Wywiady: „Przemoc finansowa boli równie mocno jak pięść partnera na twarzy.”

Na portalu internetowym „Na Temat” ukazał się wywiad – rzeka z psychoterapeutą, Mieczysławem Jaskulskim. Rozmowa jest o pieniądzach i przemocy finansowej. Zapraszam o lektury!

Psychoterapia Gdańsk„Przemoc finansowa boli równie mocno jak pięść partnera na twarzy. Upokarza tak samo, jak drwina, która burzy twoje poczucie własnej wartości. Czasem nie zdajesz sobie sprawy, że dotyczy ona również ciebie. A jeśli już wiesz, to masz poczucie, że tkwisz w sytuacji bez wyjścia. Jak się uwolnić z tej pułapki, jak otwarcie rozmawiać o pieniądzach w związku oraz jak wychować swoje dziecko, by nigdy nie stało się ofiarą, ani tym bardziej katem. Rozmawiam o tym z Mieczysławem Jaskulskim – psychoterapeutą Labolatorium Psychoedukacji. Zaparz kawę i porozmawiaj z nami.

Wczoraj rozmawiałam ze kolegą, który opowiadał mi o powszechnym zjawisku przemocy finansowej wśród swoich znajomych. Zaskoczyło mnie, kiedy powiedział, że kobiety, które tej przemocy doświadczają, często nawet nie są tego świadome. Według niego przemoc zaczyna się w momencie, w którym rodzi się dziecko. Ona zostaje w domu, by je wychowywać. On w tym czasie zaczyna więcej zarabiać, więc ona nie musi wracać do pracy, lub po paru latach nawet kiedy chce, to nie bardzo ma jak.

Przede wszystkim takie sytuacje, jak przemoc finansowa nie powstają nagle. One, w taki czy inny sposób, musiały się dziać od początku związku, bo przecież mężczyzna nie zmienił się nagle, pod wpływem pojawienia się na świecie dziecka i tego, że ta kobieta przez pierwsze lata je wychowywała, dając mu tym samym bezcenną wartość.

Czyli historia przemocy w takiej rodzinie musiała mieć miejsce od samego początku?

Oczywiście, był jednak jakiś powód, dla którego oboje tego nie dostrzegali, ale też być może, nie omówili tego, jak widzą na przykład podział obowiązków w tej relacji.

Czy pieniądze są również o władzy?

Pieniądze mogą spełniać przeróżne funkcje, ale przede wszystkim są symbolem – na przykład szeroko pojętej dominacji. Warto jednak pamiętać, że za każdą tyranią najczęściej stoi lęk, rodzaj słabości, a pieniądze są formą siły, która te wszystkie słabości zasłania.

To ważne co Pan powiedział, bo to demaskuje oprawcę, ale przecież wiemy, że on sam z siebie się nie zmieni, dopóki faktycznie nie zobaczy, że ma problem. Co ma jednak zrobić kobieta, która tego doświadcza, a na dodatek nie zarabia?

Wie Pani, w tym ‘nie zarabia’ tkwi pewien haczyk. Bo fakt, że nie zarabia, nie oznacza, że nie wnosi wartości. Pytanie na co oboje partnerzy się godzą i na ile robią to świadomie, a na ile ‘w amoku miłości’, na przykład podpisując intercyzę i widząc same jej zalety. Wtedy powinna zapalić się lampka ostrzegawcza, zwłaszcza jeśli któraś ze stron czuje się do tego zmuszona.

Wracając do sedna, pytanie, jakie kobieta daje sobie prawo do zarobianych przez męża pieniędzy, podczas kiedy ona na przykład wychowywała dziecko. Z pracy z pacjentami w gabinecie wiem również, że często kobiety nie chcą wiedzieć o różnych rzeczach – na przykład ile kosztuje utrzymanie mieszkania, ubezpieczenie samochodu, czy jakie biznesy prowadzi mąż. Bo to je niepokoi, budzi lęk. (…)


całość jest dostępna tutaj:

www.natemat.pl/171009,przemoc-finansowa-boli-rownie-mocno-jakipiesc-partnera-na-twarzy-zobacz-jak-stajesz-sie-ofiara


 GABINET PSYCHOTERAPII W GDAŃSKUPSYCHOTERAPIA GDAŃSK

Wywiady: „Kłótnia dobra i zła.”

Na stronie internetowej tygodnika „Wysokie Obcasy” pojawił się ciekawy wywiad z psychiatrą, psychoterapeutą, prof. Bogdanem de Barbaro. Ze specjalistą rozmawia Agnieszka Jucewicz:

Psychoterapia Psychodynamiczna GdańskSą pary, które w ogóle się nie kłócą?

