ujmując, pewna „niestabilność emocjonalna”, czyli mówiąc wprost: zaburzenia i choroby psychiczne. Najnowsza praca opublikowana w piśmie „Nature Neuroscience” wplątuje w to geny.

Między rozsądkiem a szaleństwem

Praca opiera się na badaniu populacji Islandczyków i sugeruje, że czynniki genetyczne, które zwiększają ryzyko rozwoju choroby dwubiegunowej i schizofrenii, występują znacznie częściej u osób mających profesję wymagającą dużej kreatywności.

W ich DNA częściej znajdują się warianty genów, które związane są z ryzykiem wystąpienia tych chorób.

Malarze, muzycy, pisarze i tancerze średnio o 25 proc. częściej są posiadaczami „szalonych” wariantów genów niż osoby mające zawód oceniany przez naukowców jako mniej kreatywny, jak np. rolnicy, rzemieślnicy czy sprzedawcy.

Kari Stefansson, założyciel deCODE, firmy genetycznej mieszczącej się Rejkiawiku i współautor pracy, twierdzi, że wyniki badań prowadzą do wspólnych korzeni chorób psychicznych i kreatywności.

– Żeby być kreatywnym, musisz myśleć inaczej – mówił w wywiadzie dla „The Guardian”. – A kiedy myślimy inaczej, jesteśmy inni i wiele osób postrzega nas jako dziwnych, obcych, a nawet szalonych.

Uczeni zebrali genetyczne i medyczne dane 86 tys. Islandczyków. Na ich podstawie twierdzą, że u osób kreatywnych warianty pewnych genów podwajają ryzyko schizofrenii, a rozwoju choroby afektywnej dwubiegunowej podnoszą o jedną trzecią.

Genetycy przyglądali się też, jak powszechne są te warianty genów u członków Islandzkiej Akademii Sztuk Pięknych. Okazało się, że występują one u nich o 17 proc. częściej niż wśród osób nienależących do Akademii.

Uczeni sprawdzali też (dla porównania) dane medycznych baz pacjentów ze Szwecji i Holandii. Pośród 35 tys. przebadanych osób, te poStrzegane jako kreatywne (biorąc m.in. pod uwagę zawód, który wykonują), prawie 25 proc. częściej miały w swoim DNA warianty genów związanych z ryzykiem rozwoju chorób psychicznych.

Stefansson jest przekonany, że geny te mogą wpływać na sposób, w jaki dane osoby postrzegają świat czy myślą, ale u większości z nich nie czynią nic złego.

Tylko u około 1 proc. populacji genetyczne czynniki, doświadczenia życiowe i inne wpływy mogą w ostateczności prowadzić do rozwoju choroby psychicznej. (…)

Czym jest kreatywność?

W ubiegłym roku do podobnych wniosków doszli szwedzcy badacze. Według nich schizofrenicy i osoby kreatywne mają we wzgórzu mózgu mniej receptorów dopaminy D2 niż przeciętni ludzie. Wzgórze odpowiada za wstępną ocenę bodźców zmysłowych i przesyłanie ich dalej. Działa jak filtr informacji dopływających do kory mózgowej. Zbyt mało receptorów dopaminy we wzgórzu sprawia, że do kory mózgowej napływa więcej nieposegregowanych informacji. To umożliwia łatwiejsze dochodzenie do niezwykłych, ale właściwych odpowiedzi na standardowe pytania. Ale być może ten zalew informacji odpowiada zarówno za niezwykłe pomysły, jak i za urojenia.

Albert Rothenberg, prof. psychiatrii na Uniwersytecie Harvarda, uważa jednak, że nie ma wystarczających dowodów na powiązanie kreatywności z większym ryzykiem rozwoju chorób psychicznych, a dane są źle interpretowane.

– To jest romantyczne przesłanie rodem z XIX wieku, że artysta jest wyrzutkiem społeczeństwa, szarpanym przed wewnętrzne demony – komentuje.

W 2014 r. Rothenberg opublikował książkę – wywiady o ich kreatywności z 45 noblistami. I nie odkrył śladów choroby psychicznej u żadnego z nich. – Problemem jest ustalenie kryteriów kreatywności – mówi. – Przynależność do środowiska artystycznego nie czyni nas wcale osobą kreatywną. Ale faktem jest, że wiele osób z chorobami psychicznymi stara się znaleźć dla siebie pracę jako artysta nie dlatego, że są w niej dobrzy, ale dlatego, że ona ich pociąga. A to może fałszować dane. Niemal wszystkie szpitale psychiatryczne korzystają z terapii sztuką, więc kiedy pacjent wraca już do domu, często pociąga go taka właśnie profesja.Jest jeszcze inna kwestia. Stany manii dawały twórcom unikatowe, niesamowite pomysły, które, korzystając z wrodzonych talentów, zamieniali w dzieła, gdy przychodził okres umiarkowanej depresji. Można powiedzieć, że choroba uczyniła z nich geniuszy. Wirginia Woolf, Samuel Clemens (Mark Twain), Hermann Hesse, Tennessee Williams, Ernest Hemingway, Edgar Allan Poe, Paul Gauguin, Vincent van Gogh… (…)

Odziedziczony talent i… coś jeszcze

 Naukowcy z Karolinska Institutet po przebadaniu blisko miliona osób twierdzą, że artyści i naukowcy częściej pochodzą z rodzin, w których występuje choroba afektywna dwubiegunowa i schizofrenia, depresja i zaburzenia lękowe oraz skłonności do uzależnień. Badania te potwierdzają inne, wcześniejsze odkrycia – że osoby kreatywne są niezwykle podatne na zaburzenia psychiczne, w szczególności na chorobę afektywną dwubiegunową, są też dwukrotnie bardziej niż reszta narażone na ryzyko samobójstwa.Może zatem artyści i twórcy cierpią na zaburzenia psychiczne częściej właśnie z powodu wykonywanych zawodów – dlatego że tworzą? Wolny zawód to nieregularne dochody i nieregularny tryb życia. Sukces w końcu osiągają nieliczni, a sława może uderzyć do głowy…Najprawdopodobniej nie. Z tych samych badań wynika, że twórcy pochodzą z rodzin, w których takie zaburzenia występują częściej. Gdyby zaburzenia psychiczne były skutkiem uprawianego zawodu, nie występowałyby w korelacji rodzinnej. Zatem najwyraźniej artyści dziedziczą skłonność do niektórych zaburzeń psychicznych – i wybierają zawody twórcze właśnie z powodu takich, a nie innych cech psychicznych, które odziedziczyli. (…)”

cały artykuł do przeczytania na stronie internetowej „Gazety Wyborczej”:

www.wyborcza.pl/1,75400,18104004,Mroczna_strona_ludzkiej_kreatywnosci.html