Wywiady: „Gdzie ci mężczyźni?”

Z prof. Philipem Zimbardo, wybitnym amerykańskim psychologiem rozmawia Marek Rybarczyk. Rozmowa ukazała się na łamach tygodnika „Newsweek”:

Psychoterapia Psychodynamiczna GdańskNewsweek: Faceci w Polsce dużo mówią o równouprawnieniu. Mało robią. Gdzie się podziali nowocześni mężczyźni?

Prof. Zimbardo: Niepokoję się o to co dzieje się z młodymi mężczyznami – w Ameryce, w wielu krajach Azji, także w Polsce. Na naszych oczach zaszła zła zmiana w młodym pokoleniu mężczyzn. Dlaczego chłopcy na całym świecie uczą się gorzej od rówieśnic, nie potrafią się z nimi dogadywać się i dlaczego potem nie mają udanego życia seksualnego z kobietami?

Newsweek: Na ile to wrażenie, na ile fakty?

Prof. Zimbardo: Zrobiliśmy wielki sondaż internetowy. 20 tysięcy młodych osób – w trzech czwartych większości chłopców i młodych mężczyzn. Powtarzało się u nich wyznanie: „Jestem zagubiony w życiu, gdzieś dryfuję”.

Newsweek: Młode kobiety się nie gubiły?

Prof. Zimbardo: Nie. Miały cele życiowe, były w większości pewne siebie. Większość z nich radzi sobie lepiej niż ich matki. Większość mężczyzn gorzej niż ich ojcowie. Co ciekawe wielu młodych mężczyzn nie chce w ogóle pracować. Mają dziwne poczucie, że wszystko im się należy od żony niezależnie od ich własnego wysiłku. Być mężczyzną oznacza często przekonanie: nie dostaję wciąż tyle, na ile zasługuję.

Newsweek: Tak jak mały chłopak wymaga coraz więcej od matki.

Prof. Zimbardo: Dokładnie, poza seksem. Myślą, że tak to funkcjonuje, że tak ma być. To ty kobieto – żono, partnerko – masz się o mnie troszczyć. Nawet jeśli pracujesz etatowo. Ja nie muszę nic robić albo prawie nic.

Newsweek: Czyli co? Wróciliśmy do lat 50. XX wieku?

Prof. Zimbardo: Kobietom żyje się wręcz gorzej. Stary system funkcjonował tak, że były gospodyniami, nie pracowały. Moja matka prała i prasowała trzydzieści koszul, dla mojego ojca, dla mnie i dwóch braci. Teraz gdy kobiety pracują nie można wymagać od nich, by były dodatkowo gospodyniami na cały etat! Problem w tym, że większość mężczyzn nie chce prawie wcale dzielić obowiązków domowych z partnerkami.

Newsweek: Myśli Pan, że tak samo jest w Los Angeles i w Warszawie?

Prof. Zimbardo: Nie różni się to specjalnie. Przyjeżdżam do Polski regularnie od ponad 20 lat, czytam badania i rozmawiam z ludźmi, moja żona jest Polką z pochodzenia. W mojej książce „Gdzie ci mężczyźni?” wypowiada się wiele kobiet. Są takie, które mieszkają z nie mającym pracy ani nie studiującym chłopakiem albo mężem. Narzekają, że mężczyźni czekają aż wrócą z pracy i robią im wymówki, że nie zabierają się do prac domowych.

Newsweek: Czy to nie zaczyna się wtedy, kiedy trzydziestoletni „chłopczyk” wciąż mieszka z mamą?

Prof. Zimbardo: To model włoski. Włosi, a jestem Sycylijczykiem z pochodzenia, lubią mówić: „Każdy syn jest zemstą jego matki na mężu”. We Włoszech nie do pomyślenia jest, by nie jeść w niedzielę obiadku u mamy. Ten układ upowszechnia na całym świecie. Partnerzy oczekują, że ich partnerki będą mamusiami. A żona to nie matka. To przyjaciel i kumpel na całe życie lub jego część. To nie jest osoba, która ma być nową matką. (…)”


całość jest dostępna tutaj:

www.nauka.newsweek.pl/leniwi-mezczyzni-i-zaradne-kobiety-wywiad-prof-zimbardo-newsweek-pl,artykuly,345565,1.html


PSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA GDAŃSK PSYCHOLOG W GDAŃSKU

Prasa: „Nie tylko geny. Co jeszcze dziedziczymy po rodzicach?”