Może są, ale ja takich nie znam. Mogą twierdzić, że są ludźmi łagodnymi, ale każdy ma w sobie taką energię, która nazywa się złość, gniew, i ja jako terapeuta byłbym ciekaw, gdzie oni tę energię schowali.

Gdzie mogli ją schować?

Może ją tłumią i to im nie przeszkadza? My przecież mnóstwo rzeczy tłumimy – agresję, traumy z wczesnego dzieciństwa, lęki. W kłótni jednak zawiera się taka myśl: „Zależy mi na tobie, chcę ciebie, ale innego”.

Kłótnia jest lepsza niż obojętność?

Jest w niej życie, a kiedy ludzie milczą, to może znaczyć, że ich związek gaśnie.

Te pierwsze kłótnie w związku czego zwykle dotyczą?

Do kryzysu często dochodzi w momencie zmiany fazy życia. I przejście z tego stanu – nazwijmy to umownie – narzeczeństwa do małżeństwa niewątpliwie taką zmianą jest. Na idealnym obrazie pokazują się rysy. W fazie zakochania pary rzadko muszą się dzisiaj zajmować takimi przyziemnymi sprawami, jak wspólne obowiązki, dom, utrzymanie tego domu, co na pewno sprzyja rozmaitym konfliktom. Na początku jest tylko przyjemność, potem zaczyna się to zmieniać.

I co się okazuje?

Że nie jesteśmy jedną duszą i ciałem, tylko jesteśmy różni. Często dochodzi wtedy do głosu problem uzależnienia emocjonalnego, czasem i ekonomicznego od rodziców. Pojawia się rodzaj lojalnościowego rozdarcia: Kim jestem? Bardziej mężem czy synem? Żoną czy córką?

To są kłótnie o to, „dlaczego ty co niedziela musisz jeździć do matki”?

Mogą być o to. Dlaczego ja, twoja żona albo twój mąż, jestem zawsze na drugim miejscu? Dlaczego do niej dzwonisz pięć razy dziennie, a mnie wyślesz zdawkowego SMS-a? Co prawda to napięcie między synową a teściową zostało strywializowane w dowcipach, ale one często odzwierciedlają ważną okoliczność z początków związku – brak separacji z własnymi rodzicami. Nie chodzi o to, żeby się od rodziców odwrócić, ale żeby stać się autonomicznym człowiekiem, który ma prawo do własnej sprawczości, a nie tkwić wciąż w skórze pięcioletniego Józia czy Kasi. Jeśli ktoś się z tym nie uporał, to będą się mu mieszały postaci matki i żony czy też ojca i męża.

Jaka jest konsekwencja tego mieszania się?

Na przykład taka, że jeśli żona nie będzie mi prała koszul i serwowała co wieczór kolacji tak jak moja mamusia, to pomyślę, że ona widocznie mnie nie kocha. Z kolei żona być może była wychowana w takiej rodzinie, w której wspólnie przygotowywało się posiłki albo robił je ten, kto miał czas, a koszule ojciec prasował sobie sam. Ona po prostu pochodzi z innej kultury. (…)”


całość jest do przeczytania tutaj:

www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,17037241,Klotnia_dobra_i_zla___Zalezy_mi_na_tobie__chce_ciebie_.html


PSYCHOLOG W GDAŃSKUPSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA GDAŃSK

Wywiady: „Nie ma pary idealnej.”

Jolanta Drzewakowska rozmawia o trudnościach w związku podczas starań o dziecko z terapeutką Anną Zarzycką:

Psychoterapia Psychodynamiczna GdańskJak wiele par zgłasza się do terapeuty z problemem niepłodności?

Sporo osób zgłasza się indywidualnie. Częściej są to kobiety, które z różnych powodów nie dają sobie rady i trudno im się odnaleźć – czy z powodu depresji, związanej z oczekiwaniem na dziecko i staraniem się o nie, czy też ze względu na to, że nie układa im się w relacji. Mierzą się z odpowiedzią na pytanie, co dalej ze staraniem się o dziecko, ze związkiem. Czasem przychodzą sprawdzić swoją decyzję, na ile jest ona ugruntowana, słuszna. Jeśli zgłasza się para, to zazwyczaj z inicjatywy kobiety, choć nie zawsze to ona cierpi bardziej.

W którym momencie zgłasza się taka para lub osoba?

Każdy ma inny próg, kiedy myśli sobie, że już nie da rady i to go przerasta, wtedy następuje decyzja, aby skorzystać z terapii. Czasem jest to moment mobilizacji przed ostatnim podejściem do próby in vitro. Czasem jest tak, że para starająca się o dziecko dowiaduje się, że jeśli chodzi o względy medyczne, to wszystko jest w porządku, a więc warto może zgłosić się także do psychologa.

