Wywiady: ”Mamo, chciałbym cię zabić”.

Intrygująca rozmowa o agresji, wychowywaniu dzieci w dzisiejszych czasach, parentyfikacji i rodzicach „pozwalających swoim dzieciom na wszystko”:

Gabinet Psychoterapii w Gdańsku„Dlaczego dzieci zaczynają okazywać agresję względem rodziców? Jak kształtują się relacje we współczesnej rodzinie? Kiedy rodzice powinni poprosić o pomoc specjalistę? Rozmawiamy o tym z psychologiem Hubertem Czemierowskim:

Lukas i Elias to dziewięcioletni bliźniacy. Śliczni jak aniołki. Wspólnie z mamą, młodą kobietą po niedawno przebytej operacji plastycznej, spędzają lato w domu na wsi. Biegają po lesie, pływają w jeziorze, trochę się nudzą i zaczynają buntować się przeciw zasadom narzuconym w domu. Mama staje się poirytowana. Synowie stają się agresywni. A agresja ma tendencje do eskalacji.

Chłopcy fantazjują o wrzucaniu jej robaków do łóżka, a później ją do niego przywiązują. Zalepiają jej usta klejem, a potem rozcinają je nożyczkami do paznokci. Twarz matki wykrzywia grymas bólu. Na białą pościel ścieka krew, ale jej krzyków na odludziu nikt nie usłyszy.

Ten horror rozgrywa się w filmie „Widzę, widzę”. Severin Fiala i Veronika Franz przełamują w nim silne tabu: agresji, którą dzieci mogą wykazywać wobec własnych rodziców. I przemocy, którą może się to skończyć. Mocny obraz potraktowaliśmy jako punkt wyjścia do rozmowy o tym, co się dzieje, kiedy to dzieci próbują przejąć władzę nad dorosłymi.

Anna Bielak: „Spędziliśmy na tym planie najlepsze lato w życiu” – powiedzieli Lukas i Elias Schwarzowie. W filmie „Widzę, widzę” chłopcy zagrali braci, którzy torturują mamę. Przemoc bez konsekwencji jest źródłem przyjemności?

Hubert Czemierowski: Przemoc jest ekscytująca. Nie sądzę jednak, że ekscytuje zadawanie bólu. W grę wchodzi raczej posiadanie władzy nad drugą osobą. To ona jest podniecająca. Znajoma opowiadała mi, jak będąc jedenastoletnią dziewczynką, uczennicą z wzorowym zachowaniem i czerwonym paskiem na świadectwie, odkryła, jaką przyjemność sprawia dzierżenie władzy nad kimś od niej słabszym. Razem z przyjaciółką pojechały na obóz i okazało się, że dzielą pokój z koleżanką, która panicznie boi się opowieści o duchach. Wystarczyło kilka słów i koleżanka nie spała całą noc, trzęsąc się ze strachu i płacząc. Wspominała, że delektowały się poczuciem posiadania tak wielkiego wpływu na kogoś innego. W dobrych domach, w których się wychowały, nigdy się z czymś takim nie spotkały.

Jak kształtują się relacje władzy we współczesnych rodzinach?

– Układy są dziś bardziej partnerskie, niż były kiedykolwiek wcześniej. Pokolenia urodzone na przełomie lat 70. i 80. z uporem do tego dążyły. Ludzie, którzy dziś są po trzydziestce, byli jeszcze wychowywani w tradycyjny sposób – w rodzinach, w których władzę dzierżyli starsi. Wielu z nich nie chce powielać tego modelu. To zresztą naturalne, że każde kolejne pokolenie chce działać w kontrze do poprzedniego. Rodzice, którzy nie cieszyli się pełnią wolności jako młodzi ludzie, właśnie ją najbardziej chcą podarować swoim dzieciom. Ci, którzy żyli w szarej rzeczywistości, wydają pieniądze na zabawki, podróże i ciuchy. Tacy, którym w młodości powtarzano, że dzieci i ryby głosu nie mają, chcą rozmawiać z dziećmi i pozwolić im na podejmowanie decyzji. I generalnie nie ma w tym nic złego.

