Portale internetowe: „Dlaczego pozytywny obraz własnego ciała jest taki ważny?”

Poniżej artykuł dotyczący obrazu własnego ciała a zwłaszcza kształtowania się pozytywnego myślenia o sobie i swoim ciele u dzieci. Tekst ukazał się na portalu internetowym „Dzieci są ważne”:

Psychoterapeuta w Gdańsku„„Obraz własnego ciała” to umysłowa reprezentacja wyglądu, na którą składają się uczucia, myśli, oceny dotyczące postrzegania rozmiarów, funkcji i możliwości własnej cielesności. Wiąże się ona również z orientacją we własnym ciele i wiedzą na temat jego budowy czy fizjologii. Ta reprezentacja tworzy się już w pierwszych tygodniach życia dziecka. Niebagatelny wpływ na jej kształtowanie mają rodzice.

Dlaczego pozytywny obraz własnego ciała jest taki ważny?

Młodzi ludzie z pozytywnym obrazem własnego ciała czują się dobrze ze sobą i są bardziej pewni siebie. Nie liczą obsesyjnie kalorii, nie spoglądają z niepokojem na wagę. Negatywny wizerunek ciała mają zazwyczaj osoby niespokojne, izolujące się od otoczenia i te, które narażone są z jednej strony na większe ryzyko otyłości, z drugiej zaś – zaburzenia odżywiania.
Pozytywny obraz ciała najczęściej podlega modelowaniu i jest kształtowany w pierwszym miejscu przez samych rodziców, w dalszej perspektywie zaś – media i grupę rówieśniczą. O ile na dwa ostatnie punkty nie mamy dużego wpływu, o tyle w kwestii własnych przekonań o cielesności możemy zrobić całkiem sporo. Pierwszym krokiem jest zrozumieć, że coś takiego jak „obraz własnego ciała” w ogóle istnieje i że jest to zjawisko zupełnie niezależne od tego, jak faktycznie wyglądamy (możesz być otyły a więc nie pasować do promowanego społecznie wyglądu, a jednocześnie mieć pozytywny obraz ciała). Druga rzecz to przyjrzenie się temu, jakie kroki podejmujemy (świadomie bądź nie) ku temu, by nasze dzieci zdrowo i świadomie spoglądały na swoją cielesność.

Obraz ciała a rozwój dziecka

Pierwsze informacje o sobie dziecko czerpie z kontaktu z rodzicami. Kiedy otrzymuje od nich pozytywny przekaz i pełną akceptację, kiedy rodzice odpowiadają na jego potrzeby, u malucha kształtują się pozytywne uczucia, które stanowią podstawę prawidłowego wizerunku ciała. Niezwykle ważną rolę w tej kwestii odgrywa dotyk rodzica. Decydująca jest też odpowiednia stymulacja, polegająca na kołysaniu, masowaniu i głaskaniu ciała dziecka.
W następnym etapie, kiedy maluch zaczyna rozumieć mowę, istotne stają się komentarze dotyczące wyglądu dziecka, a także ich brak. Z jednej strony istnieją rodzice, którzy krytykują („zobacz jakim jesteś brudasem!”, „ładne dziewczynki nie wkładają rączek do buzi!”) , z drugiej – chwalą („jesteś najpiękniejsza na świecie”, „jesteś takim silnym, dużym chłopcem, do tego przystojniakiem!”), ale są też tacy, którzy ignorują ciało i wygląd dziecka, bądź nie zapewniają mu niezbędnego do rozwoju kontaktu fizycznego – nie przytulają, nie głaszczą, nie trzymają za rękę. Wszystkie te aspekty są równie ważne w kształtowaniu obrazu własnego ciała, który największą rolę zaczyna odgrywać w okresie dojrzewania. (…)”


cały artykuł można przeczytać tutaj:

www.dziecisawazne.pl/dlaczego-pozytywny-obraz-wlasnego-ciala-jest-taki-wazny


PSYCHOTERAPEUTA W GDAŃSKUPSYCHOLOG GDAŃSK

Portale internetowe: „Niska samoocena – nie podcinaj skrzydeł!”