Często przychodzą kobiety, które w pewnym momencie odkrywają, że ich partnerom zależy mniej niż im. One się bardzo starają, wkładają w to dużo pracy, a widzą, że te wysiłki nie są równomiernie rozłożone. Czują, że ich partner nie jest zaangażowany albo wręcz  sabotuje różne działania. Motywacja do tego, żeby mieć dziecko, jest różna i różny jest wysiłek, który chce się włożyć w osiągnięcie tego celu. Uświadomienie sobie tego może być początkiem terapii, a w każdym razie szczerej rozmowy dotyczącej planów prokreacyjnych pary. Bo to, że razem staramy się o dziecko, wcale nie musi oznaczać, że chcemy mieć dziecko. Czasem jedno z nas pragnie dziecka, a drugie się na to godzi, z rozmaitych przyczyn.

Czy w ogóle możliwe jest, żeby te wysiłki były równomierne? Kiedy mówimy o dłuższych staraniach, wydaje się, że kobieta musi bardziej. To wynika z biologii, na niej spoczywa obowiązek badań i nawet jeśli problem jest po stronie partnera, to i tak kobieta poddawana jest wszystkim zabiegom. W związku z tym, trochę z natury, musi się bardziej postarać.

W tym staraniu może jednak czuć wsparcie, może także go w ogóle nie być albo jest niewystarczające. Często kobiety rozumieją, że „muszą bardziej” np. kiedy trzeba iść do lekarza, żeby się badać, przyjmować hormony i pilnować konkretnych dat, ale np. jeśli chodzi o regularne współżycie, to wtedy często mężczyzna czuje, że „musi bardziej”. Kobieta może się jednak czuć otoczona opieką, gdy wie, że temu mężczyźnie też zależy, ze jest przy niej, wspiera ją. Kiedy mężczyzna mówi: „Kochanie, jak będziesz tak chciała, to tak będzie. Jak ci bardzo zależy, zrób wszystko, co potrzeba”, kobieta odbiera to jako brak wsparcia, bo nie ma w tym towarzyszenia, nie ma wspólnego przeżywania rozczarowań, porażek. Podobnie mężczyzna może czuć wsparcie kobiety, gdy czuje, że w seksie ważny jest nie tylko element zapłodnienia, ale on, jego emocje. (…)”


cały wywiad jest dostępny tutaj:

www.chcemybycrodzicami.pl/artykul/775/nie-ma-pary-idealnej


 PSYCHOLOG W GDAŃSKUPSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA GDAŃSK

Wywiady: „Zdrada. Zjeść ciastko i mieć ciastko.”

O zdradzie i portalach randkowych dla osób w związkach: z Bartoszem Zalewskim, psychologiem i psychoterapeutą, rozmawia Iza Michalewicz.

Psychoterapia Psychodynamiczna w GdańskuJak to jest z tą zdradą: czy to, że mamy teraz więcej atrakcyjnych możliwości, powoduje, że zdradzamy częściej?

Portal, o którym pani pisze, to nowe opakowanie na starą rzecz. Część ludzi zawsze poszukiwała możliwości posiadania wielu związków (również wielu naraz). Przez większość naszej historii istniały instytucjonalne formy poligamii, choć trzeba przyznać, że dostępne były jedynie bogatym, dobrze urodzonym warstwom społeczeństwa. Posiadanie kochanek i kochanków istniało zawsze, podobnie jak zawsze istniała monogamia, w której żyje większość społeczeństwa.

Czasy się jednak zmieniają. I ludzie też.

Ostatnio przygotowywałem wykłady z zaburzeń rodziny i oglądałem nowe typy związków. Jest tego sporo. Ludzie balansują na granicy, eksperymentują. Jak to powiedział jeden z bohaterów pani reportażu: chcą zjeść ciastko i mieć ciastko. Być i nie być w związku jednocześnie. Bo mamy: małżeństwa, konkubinaty, kohabitaty, tak zwane związki LAT (living apart together, czyli małżeństwo na odległość; ludzie żyją w związku monogamicznym, nie zdradzają się, ale mieszkają osobno). Ale doszły do tego związki typu DINK – double income no kids (podwójny dochód, zero dzieci), i DINKY – no kids yet (czyli jeszcze bez dzieci).

Są też związki bez zobowiązań: jesteśmy, ale nie jesteśmy razem. I związki otwarte: seks z innymi partnerami bez emocjonalnego zaangażowania. Ludzie kombinują, jak tu być razem i mieć zarazem wszystko inne. Mówi się, że w dobrym związku jest też przestrzeń na nudę. Tymczasem bohaterowie pani tekstu podkreślają, że nuda jest czymś, czego oni nie akceptują. I nie chcą jej w życiu. Można spytać, dlaczego taka osoba decyduje się rozwiązywać tę nudę nie za pomocą człowieka, z którym żyje, lecz z kimś z zewnątrz. I kiedy byśmy o to zapytali, dowiedzielibyśmy się zapewne, że partner nie chce, jest leniwy, nieodpowiedni. I że się z nim nie da.