Ale każdy kij ma dwa końce.

– Bo czasem granica między dorosłym a dzieckiem za bardzo się zaciera. Współcześni rodzice często nie chcą wejść w rolę „dorosłych”. Szukają w dzieciach partnerów do wspólnej zabawy. Czasem, kiedy widzę na ulicy matkę i nastoletnią córkę, trudno mi powiedzieć, która jest która. Jedna się odmładza, druga się postarza. Pamiętam też jeden z pikników rodzinnych, w których uczestniczyłem. Przyszedł na niego ojciec z synem. Byli identyczni. Ubrani w takie same szorty i koszulki polo. Mieli takie same fryzury. Trzydziestoletni facet wyglądał i zachowywał się jak ośmiolatek – jakby był kumplem swojego syna. Zresztą ubrania dla dzieci kiedyś były zupełnie inne. Dziś są tylko zminiaturyzowanymi wersjami ubrań dla dorosłych. Za tą zmianą idą kolejne. (…)”


cały wywiad można przeczytać tutaj:

www.weekend.gazeta.pl/weekend/1,138262,19607174,mamo-chcialbym-cie-zabic-czy-agresja-dzieci-wobec-rodzicow.html


PSYCHOTERAPEUTA GDAŃSKGABINET PSYCHOTERAPII W GDAŃSKU

Portale internetowe: „Dlaczego warto śpiewać dzieciom?”

Na portalu internetowym „Dzieci są ważne” pojawił się artykuł o śpiewaniu niemowlakom. Opisane i zebrane w jedno miejsce zostały zalety śpiewania dzieciom:

Psychoterapia Psychodynamiczna w Gdańsku„Jak zazwyczaj reagujesz na płacz swojego niemowlaka? Według wszelkiego prawdopodobieństwa, robisz to, co matki i ojcowie różnych kultur robią od pokoleń. Próbujesz go nakarmić, kołysać i… śpiewać.

Maluch a rytm

Czy wiesz, że już jednodniowe dziecko jest w stanie rozróżniać rytmiczne wzory? W 2009 roku naukowcy z Węgier i Holandii na podstawie pomiaru fal mózgowych noworodków, badanych podczas słuchania rytmów stwierdzili, że dzieci są w stanie rozróżnić różnice między dźwiękami. Maluchy były w stanie odróżnić odtwarzany z taśmy śpiew osoby dorosłej przeznaczony dla dziecka, dla innego dorosłego i śpiew nieprzeznaczony dla słuchaczy. Wyniki badań sugerują, że styl śpiewu skierowanego do niemowląt i zdolność rozpoznawania jego właściwości mogą być wrodzone.

To nie jedyny związek między niemowlętami a muzyką. Istnieje coraz więcej dowodów, na to, że muzyka może odgrywać ważną rolę dla rozwoju małego dziecka. Niektórzy wysnuwają nawet hipotezę, że śpiewanie niemowlęciu jest pierwszą lekcją języka, z jaką maluch się styka i może zapobiec problemom językowym w późniejszym życiu.

Już dawno temu zauważono, że istnieje specjalny rodzaj komunikacji między rodzicami a niemowlętami, który polega na tym, że dorośli mówią do swoich dzieci z pewną specyficzną manierą, przypominającą coś w rodzaju pieśni. Zjawisko to występuje w różnych kulturach, a samo śpiewanie jest naturalnym sposobem komunikacji, który charakteryzuje się zróżnicowanym tempem i mocnym zabarwieniem emocjonalnym głosu. Na całym świecie rodzice śpiewają swoim dzieciom wysokim tonem i z dobitnym akcentowaniem rytmu. (…)”


całość jest dostępna tutaj:

www.dziecisawazne.pl/dlaczego-warto-spiewac-dzieciom


PSYCHOLOG GDAŃSKPSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA W GDAŃSKU

Wykłady i spotkania psychologiczne w Trójmieście: Film na kozetce – pokaz filmu „Prawie jak matka”.

