Wywiady: ”Mamo, chciałbym cię zabić”.

Intrygująca rozmowa o agresji, wychowywaniu dzieci w dzisiejszych czasach, parentyfikacji i rodzicach „pozwalających swoim dzieciom na wszystko”:

Gabinet Psychoterapii w Gdańsku„Dlaczego dzieci zaczynają okazywać agresję względem rodziców? Jak kształtują się relacje we współczesnej rodzinie? Kiedy rodzice powinni poprosić o pomoc specjalistę? Rozmawiamy o tym z psychologiem Hubertem Czemierowskim:

Lukas i Elias to dziewięcioletni bliźniacy. Śliczni jak aniołki. Wspólnie z mamą, młodą kobietą po niedawno przebytej operacji plastycznej, spędzają lato w domu na wsi. Biegają po lesie, pływają w jeziorze, trochę się nudzą i zaczynają buntować się przeciw zasadom narzuconym w domu. Mama staje się poirytowana. Synowie stają się agresywni. A agresja ma tendencje do eskalacji.

Chłopcy fantazjują o wrzucaniu jej robaków do łóżka, a później ją do niego przywiązują. Zalepiają jej usta klejem, a potem rozcinają je nożyczkami do paznokci. Twarz matki wykrzywia grymas bólu. Na białą pościel ścieka krew, ale jej krzyków na odludziu nikt nie usłyszy.

Ten horror rozgrywa się w filmie „Widzę, widzę”. Severin Fiala i Veronika Franz przełamują w nim silne tabu: agresji, którą dzieci mogą wykazywać wobec własnych rodziców. I przemocy, którą może się to skończyć. Mocny obraz potraktowaliśmy jako punkt wyjścia do rozmowy o tym, co się dzieje, kiedy to dzieci próbują przejąć władzę nad dorosłymi.

Anna Bielak: „Spędziliśmy na tym planie najlepsze lato w życiu” – powiedzieli Lukas i Elias Schwarzowie. W filmie „Widzę, widzę” chłopcy zagrali braci, którzy torturują mamę. Przemoc bez konsekwencji jest źródłem przyjemności?

Hubert Czemierowski: Przemoc jest ekscytująca. Nie sądzę jednak, że ekscytuje zadawanie bólu. W grę wchodzi raczej posiadanie władzy nad drugą osobą. To ona jest podniecająca. Znajoma opowiadała mi, jak będąc jedenastoletnią dziewczynką, uczennicą z wzorowym zachowaniem i czerwonym paskiem na świadectwie, odkryła, jaką przyjemność sprawia dzierżenie władzy nad kimś od niej słabszym. Razem z przyjaciółką pojechały na obóz i okazało się, że dzielą pokój z koleżanką, która panicznie boi się opowieści o duchach. Wystarczyło kilka słów i koleżanka nie spała całą noc, trzęsąc się ze strachu i płacząc. Wspominała, że delektowały się poczuciem posiadania tak wielkiego wpływu na kogoś innego. W dobrych domach, w których się wychowały, nigdy się z czymś takim nie spotkały.

Jak kształtują się relacje władzy we współczesnych rodzinach?

– Układy są dziś bardziej partnerskie, niż były kiedykolwiek wcześniej. Pokolenia urodzone na przełomie lat 70. i 80. z uporem do tego dążyły. Ludzie, którzy dziś są po trzydziestce, byli jeszcze wychowywani w tradycyjny sposób – w rodzinach, w których władzę dzierżyli starsi. Wielu z nich nie chce powielać tego modelu. To zresztą naturalne, że każde kolejne pokolenie chce działać w kontrze do poprzedniego. Rodzice, którzy nie cieszyli się pełnią wolności jako młodzi ludzie, właśnie ją najbardziej chcą podarować swoim dzieciom. Ci, którzy żyli w szarej rzeczywistości, wydają pieniądze na zabawki, podróże i ciuchy. Tacy, którym w młodości powtarzano, że dzieci i ryby głosu nie mają, chcą rozmawiać z dziećmi i pozwolić im na podejmowanie decyzji. I generalnie nie ma w tym nic złego.

Ale każdy kij ma dwa końce.

– Bo czasem granica między dorosłym a dzieckiem za bardzo się zaciera. Współcześni rodzice często nie chcą wejść w rolę „dorosłych”. Szukają w dzieciach partnerów do wspólnej zabawy. Czasem, kiedy widzę na ulicy matkę i nastoletnią córkę, trudno mi powiedzieć, która jest która. Jedna się odmładza, druga się postarza. Pamiętam też jeden z pikników rodzinnych, w których uczestniczyłem. Przyszedł na niego ojciec z synem. Byli identyczni. Ubrani w takie same szorty i koszulki polo. Mieli takie same fryzury. Trzydziestoletni facet wyglądał i zachowywał się jak ośmiolatek – jakby był kumplem swojego syna. Zresztą ubrania dla dzieci kiedyś były zupełnie inne. Dziś są tylko zminiaturyzowanymi wersjami ubrań dla dorosłych. Za tą zmianą idą kolejne. (…)”


cały wywiad można przeczytać tutaj:

www.weekend.gazeta.pl/weekend/1,138262,19607174,mamo-chcialbym-cie-zabic-czy-agresja-dzieci-wobec-rodzicow.html


PSYCHOTERAPEUTA GDAŃSKGABINET PSYCHOTERAPII W GDAŃSKU

Wywiady: „Mamo, jestem brzydka!”

