Wywiady: „Dorosłe dzieci.”

Na stronie internetowej „Wysokich Obcasów” pojawił się obszerny wywiad, ciekawie wyczerpujący tematykę parentyfikacji. Rozmawiają redaktor Agnieszka Jucewicz i psychoterapeutka, prof. Katarzyna Schier:

Psychoterapia Psychodynamiczna w GdańskuBohaterski pięciolatek wezwał karetkę i uratował swoją mamę, która dostała ataku epilepsji”. To nagłówek jednego z dzienników z zeszłego roku. Podobnym newsom zawsze towarzyszą te same epitety: „dojrzałe dziecko”, „dziecko bohater”, „dzielne dziecko”.

Zgadza się, to jest wyraz dojrzałości i odpowiedzialności. Mnie jednak martwi to, że między innymi przez takie przekazy medialne kultura nieświadomie wspiera proces, w którym dzieci nie w wyjątkowych wypadkach, ale na co dzień zachowują się nad wiek dojrzale i też ratują swoich rodziców przed śmiercią, na przykład wciągając pijanego rodzica z zimnego podwórka do domu albo czuwając nad depresyjnymi mamą czy tatą, żeby nie zrobili sobie krzywdy. Takich bohaterskich pięcio-, siedmio- czy 12-latków jest całe mnóstwo. Świat jednak woli się zachwycać tymi pojedynczymi przypadkami, bo to jest nam jakoś na rękę.

W jakim sensie?

Bo trzymając ten fakt w ukryciu, nie musimy się nim zajmować. Nie musimy dotykać traumy, nie musimy szukać systemowych rozwiązań. To jest jedno wielkie tabu. W Stanach Zjednoczonych podobno już 1,4 mln dzieci pełni funkcje opiekuńcze wobec innych członków rodziny, bo nie chodzi jedynie o rodziców, czasem to są schorowani dziadkowie albo niepełnosprawne rodzeństwo, albo po prostu młodsze rodzeństwo, któremu matkuje zwykle najstarsza siostra. Pewna amerykańska dziennikarka nazwała to „największym sekretem Ameryki”.

Nie tylko Ameryki. W brytyjskim „Guardianie” niedawno ukazał się artykuł o tym, że opieka społeczna dopiero odkryła, jakiej skali jest to problem. W Wielkiej Brytanii już tysiące dzieci samodzielnie opiekują się swoimi chorymi, fizycznie bądź psychicznie, rodzicami, głównie samotnymi matkami.

Mnie wcale nie dziwi, że dopiero to „odkryto”. Te dzieci są przecież bardzo samodzielne. Muszą takie być. Jeśli chodzą do szkoły, nie są obdarte, to z zewnątrz wszystko wygląda OK. To cierpienie jest utajone. „System” dostrzega problem dopiero wtedy, kiedy dziecko opuszcza się w nauce albo w ogóle przestaje chodzić do szkoły, chociaż też nie zawsze. Pamiętam pewnego dziesięcioletniego pacjenta z mojej praktyki w Niemczech, który cierpiał na tak dużą fobię szkolną, że w końcu został skierowany na leczenie do kliniki chorób psychosomatycznych. Kilkuosobowy personel nie był w stanie go tam wprowadzić, chłopiec tak się opierał. Okazało się, że za nic nie chciał zostawić chorej matki samej w domu. (…)”


cały tekst jest dostępny tutaj:

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,17331878,Psychologia__Dorosle_dzieci.html


 TERAPIA GDAŃSKPSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA W GDAŃSKU

Wywiady: „Mamo, jestem brzydka!”

Na stronie internetowej magazynu „Zwierciadło” ukazał się ciekawy wywiad o kształtowaniu się obrazu swojego ciała u dziewczynek. Z psychoterapeutką, prof. dr hab. Katarzyną Schier rozmawia Ewa Pągowska:

Psychoterapia Psychodynamiczna w Gdańsku„Jestem brzydka”. Jak takie przekonanie powstaje w głowie kilkuletniej dziewczynki?

– Jednym z głównych powodów może być zaburzony proces kształtowania się obrazu ciała. Obraz ciała jest częścią „ja cielesnego”, czyli pierwszego „ja”, jakie buduje człowiek. Przyjmuje się, że powstaje około 6. roku życia. Przez pierwsze lata zyskujemy wiedzę m.in. o tym, jak jesteśmy zbudowani, świadomość, że np. mamy twarz, chociaż możemy ją zobaczyć tylko w lustrze. Budujemy stosunek emocjonalny do ciała i jego poszczególnych części. Co ważne – to wszystko tworzy się relacyjnie, a więc w bliskości z drugą osobą.