20 grudnia 2015 roku odbędzie się kolejny pokaz kinematografii z cyklu „Film na kozetce”. Spotkanie odbędzie się w „Teatrze na plaży” (al. Mamuszki 2, Sopot) o godzinie 16.00. Wyświetlony zostanie film pt.: „Prawie jak matka”, w dyskusji wezmą udział psychoterapeutki Wiola Rębecka i Anna Faber, wydarzenie poprowadzi Tomasz Garstkowiak.

Psychoterapia Psychodynamiczna w Gdańsku„Prawie jak matka” to film brazylijski z 2015 roku w reżyserii Anny Muylaert. Opowiada historię Val, pracującej jako gosposia bogatej rodziny w São Paulo kobiety. Pierze, gotuje, sprząta i jest powiernicą 17-letniego Fabinho, którego matka nigdy nie ma dla niego czasu. Val sama ma córkę, ale nie widziała jej od lat. Zostawiła ją w rodzinnym mieście pod opieką krewnych. W tym czasie ich kontakty ograniczały się do rozmów telefonicznych i przekazów z pieniędzmi. Niespodziewanie dziewczyna zapowiada swój przyjazd. Krok po kroku, niegdyś nienaruszalne reguły domowe zaczynają się rozpadać, wbrew woli Val. I w końcu, w środku awantury między matką a córką, wychodzi na jaw tajemnica Jessiki…

Wiola Rębecka – Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, psychoanalityk, członek American Psychoanalytic Association. Antropolog kultury aktualnie związana z wydziałem Etnologii Uniwersytetu w New Mexico USA.

Anna FaberPsychoterapeutka psychoanalityczna, psychotraumatolog. Pracuje z niemowlętami oraz małymi dziećmi i ich rodzicami w ramach programu „Początek w Rodzinie” na oddziale położniczym Szpitala PCK w Gdyni, prowadzi terapie osób dorosłych i dzieci w praktyce prywatnej, współpracuje z sektorem publicznym prowadząc superwizje i szkolenia. Superwizor i terapeutka szkoleniowa PTPP.


szczegóły wydarzenia można poznać tutaj:

http://www.teatrnaplazy.pl/event/film-na-kozetce-prawie-jak-matka/


TERAPIA GDAŃSKPSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA W GDAŃSKU

Portale internetowe: „Wystarczająco dobrzy rodzice.”

Na portalu internetowym „Dzielnica Rodzica” ukazał się artykuł dotyczący macierzyństwa i ojcostwa. Autorką jest Magdalena Chrzan-Dętkoś, dr psychologii, psychoterapeutka:

Psychoterapia Psychodynamiczna w Gdańsku„Większość rodziców na pewnym etapie myślenia o rodzicielstwie, przygotowywania się do niego, a nawet będąc już nimi, pragnie być rodzicem idealnym.

Obserwując innych, na podstawie własnych doświadczeń, przyszli rodzice planują swoje strategie wychowawcze, często w opozycji do tego, co widzą u swoich znajomych lub tego, co sami przeżyli. W ich fantazjach bycie idealnym, bardzo dobrym rodzicem na pewno zajmuje ważne miejsce. Jeśli jednak idealny rodzic rzeczywiście istnieje, to istnieje właśnie tam – w fantazjach i umyśle przyszłych rodziców.

Każdy z pytanych przyszłych rodziców podałby najprawdopodobniej nieco odmienną definicję pojęcia „idealny rodzic”. Jednak częścią wspólną tej definicji byłyby zapewne dwie główne i silnie ze sobą związane fantazje. Pierwsza dotyczy możliwości braku przeżywania złości w stosunku do swojego dziecka. Biorąc pod uwagę koszty związane z opieką nad małym, całkowicie zależnym niemowlęciem i małym dzieckiem, koszty zarówno fizyczne: brak snu, zmęczenie, jak i emocjonalne: poczucie ograniczenia wolności, możliwości wyboru, powtarzalność codziennych doświadczeń, uczucie złości, a nawet chwilami nienawiści – jest zupełnie naturalne.

