Prasa: „Jak wzmacniać swoje dziecko?”

Parę fundamentalnych zasad dotyczących wychowywania dzieci i krzewienia w nich poczucia własnej wartości – tak w skrócie można opisać ten treściwy artykuł zamieszczony na łamach miesięcznika „Charaktery”:

Psychoterapia Psychodynamiczna Gdańsk„Dzieciństwo jawi się nam po latach jako czas szczęścia i beztroski. Ale czy takie jest? Niekoniecznie. To czas pełen pułapek i potknięć, których skutki doskwierają długo. Jak sprawić by naszych dzieci to tak nie bolało? Jak poprawiać odporność psychiczną dzieci?

Dzieci, które nie są odporne psychicznie narażone są na problemy emocjonalne, społeczne, poznawcze. Budowanie ich odporności psychicznej jest możliwe – choć trudne. Wymaga to zarówno pracy ze strony dziecka, jak i jego najbliższego otoczenia – rodziców i rodzeństwa. Badania pokazały, że rodzice którzy od wczesnych lat angażują się mocno w życie dzieci pomagają rozwinąć zdolności adaptacyjne, budują poczucie bezpieczeństwa, zdrowe emocje czy umiejętności interpersonalne swoich pociech.
Aby pomóc rodzicom we wzmacnianiu psychicznej odporności dzieci Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne opracowało zbiór praktycznych porad (Resilience Booster: Parent Tip Tool), które są szeroko kolportowane. Podobny poradnik został przygotowany także na podstawie badań przeprowadzonych przez dr Valerie Maholmes i dr Rosalind B. King (The Oxford Handbook of Poverty and Child Development, 2012).
Lista pożądanych zachowań, której skrót publikujemy, jest skierowana zarówno do świeżo upieczonych rodziców oraz tych bardziej doświadczonych.

1. Wyznacz jasne zasady i bądź konsekwentny.

Dzieci muszą wiedzieć czego się od nich wymaga i czego one mogą wymagać. Takie ogólne zasady zapewniają dziecku poczucie bezpieczeństwa i komfortu, ich brak – rodzi niepewność i stres. Ale żeby to działało, żeby umacniało psychikę dziecka, zasady muszą być stosowane konsekwentnie. Rodzice powinni jasno komunikować czego oczekują od dzieci i jakie konsekwencje wiążą się z nieprzestrzeganiem wyznaczonych reguł.
Regularne posiłki, stałe pory spania, oglądanie filmów czy wspólne zabawy – to elementy codziennej rutyny, które pomagają dzieciom w radzeniu sobie ze stresem i wzmacniają w nich pozytywne emocje.

2. Rozmawiaj o uczuciach.

Dzieci, które potrafią radzić sobie ze stresem zazwyczaj mają bliską i ciepłą relację ze swoimi rodzicami. Taki rodzaj więzi pomaga im w radzeniu sobie z codziennymi problemami. Podstawą do jej zbudowania jest rozmawianie z dzieckiem o uczuciach/emocjach. Nie należy ukrywać swoich emocji przed pociechami, należy je opisywać, trzeba też wypytywać o uczucia dzieci – te dobre i te złe. Szczera rozmowa pomaga maluchom definiować emocje  i radzić sobie z nimi. (…)


cały artykuł można przeczytać tutaj:

www.charaktery.eu/wiesci-psychologiczne/9428/Jak-wzmacnia%C4%87-swoje-dziecko


PSYCHOLOG W GDAŃSKUPSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA GDAŃSK

Wywiady: „Twardziel, czyli kto?”

Gabinet Psychoterapii GdańskW „Wysokich Obcasach” pojawił się ciekawy wywiad dotyczący odporności i dojrzałości psychicznej. Rozmawiają redaktorka Agnieszka Jucewicz i psycholog dr Magdalena Kaczmarek:

Dr Magdalena Kaczmarek – psycholog, adiunkt w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Interesuje się różnicami indywidualnymi, które mają znaczenie w radzeniu sobie z wyzwaniami, zarówno tymi pozytywnymi, jak i negatywnymi.

Prawdziwi twardziele, których nic nie rusza – są tacy ludzie?