Na stronie internetowej tygodnika „Newsweek” pojawił się ciekawy artykuł o tym, co i w jaki sposób możemy dziedziczyć w genach po naszych rodzicach:

Psychoterapia Psychodynamiczna w Gdańsku„Po przodkach dziedziczymy nie tylko kolor oczu czy skłonność do niektórych chorób. Jak dowodzą najnowsze badania – mogą nam oni przekazać także lęki po traumatycznych przeżyciach.

Dwa lata temu w duńskim szpitalu Hvidovre na operację zmniejszenia żołądka przyszedł otyły mężczyzna. Miała być to standardowa procedura – z jednym wyjątkiem. Tydzień przed operacją pacjent oddał próbkę spermy do badań naukowych. Zrobił to również tydzień po zabiegu i rok później. Eksperci z Uniwersytetu w Kopenhadze zbadali, jaki wpływ na materiał genetyczny mężczyzny mają aktualna waga i doświadczenia związane z operacją oraz czy może je przekazać potomstwu. A więc czy dzieci dziedziczą po rodzicach tylko to, co jest zapisane w genach.

Nie tylko aktualne zwyczaje żywieniowe i waga rodziców, ale i pamięć przykrych doświadczeń, które ich dotknęły, mogą być przekazywane z pokolenia na pokolenie. Brzmi nieprawdopodobnie? Od lat wiadomo przecież, że po przodkach można dziedziczyć wygląd, podatność na choroby, a nawet talenty czy zdolności, ale jak to możliwe, by rodzice przekazywali dzieciom także wspomnienia o traumatycznych przeżyciach?

Badanie Duńczyków, którzy swoje wyniki opublikowali w czwartek w czasopiśmie „Cell Metabolism”, nie jest jedynym, które pokazuje, że również niektóre emocje mogą być dziedziczone. Tyle tylko, że nie da się tego wytłumaczyć za pomocą praw genetyki, bo geny nie biorą w tym udziału. Naukowcy są już jednak na tropie rozszyfrowania tego mechanizmu.

Czy można odziedziczyć emocje?

Naukowcom udało się na przykład wykazać, że traumatyczne wydarzenia, które dotykają rodziców w dzieciństwie i młodości, czyli zanim doczekają się potomstwa, wpływają na zdrowie ich dzieci. Ogromnym zwolennikiem tej teorii już przed laty był neurolog Michael Meaney z McGill University w Montrealu.

Jego zdaniem to nie przypadek, że są rodziny, w których członkowie z kolejnych pokoleń podejmują próby samobójcze. Uczony badał mózgi samobójców, którzy targnęli się na życie pod wpływem traumatycznych przeżyć, i porównywał je z mózgami ofiar wypadków, które do chwili śmierci wiodły szczęśliwe życie. Różnice były ewidentne. U samobójców w komórkach ośrodków mózgu zawiadujących emocjami uczony znalazł związki, które – jak założył – uaktywniają geny, odpowiedzialne za wytwarzanie hormonów stresu lub tłumią te decydujące o odporności psychicznej. (…)”


cały tekst można przeczytać tutaj:

http://nauka.newsweek.pl/dziedziczenie-genow-po-rodzicach-co-odziedzicza-dzieci-po-rodzicach,artykuly,375289,1.html


  PSYCHOLOG GDAŃSKPSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA W GDAŃSKU

Wywiady: „W piekle jest specjalne miejsce dla kobiet, które nie wspierają innych kobiet.”

Psychoterapeuta GdańskTen kontrowersyjny tytuł rozpoczyna wywiad na temat przemocy. Rozmawiają Paula Szewczyk, redaktorka Newsweek i Joanna Piotrowska, założycielka fundacji Feminoteka:

„„Jest z tym facetem, więc widocznie lubi być bita.” Dlaczego brakuje nam zrozumienia dla ofiar przemocy i czy wideo Emmy Murphy może uratować komuś życie mówi Joanna Piotrowska z Feminoteki. (…)

Newsweek: „Jak się prosiła to dostała”. Skąd takie reakcje?

Joanna Piotrowska: Być może takie komentarze pochodzą od osób, które same biją. Część z tych, którzy nie stosują przemocy, może ulegać fałszywym stereotypom na ten temat, ale nie sądzę, by wypowiedzieli się w ten sposób głośno. Anonimowość internetu daje możliwość do wyrażania tego typu opinii właśnie sprawcom przemocy.