– Jak to się dokładnie odbywa?

– Ogromną rolę w kształtowaniu obrazu ciała odgrywa dotyk. Dowiedziono, że jeśli jest częsty i czuły, małe dziecko otrzymuje informację, że jego ciało, a więc ono samo, jest piękne i warte miłości. Pomiędzy niemowlęciem a jego głównym opiekunem, czyli najczęściej matką, dochodzi do bardzo dużej liczby epizodów interakcyjnych – małych, codziennych sytuacji, w których dziecko uczy się, jak jego ciało jest odbierane. Dotyk pomaga też nauczyć się granic, czyli tego, gdzie kończy się ono samo, a gdzie zaczyna druga osoba. Ma to bezpośredni związek z późniejszą umiejętnością określania granic na poziomie emocjonalnym. Dlatego zabiegi pielęgnacyjne, takie jak przewijanie i kąpiel, nie powinny być tylko mechanicznym wykonywaniem koniecznych czynności. Ani, co gorsze, wykonywane z dezaprobatą, jak to zdarzyło się w przypadku pewnej dziewczynki. Kiedy była niemowlęciem, rodzice nie radzili sobie z zapachem jej kupy i przewijając dziecko prychali z obrzydzeniem. Dziewczynka później, w wieku kilku lat, myślała, że jest wstrętna, bo śmierdzi, chociaż nie miało to nic wspólnego z prawdą.

– Czyli dziewczynce, która czuje się brzydka, we wczesnym dzieciństwie zabrakło dotyku matki?

– Możliwe, ale dotyk to jeden z wielu elementów. Jak twierdził brytyjski pediatra i psychoanalityk Donald Woods Winnicott, szalenie ważne jest to, co dziecko widzi w oczach matki. Czy siebie jako wcielenie Wenus lub Apolla – czy przerażenie, chęć rywalizacji, depresję, wycofanie lub nawet echa konfliktu z partnerem. Jeśli nie ma tam miejsca na miłość i akceptację, to emocjonalny ból, jaki odczuje dziecko, można porównać do sytuacji porzucenia. (…)”


cały wywiad jest do przeczytania na portalu internetowym „Zwierciadła”:

http://rozwojosobisty.zwierciadlo.pl/mamo-jestem-brzydka/


TERAPIA GDAŃSKPSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA W GDAŃSKU

Konferencje, sympozja psychologiczne w Trójmieście: „Różnice (nie) do pogodzenia? O kryzysie w związku.”

4-5 grudnia 2015r. odbędzie się VII Ogólnopolska Konferencja Naukowa z cyklu „Teoria i Praktyka Terapeutyczna” pod tytułem: „Różnice (nie) do pogodzenia? O kryzysie w związku.” Wydarzenie będzie miało miejsce w budynku Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Gdańskiego, przy ul. Bażyńskiego 4.

Zostały jeszcze wolne miejsca!

Psychoterapia Psychodynamiczna w Gdańsku„Konferencja „Różnice (nie) do pogodzenia? O konflikcie w związku” jest elementem kampanii, której celem jest zwrócenie uwagi na jakość relacji w rodzinie i pokazanie ich znaczenia dla dziecka i rodziców. Wraz z zaproszonymi autorytetami będziemy poddawać refleksji i dzielić się doświadczeniem na temat wspierania rodziny, którą dosięgnął kryzys. Chcemy rozmawiać o tym, że kryzys czy konflikt w parze jest naturalnym stanem i nie musi prowadzić do wojny, więcej – może umożliwiać rozwój związku. W jaki sposób pielęgnować relacje w rodzinie w obliczu pojawiających się trudności oraz jak można sobie radzić z kryzysami i czym one są dla dziecka? Spróbujemy również odnieść się do powszechnego zjawiska rozwodów i związanych z tym problemów okołorozwodowych w rodzinie. Dobry, czy zły rozwód – od czego to zależy? Rozwód – komu i kiedy może pomóc, a komu i kiedy może zaszkodzić? Dlaczego dziecku niezbędna jest więź z obydwojgiem rodziców i do czego potrzebuje obcowania z wzajemną relacją rodziców? Co dalej z rodziną, w której dochodzi do rozwodu? Czy można rozstać się, nie niszcząc wszystkiego?”