To po co żyją z tym człowiekiem?

Kiedy pary przychodzą na terapię, zazwyczaj mówią, że z partnerem jest coś nie tak i trzeba go zmienić. W trakcie terapii ewoluuje to w kierunku: co ja mogę zmienić? Jeżeli jednak partner ostro pije albo jest chorobliwie zazdrosny i to się nie zmienia, jedyną opcją jest zwinąć żagle i go zostawić. Zastanawiamy się jako terapeuci, jak to się dzieje, że ludzie się od siebie oddalają. Bohaterowie pani reportażu niewątpliwie szukają remedium na nudę. (…)”


cały wywiad jest do przeczytania na stronie internetowej „Wysokich Obcasów”:

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,16296193,Zdrada__Zjesc_ciastko_i_miec_ciastko.html


 TERAPEUTA GDAŃSKPSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA W GDAŃSKU

Konferencje, sympozja psychologiczne w Polsce: „Pracując psychoanalitycznie z parami.”

Polskie Towarzystwo Psychoterapii Psychoanalitycznej oraz Specjalistyczna Poradnia Rodzinna Dzielnicy Bemowo m.st. Warszawy zapraszają na konferencję pt.: „Pracując psychoanalitycznie z parami”, która odbędzie się w Warszawie, 5 marca 2016 roku.

Psychoterapia Psychodynamiczna w GdańskuOrganizatorzy zaprosili do wystąpień znakomitych gości związanych z Kliniką Tavistock Centre for Couple Relationships (TCCR) w Londynie oraz polskich terapeutów. Swoją pracę kliniczną zaprezentują między innymi: Mary Morgan, Stanley Ruszczynski, Jarosław Serdakowski. Wydarzenie będzie miało miejsce w Bemowskim Centrum Kultury (ul. Górczewska 201). Zgłoszenia oraz pytania proszę kierować na adres e-mail: psychoanalityczna.terapia.par@gmail.com. Szczegółowy program konferencji wkrótce.

Mary Morgan – Psychoanalityczka i psychoanalityczna terapeutka par, członkini zwyczajna Brytyjskiego Towarzystwa Psychoanalitycznego, założycielka i członkini Brytyjskiego Towarzystwa Psychoterapeutów Par. Kieruje programem kształcenia terapeutów par w Travistock Centre for Couple Relationships. Członkini Grupy Roboczej do spraw Psychoanalitycznej Pracy z Parami i Rodzinami przy Międzynarodowym Towarzystwie Psychoanalitycznym oraz członkini Rady Międzynarodowego Towarzystwa Psychoanalizy Par i Rodzin.

Stanley Ruszczynski – Psychoanalityk i psychoanalityczny terapeuta par. Członek zwyczajny Brytyjskiego Towarzystwa Psychoanalitycznego, Międzynarodowego Towarzystwa Psychoanalitycznego, Brytyjskiej Fundacji Psychoterapii, oraz Brytyjskiego Towarzystwa Terapeutów i Doradców Par. Dyrektor kliniczny oraz konsultant i psychoterapeuta dorosłych w Klinice Portman. Redaktor wydanej w Polsce książki pt.: „Psychoterapia Par”.

Jarosław Serdakowski – Dyrektor Specjalistycznej Poradni Rodzinnej Dzielnicy Bemowo m.st. Warszawy, członek nadzwyczajny Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Psychoanalitycznej. Pracuje psychoanalitycznie z parami.


TERAPIA GDAŃSKPSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA W GDAŃSKU

Konferencje, sympozja psychologiczne w Trójmieście: „Różnice (nie) do pogodzenia? O kryzysie w związku.”

4-5 grudnia 2015r. odbędzie się VII Ogólnopolska Konferencja Naukowa z cyklu „Teoria i Praktyka Terapeutyczna” pod tytułem: „Różnice (nie) do pogodzenia? O kryzysie w związku.” Wydarzenie będzie miało miejsce w budynku Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Gdańskiego, przy ul. Bażyńskiego 4.

Zostały jeszcze wolne miejsca!