Newsweek: Wyrażają je także kobiety…

Joanna Piotrowska: Część z nich staje po stronie grupy, która jest dominująca w społeczeństwie, w przypadku kultury patriarchalnej, tą stroną są mężczyźni. Robią to, żeby się im przypodobać albo nie zostać nazwane feministkami, bo to wiążę się z pseudodyskusją na ten temat. Boją się wychylać też dlatego, że nie chcą się ośmieszać. Bo przemoc ośmiesza, jak było np. w przypadku pani Aleksandry, tłumaczki zgwałconej w Elblągu. Tam też pojawiły się krytyczne głosy kobiet, wtórujące niesprawiedliwym osądom. Bezpiecznie jest im stać przy wiodącej grupie. To naturalny odruch. Ale jak powiedziała Madeleine Albright: „W piekle jest specjalne miejsce dla kobiet, które nie wspierają innych kobiet”. (…)

Newsweek: Jest jeszcze jeden rodzaj argumentu: „Jeśli bita nie odchodzi, sama prosi się o kolejne ataki”.

Joanna Piotrowska: Przemoc domowa nie pojawia się nagle. To nie jest tak, że w szczęśliwym małżeństwie któregoś razu wraca do domu mąż i zaczyna bić. Przemoc rodzi się latami, bijący sprawdzają granicę ofiar dużo wcześniej. Najczęściej zaczyna się od przemocy psychicznej, obwiniania, obrażania, zaniżania poczucia własnej wartości i odcinania ofiary od rodziny czy znajomych. Pomagający ofiarom przemocy nazywają ten proces praniem mózgu. Z taką ofiarą, najczęściej kobietą, można zrobić wszystko. Tkwią więc w takich związkach, często wmawiając sobie, że to, co się stało, to ich wina.

Newsweek: Skąd syndrom ofiary?

Joanna Piotrowska: Bo kobietom zależy na byciu z mężczyzną. Istnieje ciągle taki przekaz, że jeśli kobieta nie ma faceta, to jest z nią coś nie tak. Kobiety boją się więc utracić mężczyznę, nie reagują na pierwsze sygnały, a czasem zdarza się, że nawet ich poprawnie nie odczytują. Od najmłodszych lat jesteśmy uczone, że jak chłopak nas poklepie albo pociągnie za włosy, to takie końskie zaloty i powinny nam się podobać, w końcu to oznaka sympatii. Grancie są więc naruszane już bardzo wcześnie. Nie dziwne, że potem kobieta widzi w pierwszych oznakach przemocy wyrażanie uczuć.

Newsweek: To dlatego ofiary nie odchodzą od razu?

Joanna Piotrowska: Nie tylko, istnieje jeszcze kilka innych powodów. Choćby te ekonomiczne, ofiary mają świadomość swojej sytuacji materialnej, myślą, że nie poradzą sobie same bez pieniędzy i pracy. Część ofiar nie może także liczyć na wsparcie rodziny czy najbliższych, a boi się, że po odejściu sprawa wcale się nie zakończy, że będzie jeszcze gorzej.

Newsweek: Mają rację?

Joanna Piotrowska: To myślenie jest w pełni uzasadnione. 90 proc. zgłaszanych przypadków przemocy domowej nie jest dobrze rozwiązywana. Bijący po krótkich wyrokach wracają do domu i zaczynają się mścić. Znamy dramatyczne przypadki, kiedy sprawca po wyroku zamieszkuje ze swoją ofiarą i po jakimś czasie zabija ją siekierą.

Newsweek: Co może zrobić w Polsce ofiara?

Joanna Piotrowska: Najlepiej jest zacząć od telefonu interwencyjnego, porozmawiać z osobą, która doradzi, gdzie udać się po poradę prawną i psychologiczną. W Feminotece mamy takie porady za darmo, pomagamy wyszukać najbliższą w okolicy ofiary pomoc. Każda sprawa jest indywidualna, trzeba rozpatrywać poszczególne przypadki bardzo szczegółowo.

Newsweek: Jest jakiś „statystyczny” czas, po jakim ofiara „pęka”?

Joanna Piotrowska: Trudno określić jakiś graniczny moment. Są sytuacje, w których kobiety nie decydują się odejść ze względu na dzieci, inne zgłoszą sprawę, po czym mąż przeprasza, w relacji nadchodzi piękny czas, niemal drugi miesiąc miodowy, ofiara wycofuje pozew. Potem okazuje się, że tak naprawdę nic się nie zmieniło i znów pojawia się przemoc. Taka kobieta wstydzi się pójść do sądu drugi raz, tam też patrzą na nią krzywo i mówią „niech się pani zdecyduje”. Dostaje komunikat, że to z nią coś jest nie tak. (…)”


cały wywiad jest do przeczytania na stronie internetowej:

www.polska.newsweek.pl/przemoc-domowa-gdzie-sie-zglosic-bite-kobiety,artykuly,366517,1.html#fp=nw


PSYCHOTERAPEUTA GDAŃSKPSYCHOLOG W GDAŃSKU

Prasa: „Życie wewnętrzne niemowlaka.”