Na portalu internetowym „Stress Free” ukazał się krótki artykuł – przewodnik dotyczący wychowywania dzieci i przekazu, jaki od swoich rodziców dostają najmłodsi:

Psychoterapia Psychodynamiczna Gdańsk„Znowu rozlałeś – niezdara! Co z Ciebie wyrośnie. Jesteś brudna jak świnia, że też inne dzieci potrafią być czyste. Daj to – nie potrafisz. Niczego nie umiesz zrobić dobrze. Tyle razy ci powtarzałem, jak można być tak głupim”. Komunikaty wysyłane do dziecka (często w sytuacjach stresowych) – sprawiają, że niska samoocena może stać się dużym problemem w jego dorosłym życiu. Nie podcinaj skrzydeł!

Wielu rodziców nie zdaje sobie nawet sprawy – jak duże znaczenie ma to, w jaki sposób formułują i przekazują komunikaty skierowane do dziecka i jak to będzie rzutować na jego przyszłość.

Kiedyś już chyba nawet pisałam o sytuacji, gdy na własne uszy miałam okazję się przekonać, jak bardzo dziecko uczy się „sposobu mówienia” od rodziców i go później naśladuje. Dziwiłam się, czemu dziecko mówi tak głośno, jakby krzyczało do kogoś w drugim pokoju…mimo że stało kilka kroków od swojego rozmówcy. Gdy posłuchałam jego rodzica – zrozumiałam. W ich domu praktykowało się komunikację krzykiem, która przez kogoś „obcego” mogła być odbierana jako mówienie z agresją. Jeśli w dorosłym życiu człowiek ten będzie „mówił krzykiem”, może być źle/opacznie odbierany/rozumiany przez otoczenie. I zupełnie nie rozumieć, dlaczego tak się dzieje…

Niska samoocena niczym kula u nogi

W przypadku zdań oceniających – przypinających do dziecka negatywne „łatki” problem polega na tym, że dziecko się nimi karmi; na tym buduje swoje poczucie wartości, ocenę samego siebie… Jeśli dzień po dniu, latami słyszy co jakiś czas – „Ty nic nie potrafisz.”, „To zbyt trudne dla Ciebie, zostaw” – zakodowuje to sobie i zabiera ze sobą w dorosłość. Nawet jeśli z pozoru, jako dorosły człowiek będzie sprawiał wrażenie pewnego siebie –  komunikat z dzieciństwa może go bombardować w sytuacjach stresujących, kryzysowych, hamować jego rozwój. Może również się tak stać, że dziecko założy, że skoro rodzic/bliskie mu osoby mają o nim takie, a nie inne zdanie, to rzeczywiście nie ma po co próbować dążyć do czegoś w życiu. Przecież i tak wiadomo, że „ja zawsze zawalam”, „nigdy nic nie zrobię dobrze”… W takiej sytuacji niska samoocena (poczucie wartości zagłodzone w dzieciństwie) będzie niczym ciągnąca się za człowiekiem ciężka kula u nogi. (…)”


całość jest dostępna tutaj:

www.stressfree.pl/niska-samoocena-nie-podcinaj-skrzydel


PSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA GDAŃSKPSYCHOLOG W GDAŃSKU

Prasa: „Jak wzmacniać swoje dziecko?”

Parę fundamentalnych zasad dotyczących wychowywania dzieci i krzewienia w nich poczucia własnej wartości – tak w skrócie można opisać ten treściwy artykuł zamieszczony na łamach miesięcznika „Charaktery”:

Psychoterapia Psychodynamiczna Gdańsk„Dzieciństwo jawi się nam po latach jako czas szczęścia i beztroski. Ale czy takie jest? Niekoniecznie. To czas pełen pułapek i potknięć, których skutki doskwierają długo. Jak sprawić by naszych dzieci to tak nie bolało? Jak poprawiać odporność psychiczną dzieci?

Dzieci, które nie są odporne psychicznie narażone są na problemy emocjonalne, społeczne, poznawcze. Budowanie ich odporności psychicznej jest możliwe – choć trudne. Wymaga to zarówno pracy ze strony dziecka, jak i jego najbliższego otoczenia – rodziców i rodzeństwa. Badania pokazały, że rodzice którzy od wczesnych lat angażują się mocno w życie dzieci pomagają rozwinąć zdolności adaptacyjne, budują poczucie bezpieczeństwa, zdrowe emocje czy umiejętności interpersonalne swoich pociech.
Aby pomóc rodzicom we wzmacnianiu psychicznej odporności dzieci Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne opracowało zbiór praktycznych porad (Resilience Booster: Parent Tip Tool), które są szeroko kolportowane. Podobny poradnik został przygotowany także na podstawie badań przeprowadzonych przez dr Valerie Maholmes i dr Rosalind B. King (The Oxford Handbook of Poverty and Child Development, 2012).
Lista pożądanych zachowań, której skrót publikujemy, jest skierowana zarówno do świeżo upieczonych rodziców oraz tych bardziej doświadczonych.