Druga „idealna” fantazja dotyczy pragnienia chronienia dziecka przed jakąkolwiek frustracją. To wyobrażenie jest również nierealne do spełnienia, szczęśliwie, bo korzysta na tym również dziecko. Zadaniem wychowania jest bowiem pomoc dziecku w przejściu od całkowitej zależności do zależności względnej, a pod koniec etapu dojrzewania – do niezależności. Matka, która nigdy nie frustruje swojego dziecka: np. odmawiając mu, zaspokajając natychmiastowo wszystkie jego potrzeby mogłaby wręcz utrudnić proces indywiduacji, psychologicznego separowania się dziecka od rodzica. Do prawidłowego rozwoju potrzebna jest powiem optymalna, dopasowana do etapu rozwojowego, dawka frustracji. (…)”


cały tekst jest do przeczytania tutaj:

http://dzielnicarodzica.pl/20002/39/artykuly/mama_i_tata/mama_i_tata/Wystarczajaco_dobrzy_rodzice


PSYCHOLOG GDAŃSKPSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA W GDAŃSKU

Wywiady: „Mamo, jestem brzydka!”

Na stronie internetowej magazynu „Zwierciadło” ukazał się ciekawy wywiad o kształtowaniu się obrazu swojego ciała u dziewczynek. Z psychoterapeutką, prof. dr hab. Katarzyną Schier rozmawia Ewa Pągowska:

Psychoterapia Psychodynamiczna w Gdańsku„Jestem brzydka”. Jak takie przekonanie powstaje w głowie kilkuletniej dziewczynki?

– Jednym z głównych powodów może być zaburzony proces kształtowania się obrazu ciała. Obraz ciała jest częścią „ja cielesnego”, czyli pierwszego „ja”, jakie buduje człowiek. Przyjmuje się, że powstaje około 6. roku życia. Przez pierwsze lata zyskujemy wiedzę m.in. o tym, jak jesteśmy zbudowani, świadomość, że np. mamy twarz, chociaż możemy ją zobaczyć tylko w lustrze. Budujemy stosunek emocjonalny do ciała i jego poszczególnych części. Co ważne – to wszystko tworzy się relacyjnie, a więc w bliskości z drugą osobą.

– Jak to się dokładnie odbywa?

– Ogromną rolę w kształtowaniu obrazu ciała odgrywa dotyk. Dowiedziono, że jeśli jest częsty i czuły, małe dziecko otrzymuje informację, że jego ciało, a więc ono samo, jest piękne i warte miłości. Pomiędzy niemowlęciem a jego głównym opiekunem, czyli najczęściej matką, dochodzi do bardzo dużej liczby epizodów interakcyjnych – małych, codziennych sytuacji, w których dziecko uczy się, jak jego ciało jest odbierane. Dotyk pomaga też nauczyć się granic, czyli tego, gdzie kończy się ono samo, a gdzie zaczyna druga osoba. Ma to bezpośredni związek z późniejszą umiejętnością określania granic na poziomie emocjonalnym. Dlatego zabiegi pielęgnacyjne, takie jak przewijanie i kąpiel, nie powinny być tylko mechanicznym wykonywaniem koniecznych czynności. Ani, co gorsze, wykonywane z dezaprobatą, jak to zdarzyło się w przypadku pewnej dziewczynki. Kiedy była niemowlęciem, rodzice nie radzili sobie z zapachem jej kupy i przewijając dziecko prychali z obrzydzeniem. Dziewczynka później, w wieku kilku lat, myślała, że jest wstrętna, bo śmierdzi, chociaż nie miało to nic wspólnego z prawdą.

– Czyli dziewczynce, która czuje się brzydka, we wczesnym dzieciństwie zabrakło dotyku matki?

– Możliwe, ale dotyk to jeden z wielu elementów. Jak twierdził brytyjski pediatra i psychoanalityk Donald Woods Winnicott, szalenie ważne jest to, co dziecko widzi w oczach matki. Czy siebie jako wcielenie Wenus lub Apolla – czy przerażenie, chęć rywalizacji, depresję, wycofanie lub nawet echa konfliktu z partnerem. Jeśli nie ma tam miejsca na miłość i akceptację, to emocjonalny ból, jaki odczuje dziecko, można porównać do sytuacji porzucenia. (…)”


cały wywiad jest do przeczytania na portalu internetowym „Zwierciadła”:

http://rozwojosobisty.zwierciadlo.pl/mamo-jestem-brzydka/


TERAPIA GDAŃSKPSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA W GDAŃSKU

Wywiady: „Przez dotyk.”