Psychoterapia Psychodynamiczna w Gdańsku„Konferencja „Różnice (nie) do pogodzenia? O konflikcie w związku” jest elementem kampanii, której celem jest zwrócenie uwagi na jakość relacji w rodzinie i pokazanie ich znaczenia dla dziecka i rodziców. Wraz z zaproszonymi autorytetami będziemy poddawać refleksji i dzielić się doświadczeniem na temat wspierania rodziny, którą dosięgnął kryzys. Chcemy rozmawiać o tym, że kryzys czy konflikt w parze jest naturalnym stanem i nie musi prowadzić do wojny, więcej – może umożliwiać rozwój związku. W jaki sposób pielęgnować relacje w rodzinie w obliczu pojawiających się trudności oraz jak można sobie radzić z kryzysami i czym one są dla dziecka? Spróbujemy również odnieść się do powszechnego zjawiska rozwodów i związanych z tym problemów okołorozwodowych w rodzinie. Dobry, czy zły rozwód – od czego to zależy? Rozwód – komu i kiedy może pomóc, a komu i kiedy może zaszkodzić? Dlaczego dziecku niezbędna jest więź z obydwojgiem rodziców i do czego potrzebuje obcowania z wzajemną relacją rodziców? Co dalej z rodziną, w której dochodzi do rozwodu? Czy można rozstać się, nie niszcząc wszystkiego?”

[fragment opisu zaczerpnięty ze strony internetowej organizatora]


 Program Konferencji:

Piątek 04.12.2015

8:00-9:00 – Rejestracja

9:00-9:30 – Otwarcie

Moderator: prof. UG, dr hab. Wioletta Radziwiłłowicz

Sesja I

9:30-10:15 – prof. dr hab. Maria Beisert – wykład: Rozwód jako kryzys w życiu rodziny.

10:15-11:00 – Rafał Bornus – wykład: Kochać to pięknie się różnić.

11:00-11:15 – Pytania od uczestników

11:15-11:45 – Przerwa kawowa

Sesja II

11:45-12:30 – Katarzyna Kurkiewicz – wykład: Rozpad rodziny – znaczenie wspólnych ustaleń stron dla rozstrzygnięć sądowych.

12:30-13:15 – Justyna Dąbrowska – wykład

13:15-13:30 – Pytania od uczestników

13:30-14:30 – Dyskusja panelowa

14:30-15:30 – Przerwa obiadowa

15:30-17:00 – Warsztaty

Sobota 05.12.2015

Moderator: Marta Orańska

Sesja I

9:00-9:45 – prof. dr hab. Katarzyna Schier – wykład Dzieci opiekunami rodziców czyli zaburzenia przywiązania w rodzinie.

9:45-10:30 – dr Anna Jarmołowska – wykład Rozwód rodziców w oczach dziecka.

10:30-10:45 – Pytania od uczestników

10:45-11:15 – Przerwa kawowa

Sesja II

11:15-12:00 – Lech Kalita – wykład Czy terapia indywidualna pomaga rozwiązać kryzys w związku?

12:00-12:45 – dr n. hum Marek Jasiński, prof. NWSP – wykład: Konflikty inter- i intrapsychiczne a jakość pożycia seksualnego w różnych fazach związku partnerskiego.

12:45-13:00 – Pytania od uczestników

13:00-13:30 – Przerwa kawowa

Sesja III

13:30-14:20 – Słuchowisko „Wojna” na podst. książki Gro Dahle „Wojna”

14:20-14:40 – Dyskusja nt. słuchowiska z udziałem Grażyny Lewko i Teresy Smoły

14:40-15:40 – Dyskusja panelowa


szczegółowe informacje można uzyskać na stronie internetowej konferencji: www.konferencja.raclawicka.gda.pl


 PSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA W GDAŃSKUPSYCHOLOG GDAŃSK

Wywiady: „Nie muszę z tobą być.”

Gabinet Psychoterapii GdańskNa portalu internetowym „Gazety Wyborczej” ukazał się wywiad dotyczący kryzysów w związkach. Na pytania odpowiadają psychoterapeuci: Wojciech Eichelberger, Alicja Długołęcka, Agnieszka Iwaszkiewicz i Danuta Golec.

AGNIESZKA JUCEWICZ, GRZEGORZ SROCZYŃSKI: Czym jest kryzys w związku? Czy jest różnica między tym, co pacjenci nazywają kryzysem, a tym, co widzi doświadczony terapeuta?

WOJCIECH EICHELBERGER: Słowo „kryzys” jest nadużywane. Może dlatego, że żyjemy w hedonistycznej kulturze i oczekujemy, że wszystko będzie służyło przyjemności i szczęściu. Wielu ludzi wchodzi w związek z oczekiwaniem, że będzie jak w reklamach. Gdy pojawiają się trudności, zwłaszcza rozwojowe, które są w związku nieuchronne, natychmiast nazywa się to kryzysem. Podobnie nadużywamy słowa „depresja”: wszystko jest depresją, jak nam się humor obniży, to gotowi jesteśmy wziąć zaraz leki, do czego zachęcają reklamy.