Na stronie internetowej magazynu „Zwierciadło” ukazał się ciekawy wywiad o kształtowaniu się obrazu swojego ciała u dziewczynek. Z psychoterapeutką, prof. dr hab. Katarzyną Schier rozmawia Ewa Pągowska:

Psychoterapia Psychodynamiczna w Gdańsku„Jestem brzydka”. Jak takie przekonanie powstaje w głowie kilkuletniej dziewczynki?

– Jednym z głównych powodów może być zaburzony proces kształtowania się obrazu ciała. Obraz ciała jest częścią „ja cielesnego”, czyli pierwszego „ja”, jakie buduje człowiek. Przyjmuje się, że powstaje około 6. roku życia. Przez pierwsze lata zyskujemy wiedzę m.in. o tym, jak jesteśmy zbudowani, świadomość, że np. mamy twarz, chociaż możemy ją zobaczyć tylko w lustrze. Budujemy stosunek emocjonalny do ciała i jego poszczególnych części. Co ważne – to wszystko tworzy się relacyjnie, a więc w bliskości z drugą osobą.

– Jak to się dokładnie odbywa?

– Ogromną rolę w kształtowaniu obrazu ciała odgrywa dotyk. Dowiedziono, że jeśli jest częsty i czuły, małe dziecko otrzymuje informację, że jego ciało, a więc ono samo, jest piękne i warte miłości. Pomiędzy niemowlęciem a jego głównym opiekunem, czyli najczęściej matką, dochodzi do bardzo dużej liczby epizodów interakcyjnych – małych, codziennych sytuacji, w których dziecko uczy się, jak jego ciało jest odbierane. Dotyk pomaga też nauczyć się granic, czyli tego, gdzie kończy się ono samo, a gdzie zaczyna druga osoba. Ma to bezpośredni związek z późniejszą umiejętnością określania granic na poziomie emocjonalnym. Dlatego zabiegi pielęgnacyjne, takie jak przewijanie i kąpiel, nie powinny być tylko mechanicznym wykonywaniem koniecznych czynności. Ani, co gorsze, wykonywane z dezaprobatą, jak to zdarzyło się w przypadku pewnej dziewczynki. Kiedy była niemowlęciem, rodzice nie radzili sobie z zapachem jej kupy i przewijając dziecko prychali z obrzydzeniem. Dziewczynka później, w wieku kilku lat, myślała, że jest wstrętna, bo śmierdzi, chociaż nie miało to nic wspólnego z prawdą.

– Czyli dziewczynce, która czuje się brzydka, we wczesnym dzieciństwie zabrakło dotyku matki?

– Możliwe, ale dotyk to jeden z wielu elementów. Jak twierdził brytyjski pediatra i psychoanalityk Donald Woods Winnicott, szalenie ważne jest to, co dziecko widzi w oczach matki. Czy siebie jako wcielenie Wenus lub Apolla – czy przerażenie, chęć rywalizacji, depresję, wycofanie lub nawet echa konfliktu z partnerem. Jeśli nie ma tam miejsca na miłość i akceptację, to emocjonalny ból, jaki odczuje dziecko, można porównać do sytuacji porzucenia. (…)”


cały wywiad jest do przeczytania na portalu internetowym „Zwierciadła”:

http://rozwojosobisty.zwierciadlo.pl/mamo-jestem-brzydka/


TERAPIA GDAŃSKPSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA W GDAŃSKU

Wywiady: „Najpierw skrzywdzone, potem karane.”

Gabinet Psychoterapii GdańskNa łamach „Wysokich Obcasów” ukazał się wywiad dotyczący przestępczości seksualnej. Rozmawiają redaktorka gazety, Bożena Aksamit i prof. Maria Beisert:

Przychodzi do mnie dziewięcioletnia córka i mówi: „Mamo, przytulaliśmy się z nauczycielem na wuefie”. Jak się zachować?

Poprosić: „Powiedz coś więcej”. Ten nauczyciel mógł klepnąć dziewczynkę w plecy albo objął ją ramieniem i powiedział: „OK, dzisiaj było świetnie”. Choć pani zapaliła się czerwona lampka, reakcja nie powinna być gwałtowna, można jeszcze spytać: „Czy chcesz teraz o tym porozmawiać?”. Moment wydaje się dobry, skoro córka sama przyszła. Jej zachowanie mogło być związane z dodatnią emocją i chciała podzielić się tym, że pan nagrodził ją dobrym gestem, albo ma wątpliwości i wypuściła próbny balon, żeby zobaczyć, co matka na to. Unikałabym krzyżowego ognia pytań: czy cię dotknął, gdzie, kiedy?