Nigdy i nic? Wątpię. Chociaż w latach 60. i 70. w Stanach Zjednoczonych rzeczywiście w psychologii pojawiło się pojęcie „hardiness”, czyli dosłownie „twardość”. Opisywało ono ludzi, u których pewna kombinacja cech osobowości miała sprawiać, że byli oni w stanie sobie poradzić nawet z najbardziej traumatycznymi zdarzeniami. Mówiąc kolokwialnie: brali je na klatę i szli dalej. We mnie to pojęcie budzi wiele wątpliwości, bo to, jak człowiek sobie radzi ze stresem, nie jest jego stałą cechą, nie wynika jedynie z tego, jakie on ma predyspozycje. Gdyby założyć, że twardziele są zawsze jak skała, to jak wytłumaczyć chociażby samobójstwa takich niezłomnych ludzi jak znany polityk czy generał?

W latach 90. pojawiło się inne, moim zdaniem bliższe rzeczywistości pojęcie tzw. rezyliencji, zaczerpnięte z inżynierii, a konkretniej – nauki o materiałach. Jeśli materiał zostanie poddany dużej sile i się odkształci, ale nie pęknie, to znaczy, że jest rezylientny.

Inaczej mówiąc – sprężysty?

Raczej odporny. Są takie materiały i są tacy ludzie. To nie znaczy, że traumatyczne doświadczenia po nich „spływają”. One też ich zaburzają, ale dzięki pewnej pracy, którą ci ludzie wykonują, podnoszą się i dalej dobrze funkcjonują.

Tę umiejętność mają po prostu w sobie?

Pyta mnie pani, czy rezyliencja to kwestia genów? No właśnie nie. To jest cecha, którą każdy może się nauczyć w sobie wzmacniać. Bo ona nie zależy jedynie od tego, jacy jesteśmy, ale również od innych czynników, na przykład od tego, w jakim momencie życia spotyka nas to negatywne doświadczenie, jaki rodzaj wsparcia dostajemy, czy przed chwilą nie spotkała nas inna tragedia.

W jakich okolicznościach pojawiły się badania nad odpornością psychiczną?

Kiedy na nowo zaczęto definiować traumę. Przez dziesiątki lat po wojnie, gdy po raz pierwszy zajęto się traumą w psychologii, mówiono o tym, że jest to wydarzenie przekraczające normalne wyobrażenie, coś „niebywałego”: zagrożenie życia albo widok śmierci drugiego człowieka. Bycie ofiarą napaści, pobicia, gwałtu, katastrofy, pożaru, powodzi czy widok makabrycznych scen – to wszystko zakwalifikowano jako traumę. Ale kiedy – właśnie w latach 80. w USA – przeprowadzono badania nad powszechnością traumatycznych zdarzeń na dużej grupie ludzi, okazało się, że takie doświadczenia nie są ani rzadkie, ani „niebywałe” – przeszła je blisko połowa ludzi, z czego jedna trzecia nawet więcej niż raz. Rozszerzono też definicję traumy, bo zorientowano się, że nie musi dojść do zagrożenia życia czy zdrowia – wystarczy, że czyjeś poczucie bezpieczeństwa, integralność zostaną naruszone, na przykład w wyniku napaści rabunkowej, aby takie zdarzenie było traumatyczne.

I co się okazało?

Okazało się, że większość ludzi jakoś sobie radzi! I to było kolejne odkrycie, bo w badaniach zakładano, że trauma automatycznie oznacza zespół stresu pourazowego. To znaczy wiadomo było, że nie wszyscy na niego cierpią, ale bardziej się interesowano tymi, którzy go mieli, i tym, jak powstaje, niż całą resztą. W imię tego, że to przecież oczywiste, że jak w życiu człowieka dzieje się coś „nienormalnego”, to on reaguje na to psychopatologią: ma objawy przypominające depresję, izoluje się, unika tego, co się z traumą kojarzy, na przykład nie wychodzi z domu, jeśli był napadnięty, zmaga się ze wspomnieniami tego wydarzenia – na jawie i we śnie – jest drażliwy, ma kłopoty z koncentracją, ze snem itd. To są klasyczne objawy zespołu stresu pourazowego, czyli PTSD (posttraumatic stress disorder). W trakcie tych badań okazało się też, że to nieprawda, iż PTSD dotyka każdego po traumie i że w zasadzie pełne objawy tego zaburzenia rozwijają się u mniejszości ludzi. Jeśli chodzi o wypadki drogowe – poważne, nie takie, w których komuś się lusterko odgięło – to dotyczy około 10 proc. osób. (…)”


cały wywiad jest do przeczytania tutaj:

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53664,17169969,Twardziel__czyli_kto_.html


PSYCHOTERAPEUTA W GDAŃSKUGABINET PSYCHOTERAPII GDAŃSK