Na stronie internetowej czasopisma „Więź” ukazał się wywiad z psychoterapeutą, psychoanalitykiem Cezarym Żechowskim. Rozmawiają Marianna Olszańska i Cezary Gawryś:

Psychoterapia Psychodynamiczna w Gdańsku„Czym dla małego dziecka jest jego ciało? 

U małego dziecka ciało i psychika istnieją bardzo blisko siebie, są nierozerwalne i prawie nierozróżnialne. Kiedy jednak mówimy o ciele, trzeba odróżnić ciało rzeczywiste od obrazu ciała. Według Michaela Probsta obraz własnego ciała to wszystkie myśli, fantazje, emocje dotyczące ciała, a także nasze doznania percepcyjne, decydujące o tym, jak postrzegamy swoje ciało, jak je odczuwamy, jak o nim myślimy, jakie mamy o nim wyobrażenie. Wszystko to razem jest integrowane w postaci wizerunku własnego ciała. W przypadku małego dziecka trudno jeszcze mówić o wizerunku ciała – ciało jest dzieckiem i dziecko jest ciałem.

Na tym wczesnym etapie rozwoju dziecko i jego psychika są bardzo mocno powiązane z matką, która przez opiekę, jaką otacza dziecko, przez miłość, bliskość i swoje emocje pozwala na wytworzenie się pierwotnego „ja” dziecka. To pierwotne „ja” jest bardzo silnie powiązane z ciałem. Didier Anzieu, wybitny psychoanalityk francuski, używał sformułowania „skórne ja” i uważał, że kontakt matki z dzieckiem, a więc dotyk , pieszczoty, wszystkie czynności związane z opieką mają ogromny wpływ na tworzenie się „ja” dziecka i na formowanie się granicy między jego „ja” a światem zewnętrznym. To „skórne ja” wywiera fundamentalny wpływ na rozwój procesów percepcji, poczucia spójności, oparcia, integracji i tożsamości. Dla każdego człowieka jego naturalną granicą jest skóra, granica ta tworzy się również w naszej psychice.

Skoro „skórne ja” ma tak fundamentalne znaczenie, to uzasadnione wydaje się twierdzenie, że „pierwszy dotyk” po narodzinach ma zasadniczy wpływ na późniejszy stosunek człowieka do swego ciała?

Ten „pierwszy dotyk” opisywany był w bardzo różny sposób. Donald W. Winnicott sformułował koncepcję holdingu – uważał, że matka czy ojciec, trzymając dziecko w ramionach, zapewniają mu rodzaj bezpieczeństwa, które chroni je przed lękiem i pozwała na wytworzenie się jakiejś wewnętrznej spójności i integralności. O holdingu można mówić także w szerszym wymiarze – psychicznym i emocjonalnym. Wówczas rodzic ogarnia to wszystko, co dzieje się z dzieckiem. To właśnie mogłaby wyrażać metafora „pierwszego dotyku” – matka, ojciec albo opiekunka trzyma dziecko na rękach, ale jednocześnie ogarnia emocjonalnie. Inny psychoanalityk, Wilfred R. Bion, posługiwał się metaforą kontenera, pojemnika – jego zdaniem matka jest takim właśnie pojemnikiem czy kontenerem, który zawiera w sobie dziecko. Ono jest obecne w niej, w jej przeżyciach, emocjach, umyśle, a poprzez to uczestniczy ona w regulacji bardzo głębokich procesów psychicznych dziecka i wytwarzaniu się jego mentalnego świata. (…)”


cały tekst jest do przeczytania tutaj:

www.wiez.pl/czasopismo/;s,czasopismo_szczegoly,id,554,art,15283


 TERAPIA GDAŃSKPSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA W GDAŃSKU

Portale internetowe: „Baby blues.”