A gdy córka powie: „Mamo, wujek Marysi dotykał ją tam, gdzie nie powinien”?

Reagować tak samo. Należałoby dowiedzieć się, czy historia nie dotyczy naszego dziecka. Zdarza się, że maluchy tak sprawdzają, jaka będzie reakcja dorosłego. Jak już opowie i wiemy, że sprawa dotyczy Marysi, musimy ocenić, czy interwencja jest konieczna. Mamy do czynienia z bardzo delikatną sferą seksualną i wchodzenie na siłę z pomocą może zaszkodzić. Zachęciłabym córkę: „Super, że o tym mówisz, chodź, porozmawiajmy”.

Należy ją pochwalić?

Najpierw nagradzamy dziecko, że nam o tym powiedziało. Potem należy spytać, czy możemy o tym rozmawiać, czy Marysia na to pozwoliła, i podkreślić, że ja, mama, uważam, że należy tak zrobić. Dobrze by było wiedzieć, kim jest ta dziewczynka, czy jest zostawiona bez pomocy, a może ma troskliwych rodziców, ale woli powiedzieć koleżance. I ostatnia sprawa – musimy sprawdzić, czy Marysia nie zastrzegła tajemnicy. Jeśli tak, należy delikatnie zwolnić z niej córkę, czyli nakłonić ją, aby poprosiła koleżankę o zwolnienie z sekretu i wyjaśniła, że mama wie i chciałaby pomóc.

Taka droga ujawniania wykorzystań seksualnych jest częsta. Dziecko nie ma odwagi iść do rodziców, ale ufa komuś, kto jest na tym samym poziomie rozwoju, wie o nim, że nie wpadnie w panikę i zrozumie. Ofiara przemocy seksualnej zwierza się osobie bliskiej w nadziei, że razem znajdą rozwiązanie. Często nadzieja dotyczy tego, że koleżanka ma fajnych rodziców. (…)”


cały wywiad jest do przeczytania tutaj:

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53664,15087257,Najpierw_skrzywdzone__potem_karane.html


PSYCHOLOG W GDAŃSKUGABINET PSYCHOTERAPII GDAŃSK

Audycje radiowe: „Psychoterapeuta Mark Vernon o miłości.”

Gabinet Psychoterapii GdańskNa antenie znanego, brytyjskiego radia ukazała się audycja dotycząca miłości i sposobu jej pojmowania przez Freuda i jego następców. Psychoterapeuta Mark Vernon analizuje temat pod kątem teoretycznych odkryć ojca psychoanalizy.


Gabinet Psychoterapii GdańskMark Vernon jest psychoterapeutą, pisarzem i nauczycielem. Napisał książki o przyjaźni, miłości, poczuciu satysfakcji z życia, wierze, duchowości, nauce oraz wyznawanych przez ludzi wartości. Jego liczne artykuły dotyczące wyżej wymienionej tematyki ukazywały się w wielu gazetach i wydawnictwach. Poza tym regularnie uczestniczy w produkcji programów i dyskusji nadawanych przez BBC Radio 4.


Gabinet Psychoterapii Gdańsk

BBC Radio 4 jest stacją radiową wchodzącą w skład British Broadcasting Corporation (BBC), która nadaje programy popularnonaukowe dotyczące najróżniejszych tematów związanych z codziennym życiem, wiadomościami, kulturą, historią i współczesną nauką. Według sondaży, BBC Radio 4 jest drugą w kolejności (po BBC Radio 2) ulubioną, domową stacją włączaną przez brytyjczyków, ma około 11 milionów słuchaczy. Uważane często za flagową „perełkę” BBC, BBC Radio 4 jest radiem, na które stacja wydaje najwięcej pieniędzy. Jej siostrzana stacja, BBC Radio 4 Extra (poprzednio BBC 7) uzupełnia BBC Radio 4 poprzez nadawanie ich audycji jak i częste sięganie do bogatych archiwów i „odświeżanie” ważniejszych materiałów.

audycji można posłuchać na portalu internetowym radia BBC Radio 4:

BBC Radio 4 – „Psychotherapist Mark Vernon on Freud”


PSYCHOLOG W GDAŃSKUGABINET PSYCHOTERAPII GDAŃSK

Wpisy na blogach: „Dlaczego nastolatki buntują się?”

Gabinet Psychoterapii GdańskNa blogu NISHKA.PL pojawił się bardzo ciekawy tekst na temat dojrzewania i separacji. Warto przeczytać!

Z 15-letnią córką mam dobrą relację: rozmawiamy, żartujemy, wiemy co u siebie słychać, lubimy swoje towarzystwo. Jednak równie często jej wzrok mówi: „Nie mogę na ciebie patrzeć. Odejdź, zagiń, przepadnij, mamo”. 