ALICJA DŁUGOŁĘCKA: Kryzys może się pojawić, kiedy boimy się zdjąć maski i wejść w głębszą relację. Tak się zwykle dzieje, kiedy minie faza zauroczenia, zakochania, gdy odbijaliśmy się w oczach tej drugiej osoby lepsi i piękniejsi. Nie bardzo wierzymy, że partner przyjmie nas takimi, jacy jesteśmy naprawdę, że pora przestać udawać. Wielu ludzi boi się, że po fazie zakochania nic już nie ma. A właśnie wtedy może się zrobić najciekawiej.

Czyli kryzys jest związany z końcem udawania?

DŁUGOŁĘCKA: Tak często bywa.

AGNIESZKA IWASZKIEWICZ: Pary czasem nazywają kryzysem coś, co jest całkiem naturalne. Czasem wygodniej tak o tym myśleć, żeby nadać ważność jakiemuś własnemu stanowi wewnętrznemu, który jest związany z nową sytuacją w życiu. W książce pytaliście mnie np. o moment, kiedy pojawia się pierwsze dziecko. Niektóre pary odczuwają to jako kryzys, a to jest po prostu doświadczenie rozwojowe, trudny czas zgody na to, że zaczynamy funkcjonować w nowych rolach.

DANUTA GOLEC: W związkach pojawiają się kryzysy rozwojowe i kryzysy chorobowe i często są mylone. Trudne wyzwania bywają traktowane jak gorączka, którą należy natychmiast zbijać, co może tylko pogarszać stan. Para zakłada, że czegoś nie powinno w ogóle być, a kiedy pojawiają się trudności, no to koniec, trzeba się rozstać.

A jak się zorientować, czy mój związek przechodzi naturalny kryzys rozwojowy czy chorobowy?

GOLEC: Pojawia się inny klimat. Kryzys rozwojowy daje parze poczucie, że staje razem wobec trudności. A jeśli związek choruje, to zwykle każde jest osobno, na innej planecie.

Pojawia się poczucie osamotnienia?

GOLEC: To jeszcze za mało, bo ono może być subiektywne i zmienne, chodzi bardziej o całkowite rozminięcie się w zajmowaniu się wspólnymi problemami związku.

Czy w dzisiejszej kulturze jest coś, co wyraźnie sprzyja kryzysom? Bo statystyki są jednak dosyć zatrważające, np. w USA rozpadnie się połowa zawieranych dziś małżeństw, w Polsce – jedna trzecia.

GOLEC: Mamy dziś problem z osiąganiem dojrzałości emocjonalnej. Dojrzałość testuje się właśnie w sytuacjach trudnych, wtedy widać, czy osoba, która pozornie posiadła wszystkie atrybuty dorosłości, jest wystarczająco poukładana wewnętrznie, żeby sobie radzić z wyzwaniami życiowymi.

EICHELBERGER: Sięgając do praprzyczyn zaburzeń w sferze związków, trzeba powiedzieć o kryzysie bardziej podstawowym – kryzysie więzi, który zaczyna się w dzieciństwie. Skutkiem kryzysu więzi między rodzicami a dziećmi jest ogromny deficyt miłości. W gabinecie i w życiu od pewnego czasu obserwuję, że wielu młodych ludzi nie wierzy w to, że mogą być kochani. Jeśli wchodzi się w związek z takim bagażem, to para jest z góry skazana na głęboki kryzys, bo obie strony będą się zachowywać asekuracyjnie, nie będą tak naprawdę wierzyć, że to wszystko przetrwa.

Na wszelki wypadek nie zaangażuję się na sto procent, bo mogę zostać skrzywdzony, porzucony. Tak to działa?

EICHELBERGER: Bo NA PEWNO zostanę porzucony. Bo nie wierzę, żeby ktoś tak naprawdę chciał mnie wybrać i pokochać. I to jest podstawą całego tego zamieszania. Kryzys więzi rodzice – dzieci wynika z przemian ustrojowych i obyczajowych, kiedy całe pokolenia rodziców, już dwa, po prostu nie miały czasu dla dzieci. (…)”


cały wywiad jest do przeczytania tutaj:

http://wyborcza.pl/magazyn/1,144511,17843016,Nie_musze_z_toba_byc.html?


 TERAPEUTA W GDAŃSKUGABINET PSYCHOTERAPII GDAŃSK

Portale internetowe: „Uważaj, bo się z tobą rozwiodę…”

Gabinet Psychoterapii GdańskNa portalu internetowym „Onet.pl” pojawił się ciekawy artykuł dotyczący kryzysu w związku małżeńskim i tego, kiedy warto sięgnąć po pomoc w postaci psychoterapii pary:

„W każdym związku pojawiają się lepsze i gorsze dni. Są jak przypływ i odpływ. Gorzej, gdy statek o imieniu „małżeństwo” wciąż zbacza z kursu i osiada na mieliźnie. Gdzie jest granica, po przekroczeniu której należy opuścić pokład i wrzucić do butelki pozew o rozwód? Kiedy zaś warto wskoczyć razem do szalupy ratunkowej i skorzystać z terapii małżeńskiej? I choć odpowiedzi uniwersalnej brak, istnieje kilka fundamentalnych pytań, które trzeba sobie zadać.