[fragment opisu zaczerpnięty ze strony internetowej organizatora]


 Program Konferencji:

Piątek 04.12.2015

8:00-9:00 – Rejestracja

9:00-9:30 – Otwarcie

Moderator: prof. UG, dr hab. Wioletta Radziwiłłowicz

Sesja I

9:30-10:15 – prof. dr hab. Maria Beisert – wykład: Rozwód jako kryzys w życiu rodziny.

10:15-11:00 – Rafał Bornus – wykład: Kochać to pięknie się różnić.

11:00-11:15 – Pytania od uczestników

11:15-11:45 – Przerwa kawowa

Sesja II

11:45-12:30 – Katarzyna Kurkiewicz – wykład: Rozpad rodziny – znaczenie wspólnych ustaleń stron dla rozstrzygnięć sądowych.

12:30-13:15 – Justyna Dąbrowska – wykład

13:15-13:30 – Pytania od uczestników

13:30-14:30 – Dyskusja panelowa

14:30-15:30 – Przerwa obiadowa

15:30-17:00 – Warsztaty

Sobota 05.12.2015

Moderator: Marta Orańska

Sesja I

9:00-9:45 – prof. dr hab. Katarzyna Schier – wykład Dzieci opiekunami rodziców czyli zaburzenia przywiązania w rodzinie.

9:45-10:30 – dr Anna Jarmołowska – wykład Rozwód rodziców w oczach dziecka.

10:30-10:45 – Pytania od uczestników

10:45-11:15 – Przerwa kawowa

Sesja II

11:15-12:00 – Lech Kalita – wykład Czy terapia indywidualna pomaga rozwiązać kryzys w związku?

12:00-12:45 – dr n. hum Marek Jasiński, prof. NWSP – wykład: Konflikty inter- i intrapsychiczne a jakość pożycia seksualnego w różnych fazach związku partnerskiego.

12:45-13:00 – Pytania od uczestników

13:00-13:30 – Przerwa kawowa

Sesja III

13:30-14:20 – Słuchowisko „Wojna” na podst. książki Gro Dahle „Wojna”

14:20-14:40 – Dyskusja nt. słuchowiska z udziałem Grażyny Lewko i Teresy Smoły

14:40-15:40 – Dyskusja panelowa


szczegółowe informacje można uzyskać na stronie internetowej konferencji: www.konferencja.raclawicka.gda.pl


 PSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA W GDAŃSKUPSYCHOLOG GDAŃSK

Wywiady: „Ciała bez głów.”

Gabinet Psychoterapii w GdańskuNa łamach „Polityki” ukazała się rozmowa z Katarzyną Schier – o tym, dlaczego jesteśmy niezadowoleni z własnego wyglądu:

„Joanna Drosio-Czaplińska: – Otwieram gazetę dla ciężarnych. W środku porady na temat diet odchudzających. Co to o nas mówi?

Katarzyna Schier: – Że tak źle jeszcze nie było. Wyniki prowadzonych badań w porównaniu z minionymi latami ujawniają gwałtowną zmianę na gorsze. Niezadowolone ze swojego wyglądu są już dziś 10–11-letnie dzieci, większość to dziewczynki. Chłopcy zaś dzielą się na tych, którzy chcą schudnąć, i tych, którzy chcą nabrać masy. Procesy globalizacji promujące jednakowe wzorce pod każdą szerokością geograficzną dołożyły swoje. Niezadowolenie z ciała staje się normatywne. Na tym żerują koncerny kosmetyczne, farmaceutyczne i wiele innych sprzedających iluzję. Oraz różni guru od fitnessu, styliści.

Z badań TNS OBOP wynika, że prawie 90 proc. Polek z wyższym wykształceniem poddałoby się operacji plastycznej, gdyby mogło. Dwie trzecie marzy o poprawieniu twarzy, połowa brzucha, co czwarta ud. Tylko co piąta kobieta jest zadowolona z własnego ciała.

I ten obraz własnego ciała ma niewiele wspólnego z tym, jak wyglądamy. A standardy windowane są coraz wyżej. Kobiety, które naprawdę poddały się operacji plastycznej, są, owszem, zadowolone z efektów zabiegów – ale tylko pod kątem zoperowanego fragmentu ciała: nosa, piersi, ust. Spodziewane zadowolenie z siebie jednak nie przychodzi.