Iskrzące między nami napięcie nie przypomina tego, które pcha ku sobie zakochanych, lecz bardziej to, które odpycha od siebie pary z bardzo długim stażem.

Bywa, że kontestuje wszystko, co powiem i zrobię: dobór składników do potrawy (fatalna kompozycja), sposób śpiewania piosenki w samochodzie (najgorszy z możliwych), komentarz do wydarzeń na świecie (zupełnie nietrafiony), wybór wakacyjnego miejsca pobytu, styl zakupionej sukienki itd.

Gdy piszę ten tekst, właśnie wbiegła wściekła do pokoju, krzycząc:

– Jak mogłaś zjeść pół słoika Nutelii??!

– Wcale nie zjadłam pół słoika, to były dwie ostatnie łyżki – bronię się i daję Wam słowo, to były dwie łyżki, no może cztery… – Wczoraj  wieczorem robiłam dziewczynom (młodszej córce i jej koleżance) kanapki – dalej się bronię i nie wierzę własnym uszom. Dlaczego mam tłumaczyć się córce ze zjedzenia produktu, który kupiłam za własne pieniądze?

– Jak mogłaś to zrobić, mamo? Nie mogę na ciebie patrzeć! – krzyczy i znika za drzwiami DYNAMICZNIE zamkniętymi.

A teraz uwaga: w szafce stoi drugi, cały słoik tego czekoladowego kremu i córka o tym wie. Nie chodzi tu więc o to, że pozbawiłam ją przesłodkich kalorii, wtedy złość byłaby w pewnym sensie usprawiedliwiona. Tu chodzi o mnie. Tu chodzi o to, że drażnię ją i irytuję. Tym, że jestem.

Czasem, gdy siada obok mnie, mam wrażenie, że ma mi ochotę przyłożyć, bynajmniej nie porcji jedzenia. Jeżeli już to porcją. Przy obiedzie siedzimy sobie w miłej atmosferze, żartujemy, śmiejemy się, a już przy kolacji patrzy na mnie tak, że gdyby jej wzrok potrafił zabijać, to byłabym już martwa.

Żeby zacząć żyć swoim życiem, musimy najpierw oddzielić się od rodziców.

Jakiś czas temu spytałam o to znajomą psycholog i oto, co usłyszałam.

– 15-latka, która ma świetną relację z mamą opartą wyłącznie na miłości: TO byłoby dopiero podejrzane. Nie widzę nic niepokojącego w tym, co mówisz. To, że czuje do ciebie złość jest zupełnie normalne w tym wieku – wyjaśniła mi.

– Ale dlaczego tak się dzieje? – spytałam.

– Żeby łatwiej było się wam rozdzielić. Żeby córka mogła pójść własną drogą. Osoby, którym to się nie udało, które mają zbyt silny związek ze swoimi rodzicami, mają zwykle przez to wiele problemów w relacjach z innymi ludźmi i z samym sobą. Żeby zacząć żyć swoim życiem, musimy najpierw oddzielić się od rodziców.

– Nasza relacja bywa teraz taka trudna, żeby łatwo było jej się ode mnie oddzielić? – dalej pytałam, mimo że przecież przed chwilą to usłyszałam.

  Tak. Jej od ciebie, a tobie od niej. Bo przyznaj, ty też masz czasem dość córki, co?

– O tak :) Czasem żartujemy sobie z mężem i mówimy do niej: „Słuchaj, a może liceum nie tylko z internetem, ale i z internatem, he? Na przykład może jakieś… we Wrocławiu? (czyli najbardziej oddalonym od naszego miasta mieście).

– Otóż to. W sytuacji, gdybyście były wciąż tak blisko związane: bezwarunkowo uwielbiałybyście się, nieustannie czułybyście się w swoim towarzystwie doskonale, to rozstanie byłoby bardzo bolesne, a może nawet niewykonalne.

W momencie, gdy to zrozumiałam życie stało się prostsze.

Niechęć do rodzica pomaga dziecku odejść.

Rzeczywiście, gdyby moja relacja z nastolatką była porównywalna do tej jaką miałyśmy, gdy była młodsza, czyli relacji, w której dominował zachwyt, bezwarunkowa miłość, czułość, potrzeba bliskości (czyli porównując do relacji męsko-damskich: stan zakochania), to rozstanie sprawiłoby nam wiele bólu, jakby ktoś wyrżnął nam po kawałku serca.

Tymczasem teraz zaczynamy przypominać „ludzi, którym nie układa się w związku”. Drażnimy się nawzajem i irytujemy, jest nam zbyt ciasno, zaczyna nam brakować powietrza, czasem aż chce się powiedzieć: „Słuchaj, mam tego dość, koniec z nami!”