Na stronie internetowej „Medycyny praktycznej” ukazał się zwięzły artykuł na temat depresji poporodowej. Autorka Agnieszka Pietkiewicz trafnie rozróżnia naturalny stan tzw. „baby blues” w okresie połogu od pierwszych symptomów depresji poporodowej:

Gabinet Psychoterapii Gdańsk„Rodzi się dziecko, wymarzone, wyczekane. Matka tuli je, całuje, ogląda ze wszystkich stron. Wspólnie z ojcem odkrywa, że oto urodziło się najpiękniejsze stworzenie na świecie. Dolegliwości ciążowe odeszły w niepamięć, ból porodowy zniknął jak ręką odjął.

Zewsząd płyną gratulacje, najbliższa rodzina z zachwytem odkrywa w maluszku podobieństwo do poszczególnych członków rodziny. Matka myśli, że zalewająca ją radość będzie towarzyszyć jej przez najbliższe dni i tygodnie, że doda sił, napełni spokojem.

Mija kilka dni, parę nieprzespanych nocy i pojawiają się obawy i niepewność. Drobne trudności w opiece nad maluszkiem wyprowadzają z równowagi, kłopoty z karmieniem piersią stają się źródłem rozpaczy. Konieczność zostania dzień dłużej w szpitalu z powodu nieprzybierania dziecka na wadze wywołuje atak płaczu. Matka nie rozumie, co się z nią dzieje, bo przecież zwykle jest opanowana. Ma wrażenie, że jej reakcje są nieracjonalne, czuje się zawstydzona. Niezdolność kontrolowania własnych reakcji powoduje zakłopotanie i wzmacnia niepokój. (…)

Skutki baby blues są dokuczliwe, choć pewnie pociesza fakt, że z mniejszym lub większym nasileniem dotyka on nawet 85% kobiet. Ważny jest kontakt z osobami, które ze zrozumieniem przyjmą Twój płacz, nie zbagatelizują sytuacji, pozwolą na wyrażanie różnych uczuć. W tym czasie będziesz potrzebować więcej praktycznej pomocy w opiece nad dzieckiem, w przygotowaniu posiłków, w pracach domowych itd. Czasem pomaga tak banalna sprawa, jak kilka godzin nieprzerwanego snu.

Większość matek jest w stanie samodzielnie uporać się z dolegliwościami, m.in. dzięki odpowiedniej pomocy ze strony bliskich. Jednak jeśli objawy wydają się szczególnie dokuczliwe lub trwają dłużej niż 3 tygodnie, niezbędna może się okazać pomoc psychologa.”


cały artykuł jest dostępny tutaj:

www.pediatria.mp.pl/karmienie-piersia/91085,baby-blues


PSYCHOTERAPEUTA W GDAŃSKUGABINET PSYCHOTERAPII GDAŃSK

Wpisy na blogach: „Baby blues czy żałoba po utracie życia sprzed narodzin dziecka?”

Gabinet Psychoterapii GdańskNa portalu internetowym „Dzieci są Ważne” pojawił się wpis dotyczący depresji poporodowej. Warto przeczytać!

„Najbardziej burzliwy moment po urodzeniu pierwszego dziecka? Po kilku dniach spędzonych w szpitalu wracam do domu pełnego moich własnych rzeczy. Stoi to samo łóżko z pachnącą pościelą, półka z książkami, szafki kuchenne, wanna… wszystko znajome, a jednocześnie zupełnie obce, bo czuję, że już nigdy nic nie będzie tak samo, że coś zostało bezpowrotnie utracone, jakaś część mnie samej.

I myślę: oho, to jest ten baby blues… Wylewam morze łez i żadne słowa nie są w stanie mnie pocieszyć. Dodatkowo jestem z siebie niezadowolona, bo miałam cichą nadzieję, albo nawet byłam pewna, że te poporodowe damskie smuteczki mnie nie dotkną. Tak dobrze się przygotowałam do otwarcia na doświadczenie narodzin. Dojmujący smutek mija po kilkunastu godzinach mocnego snu, przerywanego głośnym płaczem domagającego się piersi niemowlęcia.