Niektórzy idą dalej, poprawiając policzki, brodę, uszy, oczy…

Okaleczając się do późnej starości. Robiłam niedawno wraz z Ewą Młożniak badania polegające na tym, że kobiety miały dokończyć zdanie: moje ciało to…, i okazało się, że ponad 50 proc. odpowiadało: „moja wizytówka”, „narzędzie”, „organizm”, „kupa mięsa”. To instrumentalne traktowanie siebie. Znacznie mniej osób odpowiedziało: „moje ciało to ja” albo „moje ciało to część mnie”. Określiłyśmy to zjawisko uprzedmiotowieniem ciała.

A jak jest u mężczyzn?

Podobnie. Robiłam badania z mężczyznami chodzącymi na siłownię kilka razy w tygodniu, którzy odczuwają przymus ćwiczenia. Okazało się, że zwiększona ilość ćwiczeń wcale nie powoduje u nich lepszego samopoczucia. Im więcej ćwiczą, tym gorzej się czują. Chwilowo, w trakcie – lepiej, potem tak samo źle. To idzie w parze z instrumentalnym podejściem do seksu. Niektórzy mówią nawet: „Bez bicepsu nie ma seksu”. Relacja z kobietą to dla nich też rodzaj gimnastyki. Jak widać – płeć inna, sceneria odmienna, ale problem ten sam: odcięcie ciała od psychiki.

Z czym to się wiąże?

To problem o skali społecznej, bo oznacza też brak szans na bliskość z drugim człowiekiem. Może wydawać się, że ci, którzy tak bardzo dbają o wygląd – nie pozwalają sobie przytyć, ćwiczą – albo lubią szybki seks – to właśnie ludzie, którzy kochają ciało. Ale jest dokładnie odwrotnie. Takim osobom to wszystko służy często do regulacji emocji, bo ludzie odcięci od ciała, paradoksalnie, nie potrafią uspokoić emocji przy pomocy umysłu, a jedynie poprzez ciało. Przymus ćwiczeń działa podobnie jak seksoholizm, alkoholizm, narkomania i zalicza się do grupy uzależnień. I w pewnym sensie odcina od życia, od witalności i przyjemności. Ale ludzie uzależniają się też od zdrowych nawyków, jak ekojedzenie, bycie fit, czy zabiegów kosmetyczno-chirurgicznych. Znam panią po czterdziestce, która pierwsze, co robi, gdy zawita do obcego kraju, to lokalizuje fitness i siłownię. I odwiedza ją codziennie, będąc na urlopie z mężem i małymi dziećmi. Bo dla niej to jest akurat najpewniejszy sposób radzenia sobie z niepokojem. Daje złudzenie kontroli nad rzeczywistością poprzez kontrolowanie ciała. (…)

Ukojenie poprzez kontrolowanie to jedno, a drugie to kult młodości, który sprawił, że starość stała się czymś wstydliwym. W show-biznesie młodzieńczość jest wręcz kompetencją. Mając lat 50, trzeba wyglądać na 25.

I tak z menopauzy robi się chorobę, a miliony kobiet dręczą swoje ciała, żeby wpisać się we wzorzec urody, czyli de facto zadowolić innych i osiągnąć poczucie mocy przez poczucie kontroli. W mojej praktyce klinicznej mam największą trudność właśnie w pracy z pacjentkami, które utożsamiają się z nierealnymi wyobrażeniami. Udają same przed sobą, że się nie zestarzeją i nie umrą. Nie ma w ich opowieściach treści na temat bólu związanego z utratą młodości, a słowa potrzebne są do budowania tożsamości. Tożsamość to ciągłość, trwałość, która się jednak kończy. Żyjemy w iluzji wieczności. Nigdy jeszcze to udawanie w kontekście cielesności nie było tak rozwinięte. Moim zdaniem to wręcz jakiś współczesny rodzaj niewolnictwa. (…)”

Dr hab. Katarzyna Schier jest profesorem na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Pracuje też jako psychoterapeutka. Jest autorką m.in. książki „Piękne brzydactwo. Psychologiczna problematyka obrazu ciała i jego zaburzeń”.


cały artykuł do przeczytania na stronie internetowej „Polityki”:

www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1570823,1,dlaczego-jestesmy-niezadowoleni-z-wlasnego-wygladu.read


GABINET PSYCHOTERAPII W GDAŃSKUPSYCHOTERAPEUTA GDAŃSK