To, że coraz częściej tak trudno nam znieść swoje towarzystwo, sprawia że wkrótce będziemy mogły naturalnie i w miarę bezboleśnie odłączyć się od siebie. Moje dziecko będzie w stanie samo stanąć na własnych nogach. (…)”


cały artykuł jest dostępny na stronie internetowej blogu NISHKA.PL:

www.nishka.pl/dlaczego-nastolatki-buntuja-sie-pozwol-dziecku-odejsc-od-siebie-hen-daleko/


PSYCHOTERAPEUTA W GDAŃSKUGABINET PSYCHOTERAPII GDAŃSK

Portale internetowe: „Pozwólcie dzieciom dobrze się bawić.”

Psychoterapeuta w GdańskuNa portalu internetowym „Charaktery” pojawił się krótki artykuł dotyczący ważnej kwestii wychowawczej – pozwalaniu dzieciom na zabawę:

„Ryzykowne zabawy dzieci, te które ich rodziców przyprawiają o palpitację serca, są pożyteczne i ważne dla rozwoju – przekonują psychologowie i radzą, by dawać dzieciakom więcej swobody.

Nie wolno biegać po deszczu i mierzyć własnymi stopami głębokości czy długości kałuż, bo to pewny sposób na przeziębienie i chorobę. Nie wchodź na drzewo, bo spadniesz i złamiesz rękę albo nogę. Sanki i stroma górka to prosta droga do okaleczenia. Oddalanie się od domu może skończyć się tym, że zabłądzisz, zaginiesz albo ktoś cię porwie i zrobi ci krzywdę – litania zakazów, którą wygłaszają rodzice do swoich dzieci jest nieskończenie długa, współcześni troskliwi rodzice często próbują ukrywać swoje dzieci pod kloszem i usuwać spod ich nóg najdrobniejsze przeszkody. To błąd, przekonują psychologowie – trochę ryzyka w zabawie jest dla dziecka dobre, rozwija go zarówno pod względem fizycznym jak i psychologicznym.

Zaplanowane dzieciństwo

– Niebezpieczne zabawy przyczyniają się do większej ruchliwości dzieci, zapobiegają siedzącemu trybowi życia i służą socjalizacji najmłodszych – uważa Mariana Brussoni, psycholog rozwojowy z University of British Columbia. Jej badania wykazały, że przyzwolenie rodziców na takie formy spędzania wolnego czasu wcale nie zwiększa ryzyka kontuzji lub psychicznej traumy.
– Od lat 90. dzieciństwo wygląda inaczej. Rodzice bardziej kontrolują dzieci, nie pozwalają się włóczyć, sami planują im wolny czas – mówi Tim Gill, autor książki  „No Fear: Growing Up in A Risk Averse Society”. – Rodzice robią to w dobrej wierze. Są świadomi niebezpieczeństw czyhających na najmłodszych i ich naiwnego spojrzenia na świat. Mimo dobrych chęci, ograniczenie do zera dziecięcej wolności nie jest dobrym posunięciem.
Mariana Brussoni z kilkoma współpracownikami przeprowadziła wnikliwą analizę badań psychologicznych dotyczących tego, jakie korzyści i zagrożenia niesie szczypta ryzyka podczas zabawy. Z tysięcy badań naukowcy wyselekcjonowali 21 najlepszych pod względem metodologicznym. Żadne z nich nie pozwalało na wyciągnięcie wniosków, jakoby ryzykowne zabawy miały zły wpływ na dzieci. Większość wskazywała za to, że ryzyko podejmowane przez najmłodszych poprawia ich rozwój fizyczny, podnosi ich pewność siebie oraz odporność w obliczu napotykanych trudności. (…)”


cały artykuł jest do przeczytania na stronie internetowej portalu „Charaktery”:

www.charaktery.eu/wiesci-psychologiczne/9579/Pozw%C3%B3lcie-dzieciom-dobrze-si%C4%99-bawi%C4%87/


TERAPIA GDAŃSKPSYCHOTERAPEUTA W GDAŃSKU

Wywiady: „Dzieciństwo – co zrobić z tym bagażem?”

Gabinet Psychoterapii w GdańskuW „Zwierciadle” ukazała się rozmowa z psychologiem Pawłem Droździakiem. Wspólnie z Renatą Mazurowską zastanawiają się, czym jest bagaż emocjonalny i co można z nim zrobić:

„Wiele razy słyszałam, że rodzice mogą nas „urządzić na całe życie”. Dzieciństwo rzeczywiście determinuje nasz los?