1. Wyznacz jasne zasady i bądź konsekwentny.

Dzieci muszą wiedzieć czego się od nich wymaga i czego one mogą wymagać. Takie ogólne zasady zapewniają dziecku poczucie bezpieczeństwa i komfortu, ich brak – rodzi niepewność i stres. Ale żeby to działało, żeby umacniało psychikę dziecka, zasady muszą być stosowane konsekwentnie. Rodzice powinni jasno komunikować czego oczekują od dzieci i jakie konsekwencje wiążą się z nieprzestrzeganiem wyznaczonych reguł.
Regularne posiłki, stałe pory spania, oglądanie filmów czy wspólne zabawy – to elementy codziennej rutyny, które pomagają dzieciom w radzeniu sobie ze stresem i wzmacniają w nich pozytywne emocje.

2. Rozmawiaj o uczuciach.

Dzieci, które potrafią radzić sobie ze stresem zazwyczaj mają bliską i ciepłą relację ze swoimi rodzicami. Taki rodzaj więzi pomaga im w radzeniu sobie z codziennymi problemami. Podstawą do jej zbudowania jest rozmawianie z dzieckiem o uczuciach/emocjach. Nie należy ukrywać swoich emocji przed pociechami, należy je opisywać, trzeba też wypytywać o uczucia dzieci – te dobre i te złe. Szczera rozmowa pomaga maluchom definiować emocje  i radzić sobie z nimi. (…)


cały artykuł można przeczytać tutaj:

www.charaktery.eu/wiesci-psychologiczne/9428/Jak-wzmacnia%C4%87-swoje-dziecko


PSYCHOLOG W GDAŃSKUPSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA GDAŃSK

Portale internetowe: „Jak wychować człowieka z poczuciem własnej wartości?”

Gabinet Psychoterapii GdańskNa portalu internetowym „Dzieci są ważne” pojawił się ciekawy tekst – poradnik dotyczący poczucia własnej wartości u dzieci. Autorką jest Ewelina Adamczyk. Warto przeczytać!

„Kiedy myślę o poczuciu wartości człowieka, wyobrażam sobie dom i jego fundament. Zdarza się, że budowniczy użyją zbyt słabych materiałów, bywa że miejsce na dom zostało niezbyt roztropnie wybrane i fundament jest stale podmywany przez wodę. Bywa i tak, że dom dostaje solidny fundament w bezpiecznym otoczeniu.

Zatem bez poczucia własnej wartości trudno wyobrazić sobie spełnione, udane, satysfakcjonujące życie człowieka – małego i dużego.

Agnieszka Stein tak mówi o poczuciu własnej wartości:

„Dobrze, że jestem na świecie. Mam tu swoje miejsce i jestem potrzebny. Mam własną drogę do przejścia, własną lekcję do nauczenia i własne zadanie do wykonania. Nie jestem ani lepszy, ani gorszy od innych i nie ma nikogo na świecie takiego samego, jak ja. Jestem niepowtarzalny. W tej chwili może niewiele wiem i umiem, ale cały czas się uczę i rozwijam. Robię to we własnym tempie i najlepiej jak potrafię.”

„Jestem w porządku i mam swoją wartość tylko dlatego, że istnieję”, dodaje Jesper Juul.

Zdolne to za mało

Takie postrzeganie dziecka rodzice przyjmują w pierwszych latach jego życia – jest ono darem, cudem, źródłem radości i miłości. Niestety zdarza się zbyt często, że z budowania poczucia własnej wartości rodzice, sami nie wiedząc kiedy, zaczynają inwestować w kształtowanie u dziecka wiary w siebie, w swoje możliwości, zdolności – a to nie to samo. Nie ma w tym nic niewłaściwego, ale wzmacnianie wiary w siebie nie spowoduje podniesienia poczucia własnej wartości, jeśli jest ono niskie. T, jak zdolne czuje się dziecko, nie podniesie jego samooceny.

Warto zadbać o to, by dziecko miało satysfakcję z faktu bycia sobą – „jestem ok, taki, jaki jestem”. By nie czerpało radości życia tylko z tego, co mu się udało, co osiągnęło – „lubię siebie, mimo, że nie potrafię pływać, nie udaje mi się zbudować wieży z klocków, boję się ciemności”.