W swojej książce “Praca na całe życie. O początkach macierzyństwa” Rachel Cusk opisuje analogiczne uczucie wyobcowania od siebie samej i znajomej przestrzeni domu sprzed narodzin dziecka. To uniwersalne doświadczenie kobiety po wielkim wydarzeniu, jakim jest poród.

Przeobrażenie w matkę

Zwykliśmy koncentrować uwagę na jednym głównym aspekcie porodu – na pojawieniu się na świecie nowego człowieka. Przyglądamy się niewielkiemu, zjawiskowemu żywemu ciału. Niezgrabnie bierzemy w ramiona, wąchamy, przytulamy, całujemy, karmimy. Ubieramy, usypiamy, przykrywamy. Czekamy w niepokoju i ekscytacji, co wydarzy się dalej. Nie możemy oderwać wzroku od słodkiego snu. Kiedy się budzi, karmimy, nieporadnie przewijamy, ubieramy, przytulamy, próbujemy nawiązać kontakt. Karmimy, usypiamy. Niedługo potem konfrontujemy się z długim płaczem i wciąż niezaspokojonymi potrzebami. Podczas nieprzespanych pierwszych nocy jesteśmy postawione w sytuacji, w której musimy sobie jakoś same poradzić. Szybko uczymy się swojej drogi postępowania, która okazuje się dla naszej dwójki najskuteczniejsza i daje chwilowe wytchnienie jednej i drugiej stronie. Z dnia na dzień z kobiet w ciąży stajemy się matkami. Przeobrażenie w matkę to pożegnanie z niezależnością rozumianą jako brak podporządkowania. Codzienne życie zostaje podporządkowane potomkowi. Nasze myślenie i czucie również całkowicie się z nim związuje. (…)”


Oryginalnie tekst pochodzi z bloga: http://naturalparents.tumblr.com/

Cały tekst jest też do przeczytania tutaj: http://dziecisawazne.pl/baby-blues-czy-zaloba-po-utracie-zycia-sprzed-narodzin-dziecka/


GABINET PSYCHOTERAPII GDAŃSKPSYCHOTERAPIA W GDAŃSKU

Wywiady: „Sprawdź, czy nie jesteś złym ojcem jak twój tata.”

Gabinet Psychoterapii w GdańskuCiekawy tekst o ojcostwie i macierzyństwie. Z psychologiem Jackiem Masłowskim rozmawia Tomasz Kwaśniewski (Gazeta Wyborcza):

„JACEK MASŁOWSKI: Chyba wszyscy rodzice marzą o tym, żeby ich dzieci wychowywały się w dobrych warunkach. Chcą dać im wszystko, co mają najlepszego do zaoferowania. Kłopot w tym, że bardzo często nasze rodzicielstwo realizujemy w sposób nieświadomy. Czyli nie do końca wiemy, co i po co robimy.

Nawet jeżeli mocno pragniesz być zaangażowanym ojcem, to w relacji z dzieckiem (albo w triadzie: ojciec – matka – dziecko) może się zdarzyć coś, co sprawi, że zaczniesz realizować schemat wyniesiony z własnego domu. Schemat funkcjonowania twojego ojca.

TOMASZ KWAŚNIEWSKI: Pstryk.

– Właśnie.

I możesz nawet tego nie zauważyć.

Wyobraź sobie taką sytuację: rodzi się dziecko, pierwsze dziecko, nie masz żadnych doświadczeń, twoja partnerka przeszła właśnie olbrzymią zmianę, jest w zupełnie innym stanie, całkowicie zaangażowana w inną relację. Do tego pojawia się ktoś, z kim musisz zacząć budować więź, poznawać tego małego człowieka, nie wiesz właściwie, co on komunikuje.

Kawałek gaworzącego mięsa.

– Ja bym powiedział – gość z innego kosmosu.

I teraz w tym zamieszaniu, chaosie, biorąc pod uwagę to, że chciałbyś, aby było fantastycznie, pojawia się matka, teściowa. I z twoją partnerką zaczynają się zajmować twoim dzieckiem. A ty rozkładasz sobie kozetkę w salonie i zaczynasz tam spać.