Słyszała pani o Gavinie de Beckerze? Matka tego człowieka była okrutną, niezrównoważoną psychicznie osobą. Stosowała wobec niego brutalną, skrajną przemoc i wielokrotnie musiał uciekać z domu, by ratować życie. Całe jego dzieciństwo upłynęło na przewidywaniu, jaki dzisiaj mama będzie miała humor i jak zareaguje. Wiele osób po takich przejściach nie dałoby rady przetrwać w dorosłym życiu. On miał jednak w sobie ogromną siłę… Trudno powiedzieć, skąd ją czerpał – od innych osób w bliskim otoczeniu, ze środowiska, a może z siebie? Faktem jest, że doświadczenie dzieciństwa zmieniło jego życie, ale inaczej, niżby można się spodziewać. Stworzył potężną firmę analityczną, zajmującą się ocenianiem zagrożenia. Przewiduje, na ile prawdopodobny jest na przykład atak terrorystyczny, zemsta pracownika wyrzuconego ze stanowiska, zniszczenie mienia itd. Nie wiem, czy ma harmonijne relacje z bliskimi, być może jego adaptacja sprawdza się tylko w sferze zawodowej, to, co wiadomo na pewno: zrobił, co umiał, by sobie poradzić z traumą i w jakiejś części na pewno mu się to udało.

Czy jest taka zależność, że jeśli komuś w dzieciństwie brakowało poczucia bezpieczeństwa, to będzie za wszelką cenę dążył do stabilizacji i unikał konfliktów? 

Istnieje silny związek między dziecięcymi doświadczeniami a późniejszym zachowaniem lub skłonnościami, ale nie jest to żaden stały wzór, który by to opisywał i dawał pewność przewidywania przyszłości. Ten związek między „kiedyś” a „teraz” możemy odkrywać jedynie wstecz. Nie da się tego przewidzieć w przód, na przykład stosując zasadę „dajmy dziecku spokojne dzieciństwo, to pewnie będzie skakać na bungee” albo na odwrót: „dajmy mu od początku w kość” to się utwardzi i zacznie skakać na bungee”. Jedno i drugie myślenie jest równie zawodne. W życiu nie ma tak prosto.

Fakt – z tzw. dobrego domu może wyjść zarówno profesor, jak i narkoman. Podobnie z domu złego – ktoś, kto będzie krzywdził, tak jak sam był krzywdzony, albo przeciwnie – człowiek szczególnie na krzywdę wrażliwy…

Skoro już poruszyliśmy temat ekstremalnych doświadczeń, to może weźmy jako przykład boks. Patrząc wstecz, ktoś może na przykład powiedzieć: „Nie chcę trenować boksu, bo jak widzę tych facetów, to mi się przypomina, jak ojciec bił matkę. Nie wejdę na salę bokserską, bo mnie odrzuca. Po moich doświadczeniach to nie jest dla mnie”. Związek jest ewidentny i osoba sama go rozpoznaje. Ale ktoś inny może powiedzieć: „Pamiętam doskonale, jak ojciec bił matkę. Widzę to co noc w snach. Zapisałem się na boks, żeby ją obronić i któregoś dnia to się stało. Teraz sam mam studio sztuk walki, zarabiam nieźle, więc można powiedzieć, że spieniężyłem największą traumę swojego życia”. W obu przypadkach związek między stosunkiem do boksu a traumatycznym doświadczeniem z dzieciństwa jest jasny, bezdyskusyjny, ale konia z rzędem temu, kto, patrząc w przód, go przewidzi i powie, w którą stronę to pójdzie. Czemu tak jest? Z kilku powodów. Po pierwsze, każde zdarzenie jest osadzone w całej masie innych czynników w rodzinie i one działają razem. Po drugie, dochodzi dziedziczność, wrażliwość układu nerwowego, inteligencja, sprawność fizyczna, wreszcie: wpływ środowiska. Może ktoś miał kiepską sytuację w domu, ale trafił w szkole na fajnego trenera boksu, który stał się takim „lepszym ojcem”, a może na wuefistę, który jak zobaczył chłopaka, co się trzyma trochę z boku, to postanowił sobie przy klasie na nim poużywać… W każdym z przypadków stosunek chłopca do sportu zmieni się o sto procent, choć układ rodzinny będzie ten sam. Wszystko się liczy. Wreszcie najważniejsze – liczymy się my sami. Uwarunkowania to otrzymany bagaż, ale to my go niesiemy. My decydujemy, co z nim zrobimy. (…)”


cały artykuł można przeczytać na stronie internetowej magazynu „Zwierciadło”:

www.zwierciadlo.pl/2013/psychologia/wychowanie-dziecko/dziecinstwo-co-zrobic-z-tym-bagazem


PSYCHOLOG W GDAŃSKUGABINET PSYCHOTERAPII W GDAŃSKU

Wywiady: „Kiedy iść z dzieckiem do psychologa?”

Psycholog GdańskW „Wysokich Obcasach” ukazał się tekst o tym, jak wygląda psychoterapia dzieci. Na pytania Joanny Wojciechowskiej odpowiada psychoterapeuta Krzysztof Srebrny:

„Jeśli z dzieckiem dzieje się coś, czego nie rozumiemy, jeśli widać, że ma kłopoty, w których nie umiemy mu pomóc, warto pomyśleć o wizycie u psychoterapeuty. Taka decyzja nie oznacza konieczności podjęcia długotrwałej terapii. Często wystarcza jedna konsultacja. A jeśli już będzie terapia,to zwykle dla całej rodziny – mówi Krzysztof Srebrny, warszawski psychoterapeuta.