Jak zatem wspierać poczucie wartości u dzieci?

1. Dostrzegać i akceptować takimi, jakimi są.

Bez ocen i etykietek – także tych pozytywnych – widzę, słyszę, jestem, gdy moje dziecko potrzebuje mojej uwagi np.:

„Mamo, patrz” – „Widzę cię” zamiast – „Super!, ależ jesteś zdolna”. Dostrzeganie istnienia dziecka zastępuje chwalenie osiąganych przez nie celów.

„Boję się”  – „ Jestem przy tobie. Boisz się, bo tego nie znasz….” zamiast „ Nie ma się co bać, przecież to nic takiego”.

Uznawanie uczuć dziecka zastępuje ich bagatelizowanie i podważanie.

2. Wyrażać miłość i czułość tak, by dziecko czuło się kochane.

Czasem wystarczy spojrzenie, uśmiech, pomachanie ręką w odpowiedzi na zaproszenie dziecka, by uczestniczyć w jego doświadczeniu zamiast: „ Uważaj, bo spadniesz i złamiesz nogę . Ciągłe zamartwienie się odwraca uwagę dziecka od nowych doświadczeń i skupia ją na uczuciach matki. Jednocześnie osłabia rozwój poczucia własnej wartości, gdyż dziecko otrzymuje komunikat ”nie może ci się to udać”. Można powiedzieć o swoich uczuciach: „Nie czuję się pewnie, gdy to widzę, boję się, że…chcesz mojej asekuracji?” (…)”


cały artykuł jest do przeczytania tutaj:

www.dziecisawazne.pl/jak-wychowac-czlowieka-z-poczuciem-wlasnej-wartosci/


PSYCHOTERAPIA W GDAŃSKUGABINET PSYCHOTERAPII GDAŃSK

Wywiady: „Ciała bez głów.”

Gabinet Psychoterapii w GdańskuNa łamach „Polityki” ukazała się rozmowa z Katarzyną Schier – o tym, dlaczego jesteśmy niezadowoleni z własnego wyglądu:

„Joanna Drosio-Czaplińska: – Otwieram gazetę dla ciężarnych. W środku porady na temat diet odchudzających. Co to o nas mówi?

Katarzyna Schier: – Że tak źle jeszcze nie było. Wyniki prowadzonych badań w porównaniu z minionymi latami ujawniają gwałtowną zmianę na gorsze. Niezadowolone ze swojego wyglądu są już dziś 10–11-letnie dzieci, większość to dziewczynki. Chłopcy zaś dzielą się na tych, którzy chcą schudnąć, i tych, którzy chcą nabrać masy. Procesy globalizacji promujące jednakowe wzorce pod każdą szerokością geograficzną dołożyły swoje. Niezadowolenie z ciała staje się normatywne. Na tym żerują koncerny kosmetyczne, farmaceutyczne i wiele innych sprzedających iluzję. Oraz różni guru od fitnessu, styliści.

Z badań TNS OBOP wynika, że prawie 90 proc. Polek z wyższym wykształceniem poddałoby się operacji plastycznej, gdyby mogło. Dwie trzecie marzy o poprawieniu twarzy, połowa brzucha, co czwarta ud. Tylko co piąta kobieta jest zadowolona z własnego ciała.

I ten obraz własnego ciała ma niewiele wspólnego z tym, jak wyglądamy. A standardy windowane są coraz wyżej. Kobiety, które naprawdę poddały się operacji plastycznej, są, owszem, zadowolone z efektów zabiegów – ale tylko pod kątem zoperowanego fragmentu ciała: nosa, piersi, ust. Spodziewane zadowolenie z siebie jednak nie przychodzi.

Niektórzy idą dalej, poprawiając policzki, brodę, uszy, oczy…

Okaleczając się do późnej starości. Robiłam niedawno wraz z Ewą Młożniak badania polegające na tym, że kobiety miały dokończyć zdanie: moje ciało to…, i okazało się, że ponad 50 proc. odpowiadało: „moja wizytówka”, „narzędzie”, „organizm”, „kupa mięsa”. To instrumentalne traktowanie siebie. Znacznie mniej osób odpowiedziało: „moje ciało to ja” albo „moje ciało to część mnie”. Określiłyśmy to zjawisko uprzedmiotowieniem ciała.

A jak jest u mężczyzn?