Mówisz: „Jak podrośnie, to będę się bardziej angażował”. Ale po jakimś czasie stwierdzasz, że czujesz się w tym domu coraz bardziej niepotrzebny. A po piętnastu latach przychodzisz na psychoterapię i odkrywasz, że miałeś biernego ojca, który realizował swoje ojcostwo dokładnie tak, jak ty swoje. Czyli przegapiłeś moment, w którym mogłeś zmienić ten sposób postępowania.

To jest oczywiście wymyślona przeze mnie historyjka, ale poskładana z realnego schematu. W związku z tym ta uważność na samym początku jest dość istotna.

Dzisiaj nikt nas nie uczy, co to znaczy być ojcem. Do tego mamy kiepskie doświadczenia wyniesione z domu. Oczywiście nie wszyscy, ale jednak. Żeby więc zobaczyć, jakim ojcem chce się być, warto się przyjrzeć typom ojców, które do tej pory funkcjonowały.

Steve Biddulph, australijski psycholog i psychoterapeuta, w swojej książce pod tytułem „Męskość” opisuje cztery takie typy: „niedoszły król”, „krytyczny”, „bierny”, „nieobecny”.

Zacznijmy od „niedoszłego króla”.

– To ktoś, kto po powrocie z pracy siada w fotelu i staje się centralnym ośrodkiem rodziny. Co przejawia się na przykład w tym, że jest obsługiwany. Przez żonę i dzieci. Na różne sposoby. A jednocześnie to jest taki ojciec, który wysyła komunikat pod tytułem: „Nie przeszkadzaj mi”. Siada w fotelu, włącza telewizor lub inne urządzenie wyposażone w ekran i w żaden sposób nie można do niego dotrzeć. A skoro jego właściwie nie ma, to jesteś sam na sam ze sobą albo co najwyżej z matką, która dość często, gdy już nie daje sobie z tobą rady, mówi: „Poczekaj, niech tylko ojciec się dowie”.

I wtedy zaczynasz się bać.

– Najczęściej. No, bo ojciec jest ci w sumie osobą nieznaną, ale jak już się objawia, to przeważnie dzieje się coś strasznego. Mamy wszechmocnego władcę i matkę, która się go przeraźliwie boi. Ponieważ zaobserwowałeś również, że w momencie kiedy on się zjawia, ta groźna matka, która ci właśnie mówiła, że zaraz dostaniesz po uszach, zamienia się w służącą.

„Niedoszły król” jest groźny, budzi powszechny strach, a kontakt z nim następuje tylko wtedy, kiedy trzeba wymierzyć karę albo okazać łaskę. Stąd to porównanie do króla.

Ale dlaczego on jest „niedoszły”?

– Dlatego, że tak naprawdę nie ma żadnej rzeczywistej władzy.

A kto ją ma?

– Matka.

Jak to?

– Bo to ona ma wszystko w swoim ręku. To ona straszy chłopca ojcem. Natomiast ojciec przyjmuje pozycję, która jest mu proponowana. Dla niego to oczywiście jest wygodne, ale jeśli popatrzysz na to z perspektywy jego relacji z synem, to jej właściwie nie ma. To matka jest tą główną osobą, która się kontaktuje z synem, i to przez nią przechodzi kontakt ojca z synem.

Czyli on jest takim królem, który jeśli nie zostanie poinformowany, co się dzieje, to po prostu nie będzie o tym wiedział. Może być więc manipulowany. Włączany lub wyłączany.

– Tak, bo „niedoszły król” nie zadaje sobie trudu, żeby sprawdzić, jak jest rzeczywiście, tylko z różnych powodów bezkrytycznie słucha tego, co usłyszy od matki, i reaguje. Najczęściej po to, żeby mieć święty spokój. To znaczy, żeby partnerka nie stwarzała mu trudnych sytuacji. (…)”


 cały artykuł do przeczytania na portalu „Wyborcza.pl”:

www.wyborcza.pl/magazyn/1,145325,18258932,Sprawdz__czy_nie_jestes_zlym_ojcem_jak_twoj_tata__LETNIA.html