Każdy związek przechodzi przez różne etapy. Od momentu motyli w brzuchu, romantycznej miłości czy ekscytujących uniesień, poprzez wspólne zamieszkanie, rodzicielstwo, codzienne życie. Etapy te w naturalny sposób wiążą się z kryzysami, których przezwyciężanie pozwala na dalsze funkcjonalne i trwanie relacji.

I tu warto się zatrzymać. Może rzecz w tym, że za wszelką cenę staramy się uniknąć konfliktów, bo jesteśmy przekonani, że różnice zdań/oczekiwań/życiowych priorytetów nie powinny mieć miejsca w „dobrym małżeństwie”. Może w konsekwencji trwamy przez lata w ułudzie, że tworzymy z partnerem związek wyjątkowy, bez skazy i w pełni harmonijny. Jak na ironię, to pierwszy gwóźdź do małżeńskiej trumny. Taki związek nie może bowiem w pełni dojrzeć, rozkwitnąć. Pojawiają się niewypowiedziane żale, pretensje, rozczarowania. Ich spirala nakręca się i za rok, dwa mamy taki impas, że uniemożliwia on dalsze życie razem.

Czy ja go nadal kocham?

Łatwiej przemilczeć różnice zdań, trudniej udawać, że się kogoś kocha. Oczywiście trzeba tu oddzielić stan odurzenia i miłosnej euforii, jaki towarzyszy nam na początku znajomości od „osadzonego w czasie” uczucia, któremu towarzyszy sympatia, podziw, szacunek, zaufanie, poczucie bezpieczeństwa. To emocje, które już nie odurzają, a raczej dają spokój, ukojenie, poczucie „zakotwiczenia”.

Na dłuższą metę niewyobrażalne wydaje się dzielenie życia z osobą, której właściwie już nie lubimy, która nas drażni, irytuje, wprawia w zakłopotanie. Nie mówiąc już o sytuacji, gdy partner staje się naszym wrogiem, bo przez lata nas upokarzał, ranił, oszukiwał czy zdradzał. Wówczas decyzja o rozstaniu jest jedyną słuszną. Nie ma sensu ranić się od nowa każdego dnia, przemykać z pokoju do pokoju zaciskając zęby, czuć się obco we własnym domu. Niestety wiele par poddusza się w takim kotle przez całe życie. Co ich powstrzymuje?

– Często za decyzją o pozostaniu w trudnej, pozbawionej miłości lub toksycznej relacji kryją się obawy o dobro dzieci, przekonania wyniesione z domu odnośnie trwałości małżeństwa („jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz”, „trzeba nieść ten krzyż” etc.), poczucie niepewności jutra, wspólne zobowiązania finansowe – wymienia Agnieszka Pasternak, psychoterapeutka z Wrocławskiego Centrum Terapii.

Ja mu pokażę

Kiedy zastanawiamy się nad rozwodem, warto ustalić, co nami tak naprawdę kieruje. Może nie zależy nam na konsekwencji rozwodu, czyli osobnym życiu dla siebie i partnera. Może po prostu traktujemy rozwód jako narzędzie do osiągnięcia czegoś, formę straszaka, rodzaj szantażu? Może nie chcemy się rozwieść, tylko sprawić, by mąż zaczął nas lepiej traktować, zauważać naszą obecność, doceniać. To jest podejście podszyte myśleniem typu „rozwód uświadomi mu, ile stracił”. (…)”


cały artykuł można przeczytać tutaj:

http://kobieta.onet.pl/zdrowie/psychologia/poradnik-rozwodnika/kryzys-w-zwiazku-kiedy-ratowac-malzenstwo-kiedy-sie-rozwiesc/5kzgd


PSYCHOTERAPEUTA W GDAŃSKUGABINET PSYCHOTERAPII GDAŃSK

Portale internetowe: „Psychoterapia par – kiedy w związku pojawia się kryzys.”

Karolina Pniewska, psychoterapeutka, napisała ciekawy artykuł dotyczący psychoterapii pary. Tekst ukazał się na portalu internetowym „Mam Terapeutę„:

Gabinet Psychoterapii Gdańsk„Złożona dynamika relacji

W psychoterapii par koncentrujemy się przede wszystkim na relacji łączącej partnerów. Zakładamy, że ludzie dobierają się w pary kierując się świadomymi, ale też i nieświadomymi motywacjami. Często te niewypowiedziane wzajemne oczekiwania stają się źródłem napięć i konfliktów w parze. Psychoterapeuta może pomóc zrozumieć partnerom tę bardzo złożoną dynamikę, co z kolei może być punktem wyjścia do wprowadzania zmian.