Joanna Wojciechowska: Kiedy rozmawiamy o problemach dzieci, często radzi Pan rodzicom by poszli z dzieckiem do psychoterapeuty. Ale oni się tego boją. Dlaczego?

Krzysztof Srebrny, psychoterapeuta Ambulatorium Psychoanalitycznego: Pewnie dlatego, że myśl o pójściu z dzieckiem do psychologa rani rodzicielski narcyzm, burzy ich obraz siebie jako rodziców idealnych. Myślą: skoro mam pójść z dzieckiem do psychologa, to znaczy, że ja – jako rodzic – z czymś sobie nie radzę.

A nie jest tak?

Wręcz przeciwnie! Jeśli rodzic – widząc, że dziecko ma problem – jest gotów pójść po pomoc do specjalisty, to pomaga dziecku w rozwiązaniu tego kłopotu. Przecież nikt nie uważa, że jest złym rodzicem, jeżeli prowadzi dziecko do dentysty.

A kiedy iść do tego psychologa?

Podam kilka przykładów. Żadna z tych sytuacji nie musi wymagać terapii, może wystarczyć jednorazowa konsultacja. Czasami niepotrzebny jest nawet psycholog, wystarczy, że sami rodzice jakoś zainterweniują.

Decyzja jest najbardziej oczywista, gdy dziecko ma wyraźne objawy nerwicowe – kłopoty zdrowotne, których lekarze nie potrafią wyjaśnić (tajemnicze alergie, wysypki, kłopoty z żołądkiem), kiedy ma tiki, jąka się albo moczy w nocy.

Druga grupa sygnałów, często przez rodziców lekceważonych, to problemy z rówieśnikami. Nie mówię tu o jednorazowych wydarzeniach, ale o powtarzającym się, stałym modelu zachowań. Na przykład: dziecko jest systematycznie bite przez kolegów z podwórka albo odwrotnie – ono zwykle bije inne dzieci. Albo kilkakrotnie wylatuje z przedszkola, bo wychowawczynie twierdzą, że nie dają sobie z nim rady. Koniecznie trzeba też zwrócić uwagę na „dziecko idealne” – którym zachwycają się przedszkolanki, bo jest grzeczne, ciche i nie sprawia kłopotów. Warto przyjrzeć się, jak nasze „idealne dziecko” bawi się z rówieśnikami. Jeśli zawsze siedzi samo w piaskownicy i nie bierze udziału w zabawach grupy, trzeba interweniować.

Iść z hipergrzecznym dzieckiem do psychologa?

Niekoniecznie. Podobnie jak niekoniecznie trzeba iść do niego z dzieckiem agresywnym. Można porozmawiać z przedszkolanką, jeśli to nic nie da, zmienić coś w otoczeniu – grupę albo przedszkole, chodzić na inny plac zabaw. Ale jeśli i wtedy nic się nie zmieni, jeśli w kolejnych grupach dziecko będzie siedziało w kącie – iść do psychologa. Na pewno warto pójść do psychologa, jeśli rodzice uważają, że dziecko dziwnie się zachowuje, i nie potrafią sami zrozumieć dlaczego. Jeszcze raz powtórzę – to nie musi być decyzja o terapii, często wystarczy jedno spotkanie. (…)

Ile trwa terapia?

Tyle, ile potrzeba. Naprawdę nie da się inaczej odpowiedzieć. To nie zależy od rodzaju problemu, ale od jego głębokości. Często zaczyna się od rozmów na temat jakiegoś objawu – np. moczenia nocnego, a potem rozmawia się o innych problemach – na przykład o kryzysie małżeńskim rodziców. Wiele też zależy od tego, na ile psycholog nastawia się na zlikwidowanie objawów, a na ile – na głębsze zmiany. Przestrzegałbym przed terapeutą, który obiecuje rozwiązanie problemu w miesiąc. Dobry psycholog nie obiecuje szybkich efektów, mówi tylko, że będzie nad nimi z rodziną pracował.

Na co jeszcze uważać?

Na psychoterapeutów, którzy – zwłaszcza w pracy z dziećmi – stosują sztuczki, na przykład hipnozę. Nie warto chodzić do kogoś, kto z dzieckiem nie rozmawia, stosuje wyłącznie testy. Warto pójść do znanego ośrodka albo do kogoś poleconego przez znajomych. Warto zadzwonić do Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego albo Polskiego Towarzystwa Psychoanalitycznego z pytaniem o kontakt do najbliższego psychoterapeuty, który ma certyfikat jednego z tych stowarzyszeń.Ale jeżeli ośrodek jest znany, nie trzeba się bać pracującego w nim młodego psychologa bez certyfikatu. Dobry ośrodek gwarantuje, że przechodzi on szkolenia, ktoś się nim opiekuje.