Psychoterapeuta GdańskNa temat życia wewnętrznego niemowlaka od strony naukowej napisała Dorota Romanowska, redaktorka tygodnika „Newsweek”:

„Niemowlę nie jest ani bezradne, ani mało rozgarnięte. Od pierwszych chwil życia próbuje zrozumieć otaczający je świat. Naukowcy właśnie zaczęli zaglądać w głąb jego mózgu.

Wie to każda mama. Wystarczy, że jeden niemowlak zaczyna płakać, a chwilę później wszystkie dzieciaki leżące w pobliżu również drą się wniebogłosy. Przez wiele lat naukowcy zastanawiali się, dlaczego dzieci tak się zachowują. Może przeszkadza im hałas? A może martwią się losem innych niemowlaków?

Zagadkę tę pozwolił rozwiązać dość prosty eksperyment. Naukowcy odtworzyli maluchom nagrania z odgłosami płaczących dzieci. Natychmiast rozległ się głośny płacz. Gdy jednak puścili im nagrania ze swoim płaczem, dzieciaki nie reagowały. Okazało się więc, że już kilkunastomiesięczne dzieci są zdolne przeżywać tak złożone emocje jak empatia. Najnowsze badania, wykonywane przy użyciu skomplikowanych urządzeń, pozwalają wniknąć w głąb umysłów maluchów. Pokazują, że mają one niezwykle bogate życie emocjonalne, świetną pamięć i niesamowitą potrzebę poznawania świata. A przez ich mózg przetacza się istna burza.

(…) już pięciomiesięczne maluchy mają ogromną liczbę połączeń między komórkami nerwowymi w mózgu. Dzięki temu mogą postrzegać przedmioty w taki sam sposób, jak czynią to dorośli – stwierdzili naukowcy z paryskiej École normale supérieure na łamach „Science”. Oni także wykorzystali w badaniach EEG. „Dziecko, które słyszy mowę lub po prostu rozgląda się wokół, zdobywa informacje formujące połączenia nerwowe” – wyjaśnia prof. Nelson na łamach popularnonaukowego miesięcznika „Scientific American”. A im więcej wytworzy się takich połączeń, tym sprawniej działa mózg, tym bardziej inteligentny jest jego właściciel.

I pomyśleć, że niewiele ponad sto lat temu naukowcy byli przekonani, że małe dzieci są dość ograniczone w rozwoju. Twierdzono wówczas, że niemowlaki potrafią przeżywać jedynie najprostsze emocje, jak przyjemność czy smutek, a czas spędzają na jedzeniu i spaniu. William James, psycholog żyjący na przełomie XIX i XX wieku, porównał nawet umysł malucha do „wielkiego wielobarwnego, brzęczącego zamętu”. Dziś wiemy, jak bardzo się mylił. – Dziecko rozwija się wyjątkowo szybko, i to nawet wtedy, gdy tylko leży i wymachuje rękami i nóżkami – mówi Tomasz Kuźmicz z Akademickiego Centrum Psychoterapii i Rozwoju SWPS. (…)

Maluchy mają superpamięć. Potrafią zapamiętać kołysankę, którą usłyszały, będąc w łonie mamy, i rozpoznać ją nawet kilka miesięcy po narodzinach – co wykazali przed kilkoma tygodniami naukowcy z uniwersytetu w Helsinkach.

Poprosili oni grupę kobiet w ciąży, by przez pięć dni w tygodniach ostatniego trymestru słuchały kołysanki. Tę samą piosenkę dzieci usłyszały ponownie tuż po narodzinach i gdy skończyły cztery miesiące. Za każdym razem, gdy rozlegały się znajome dźwięki, dzieci bacznie się rozglądały. Żadnej reakcji badacze nie zauważyli natomiast u maluchów, które w łonie mamy nie słuchały piosenki. – Już wcześniej naukowcy wykazywali, że płód rozpoznaje i zapamiętuje dźwięki pochodzące ze świata zewnętrznego, ale nie wiedzieliśmy, jak długo przechowuje je w pamięci. Nasze badanie pokazało, że dzieci są zdolne uczyć się już w bardzo młodym wieku i że efekty tej nauki pozostają w mózgu na długo – wyjaśnia Eino Partanen, autor badania.”


cały artykuł do przeczytania na stronie internetowej:

www.nauka.newsweek.pl/jak-wyglada-zycie-wewnetrzne-niemowlaka-na-newsweek-pl,artykuly,274267,1.html


GABINET PSYCHOTERAPII W GDAŃSKUPSYCHOTERAPEUTA GDAŃSK