Podobnie. Robiłam badania z mężczyznami chodzącymi na siłownię kilka razy w tygodniu, którzy odczuwają przymus ćwiczenia. Okazało się, że zwiększona ilość ćwiczeń wcale nie powoduje u nich lepszego samopoczucia. Im więcej ćwiczą, tym gorzej się czują. Chwilowo, w trakcie – lepiej, potem tak samo źle. To idzie w parze z instrumentalnym podejściem do seksu. Niektórzy mówią nawet: „Bez bicepsu nie ma seksu”. Relacja z kobietą to dla nich też rodzaj gimnastyki. Jak widać – płeć inna, sceneria odmienna, ale problem ten sam: odcięcie ciała od psychiki.

Z czym to się wiąże?

To problem o skali społecznej, bo oznacza też brak szans na bliskość z drugim człowiekiem. Może wydawać się, że ci, którzy tak bardzo dbają o wygląd – nie pozwalają sobie przytyć, ćwiczą – albo lubią szybki seks – to właśnie ludzie, którzy kochają ciało. Ale jest dokładnie odwrotnie. Takim osobom to wszystko służy często do regulacji emocji, bo ludzie odcięci od ciała, paradoksalnie, nie potrafią uspokoić emocji przy pomocy umysłu, a jedynie poprzez ciało. Przymus ćwiczeń działa podobnie jak seksoholizm, alkoholizm, narkomania i zalicza się do grupy uzależnień. I w pewnym sensie odcina od życia, od witalności i przyjemności. Ale ludzie uzależniają się też od zdrowych nawyków, jak ekojedzenie, bycie fit, czy zabiegów kosmetyczno-chirurgicznych. Znam panią po czterdziestce, która pierwsze, co robi, gdy zawita do obcego kraju, to lokalizuje fitness i siłownię. I odwiedza ją codziennie, będąc na urlopie z mężem i małymi dziećmi. Bo dla niej to jest akurat najpewniejszy sposób radzenia sobie z niepokojem. Daje złudzenie kontroli nad rzeczywistością poprzez kontrolowanie ciała. (…)

Ukojenie poprzez kontrolowanie to jedno, a drugie to kult młodości, który sprawił, że starość stała się czymś wstydliwym. W show-biznesie młodzieńczość jest wręcz kompetencją. Mając lat 50, trzeba wyglądać na 25.

I tak z menopauzy robi się chorobę, a miliony kobiet dręczą swoje ciała, żeby wpisać się we wzorzec urody, czyli de facto zadowolić innych i osiągnąć poczucie mocy przez poczucie kontroli. W mojej praktyce klinicznej mam największą trudność właśnie w pracy z pacjentkami, które utożsamiają się z nierealnymi wyobrażeniami. Udają same przed sobą, że się nie zestarzeją i nie umrą. Nie ma w ich opowieściach treści na temat bólu związanego z utratą młodości, a słowa potrzebne są do budowania tożsamości. Tożsamość to ciągłość, trwałość, która się jednak kończy. Żyjemy w iluzji wieczności. Nigdy jeszcze to udawanie w kontekście cielesności nie było tak rozwinięte. Moim zdaniem to wręcz jakiś współczesny rodzaj niewolnictwa. (…)”

Dr hab. Katarzyna Schier jest profesorem na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Pracuje też jako psychoterapeutka. Jest autorką m.in. książki „Piękne brzydactwo. Psychologiczna problematyka obrazu ciała i jego zaburzeń”.


cały artykuł do przeczytania na stronie internetowej „Polityki”:

www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1570823,1,dlaczego-jestesmy-niezadowoleni-z-wlasnego-wygladu.read


GABINET PSYCHOTERAPII W GDAŃSKUPSYCHOTERAPEUTA GDAŃSK

Prasa: „Bezcenna samoocena.”

Gabinet Psychoterapii w GdańskuKinga Tucholska, redaktorka „Polityki” podejmuje próbę odpowiedzi na pytanie: Kiedy i po co budować w dziecku poczucie własnej wartości? w artykule pt.: „Bezcenna samoocena”:

„Carl Rogers, wybitny terapeuta humanistyczny, po setkach godzin spędzonych na sesjach z rozmaitymi klientami doszedł do wniosku, że każdy z nas, niezależnie od wieku, ma dwie podstawowe potrzeby psychiczne: uznania ze strony innych i szacunku do samego siebie. Stopień ich zaspokojenia określa nasz koloryt emocjonalny, sposób myślenia, podejmowane decyzje, działania i ich efektywność. Te dwie wrodzone potrzeby kształtują się bardzo wcześnie, na bazie komunikatów, jakie otrzymujemy od pierwszych chwil swojego życia i później, również w szkole. Z nich wywodzi się poczucie własnej wartości.