Kryzys w parze

Z psychologicznego punktu widzenia, kryzys w parze jest naturalnym zjawiskiem towarzyszącym rozwojowi. To taki moment w życiu partnerów, w którym konieczna staje się zmiana dotychczasowych sposobów działania i elastycznego dopasowania się do nowych warunków. Do takich najważniejszych momentów możemy zaliczyć:

  • Decyzję o wspólnym zamieszkaniu
  • Zawarcie związku małżeńskiego
  • Pojawienie się pierwszego i kolejnych dzieci
  • Kolejne etapy usamodzielniania się dzieci: przedszkole, szkoła, okres dojrzewania nastoletnich dzieci, studia, wyprowadzka z domu
  • Zmiana miejsca zamieszkania
  • Zmiana pracy
  • Choroba jednego z partnerów
  • Przejście na emeryturę

Kiedy partnerzy oddalają się od siebie…

Takie zmiany wiążą się z przeżywaniem różnych emocji – zarówno tych przyjemnych jak i nieprzyjemnych. Nierzadko partnerzy mają kłopot, żeby odnaleźć się w tych stresujących momentach i zrównoważyć dbanie o indywidualne potrzeby i z dbaniem o potrzeby związku. Może pojawić się tęsknota, za tym co było do tej pory połączona z podejmowaniem prób pozostawania przy starych, sprawdzonych sposobach działania, które nie są już adekwatne do nowej sytuacji. Zdarza się też, że taki moment jest okazją do zaangażowania się poza związkiem – może to być romans, ale może to być nowe absorbujące zajęcie, praca, hobby lub zwiększenie czasu spędzanego z własną rodziną pochodzenia. To wszystko może sprawić, że partnerzy oddalają się od siebie, czują pustkę i samotność w swojej relacji. (…)”


całość jest do przeczytania tutaj:

www.mamterapeute.pl/psychoterapia-par


TERAPEUTA W GDAŃSKUGABINET PSYCHOTERAPII GDAŃSK

Portale internetowe: „Kochankowie i wrogowie.”

Gabinet Psychoterapii GdańskCiekawy tekst o koluzji w związkach napisał Michał Czernuszczyk, psychoterapeuta. Artykuł ukazał się na portalu „Charaktery”:

„Ona ciągle walczy, by poświęcał jej więcej czasu i był bliżej niej i jej problemów. On nie zgadza się na zbyt silne więzi, chce autonomii. Kłócą się i… nieświadomie potrzebują siebie. Dlaczego nie mogąc żyć ze sobą, nie chcą żyć bez siebie?

Na ogół zakładamy, że powody, dla których podoba nam się nasz partner są dość jasne. Wydaje nam się, że jesteśmy świadomi – jeśli nie w pełni, to chociaż w przeważającej mierze – dlaczego chcemy być w związku właśnie z tą, wybraną przez nas, osobą. Sądzimy też, że wiemy, co tak naprawdę jest dla nas niechcianym, problematycznym aspektem bycia razem. A to nieprawda. Często nasze wyobrażenie o związku, w którym jesteśmy, niewiele ma wspólnego z rzeczywistymi mechanizmami, które nim rządzą – twierdzi współczesna psychologia.

W sieci zależności

Na sesjach terapeutycznych nie tylko terapeuci, ale i pacjenci dostrzegają, że przekonania o naszej motywacji do bycia z kimś mają się często nijak do rzeczywistych powodów utrzymujących te relacje. Odkrywamy je dopiero wtedy, gdy np. kryzysowa sytuacja zmusza nas do głębszego zbadania wzajemnych oczekiwań i uczuć.
Deklarujemy, że w naszym związku chcemy stabilności, poczucia bezpieczeństwa, wierności i satysfakcji. Ale jakże często słyszymy i widzimy inne pary (inne, bo najtrudniej dostrzec belkę we własnym oku), które przez lata żyją ze sobą, jak pies z kotem. Tacy małżonkowie/partnerzy z roku na rok coraz bardziej się nienawidzą, ale i coraz mocniej zacieśniają nici wzajemnych „uwiązań” i zależności. Kłótni jest coraz więcej i nikt już nie pamięta, co tych ludzi kiedyś ze sobą połączyło.
A zatem po co się tak męczyć? Dlaczego żyjemy w związkach, które nie tylko nie przynoszą nam radości, ale jeszcze powodują wyraźnie odczuwane cierpienie? (…)”


cały artykuł jest do przeczytania na stronie internetowej portalu „Charaktery”:

www.charaktery.eu/razem/593/Kochankowie-i-wrogowie/


GABINET PSYCHOTERAPII GDAŃSKTERAPEUTA W GDAŃSKU