Czym skorupka za młodu

Rodzice Tosi nie mogli się nacieszyć jej przyjściem na świat. Jest ich kochanym maleństwem, kruszynką, skarbem. Rozjaśniają się, patrząc na nią, głaszczą, mówią o niej dużo i dobrze. Tosia od różnych osób słyszy, jaka jest śliczna, dobra i mądra. Szybko sama zaczyna tak o sobie mówić. Nawet kiedy w szkole okazuje się, że ma większe niż inne dziewczynki trudności ze stawianiem zgrabnych literek, nie zniechęca jej to. W domu słyszy, że są z niej dumni, bo tak wytrwale uczy się pisać. Nauczycielka chwali ją za pilność. A ona wie, że jeszcze jej to nie wychodzi, i ćwiczy dalej.

W domu Tomka rzadko się uśmiechają. Chłopiec często płacze, co jego mamę doprowadza do rozpaczy i wściekłości. Wtedy wciska mu smoczek i każe się zamknąć. Tomek dowiaduje się, że byłoby lepiej, gdyby się nigdy nie narodził, bo tylko z nim kłopot. Rzadko ktoś bierze go na ręce. O sobie słyszy tyle, że bachor, dzieciak, wrzaskun. A później, mimo że w nauce żadnych problemów nie ma, ciągle powtarza, że jest głupi i do niczego, i że nic nie wie. Mówi to tak przekonująco, że wiele osób naprawdę się nabiera.

Dzieci bardzo szybko orientują się, czy są akceptowane czy nie. Tak jakby były wyposażone w dodatkowy zmysł specjalnie nastawiony na odbiór akceptacji. Wychwytują najsubtelniejsze sygnały – słowa, ton głosu, gesty. Dzieje się to w większości na nieświadomym poziomie. Na podstawie tego, jak się do nich mówi, czy zaspokaja ich potrzeby, czy się podobają i czy spełniają oczekiwania, budują przekonania na własny temat. Przekonania te tworzą tzw. obraz siebie i samowiedzę. W sposób naturalny przychodzi dzieciom porównywanie tego, co o sobie wiedzą i myślą (jakie mają talenty, umiejętności, zalety, wady, ograniczenia i możliwości), z tym, co widzą u dorosłych i swych rówieśników, i co jest przez otoczenie nagradzane, a co dyskredytowane. Przez ten pryzmat zaczynają oceniać siebie, budując zręby samooceny.

Ważne w całym procesie jest też to, jak oceniane są przez innych, a szczególnie przez tzw. osoby znaczące, czyli te, które dziecko darzy zaufaniem i z których zdaniem się liczy. Do tego grona należą rodzice, dziadkowie, opiekunowie, z czasem rozszerza się ono na rodzeństwo, rówieśników i nauczycieli. Mechanizm ten wyjaśnia opisywana przez Daryla Bema, psychologa społecznego z Uniwersytetu Cornella, teoria lustrzanego odbicia. Zgodnie z nią samowiedzę budujemy w oparciu o to, jak interpretujemy reakcje innych ludzi w stosunku do własnej osoby. Samoocena kształtuje się więc dzięki wyobrażeniu o tym, jak nas spostrzegają inni, co o nas sądzą i jak oceniają. (…)

Psychiczny system odpornościowy

Strumień komunikatów zasłyszanych w pierwszych latach życia kształtuje bazowe poczucie własnej wartości. Jak się czuję z tym, kim jestem? Co myślę na temat swojego prawa do istnienia i nieskrępowanego wyrażania siebie, swoich emocji, myśli i pragnień? Czy daję sobie prawo do szczęścia? Czy cenię siebie? Odpowiedzi na te pytania pozwalają wysondować poziom samouznania. Im pewniejsze „tak”, tym wyższe poczucie własnej wartości. Aby dobrze służyło, jest jednak ważne, by było nie tylko wysokie, ale również pewne, stabilne w czasie i adekwatne, czyli mające pokrycie w rzeczywistości. Wtedy można je określić mianem zdrowego. (…)”


cały artykuł do przeczytania na stronie internetowej „Polityki”:

www.polityka.pl/jamyoni/1557093,1,bezcenna-samoocena.read


GABINET PSYCHOTERAPII W GDAŃSKUPSYCHOLOG GDAŃSK