Po czym poznać, że terapia działa?

Po tym, że coś się w rodzinie albo w dziecku zmienia. Trzeba być przygotowanym na to, że te efekty mogą być inne, niż oczekiwaliśmy. Efekty terapii mogą być niepokojące – na przykład grzeczny, spokojny nastolatek nagle zaczyna późno wracać do domu, przechodzi inicjację alkoholową albo wokół córki zaczynają się kręcić jacyś chłopcy… Trzeba być gotowym przyjąć zmianę inną niż ta oczekiwana.”


cały artykuł jest do przeczytania na stronie internetowej „Wysokich Obcasów”:

www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53664,359901.html


PSYCHOTERAPEUTA W GDAŃSKUPSYCHOLOG GDAŃSK

Prasa: „Życie wewnętrzne niemowlaka.”

Psychoterapeuta GdańskNa temat życia wewnętrznego niemowlaka od strony naukowej napisała Dorota Romanowska, redaktorka tygodnika „Newsweek”:

„Niemowlę nie jest ani bezradne, ani mało rozgarnięte. Od pierwszych chwil życia próbuje zrozumieć otaczający je świat. Naukowcy właśnie zaczęli zaglądać w głąb jego mózgu.

Wie to każda mama. Wystarczy, że jeden niemowlak zaczyna płakać, a chwilę później wszystkie dzieciaki leżące w pobliżu również drą się wniebogłosy. Przez wiele lat naukowcy zastanawiali się, dlaczego dzieci tak się zachowują. Może przeszkadza im hałas? A może martwią się losem innych niemowlaków?

Zagadkę tę pozwolił rozwiązać dość prosty eksperyment. Naukowcy odtworzyli maluchom nagrania z odgłosami płaczących dzieci. Natychmiast rozległ się głośny płacz. Gdy jednak puścili im nagrania ze swoim płaczem, dzieciaki nie reagowały. Okazało się więc, że już kilkunastomiesięczne dzieci są zdolne przeżywać tak złożone emocje jak empatia. Najnowsze badania, wykonywane przy użyciu skomplikowanych urządzeń, pozwalają wniknąć w głąb umysłów maluchów. Pokazują, że mają one niezwykle bogate życie emocjonalne, świetną pamięć i niesamowitą potrzebę poznawania świata. A przez ich mózg przetacza się istna burza.

(…) już pięciomiesięczne maluchy mają ogromną liczbę połączeń między komórkami nerwowymi w mózgu. Dzięki temu mogą postrzegać przedmioty w taki sam sposób, jak czynią to dorośli – stwierdzili naukowcy z paryskiej École normale supérieure na łamach „Science”. Oni także wykorzystali w badaniach EEG. „Dziecko, które słyszy mowę lub po prostu rozgląda się wokół, zdobywa informacje formujące połączenia nerwowe” – wyjaśnia prof. Nelson na łamach popularnonaukowego miesięcznika „Scientific American”. A im więcej wytworzy się takich połączeń, tym sprawniej działa mózg, tym bardziej inteligentny jest jego właściciel.

I pomyśleć, że niewiele ponad sto lat temu naukowcy byli przekonani, że małe dzieci są dość ograniczone w rozwoju. Twierdzono wówczas, że niemowlaki potrafią przeżywać jedynie najprostsze emocje, jak przyjemność czy smutek, a czas spędzają na jedzeniu i spaniu. William James, psycholog żyjący na przełomie XIX i XX wieku, porównał nawet umysł malucha do „wielkiego wielobarwnego, brzęczącego zamętu”. Dziś wiemy, jak bardzo się mylił. – Dziecko rozwija się wyjątkowo szybko, i to nawet wtedy, gdy tylko leży i wymachuje rękami i nóżkami – mówi Tomasz Kuźmicz z Akademickiego Centrum Psychoterapii i Rozwoju SWPS. (…)

Maluchy mają superpamięć. Potrafią zapamiętać kołysankę, którą usłyszały, będąc w łonie mamy, i rozpoznać ją nawet kilka miesięcy po narodzinach – co wykazali przed kilkoma tygodniami naukowcy z uniwersytetu w Helsinkach.

Poprosili oni grupę kobiet w ciąży, by przez pięć dni w tygodniach ostatniego trymestru słuchały kołysanki. Tę samą piosenkę dzieci usłyszały ponownie tuż po narodzinach i gdy skończyły cztery miesiące. Za każdym razem, gdy rozlegały się znajome dźwięki, dzieci bacznie się rozglądały. Żadnej reakcji badacze nie zauważyli natomiast u maluchów, które w łonie mamy nie słuchały piosenki. – Już wcześniej naukowcy wykazywali, że płód rozpoznaje i zapamiętuje dźwięki pochodzące ze świata zewnętrznego, ale nie wiedzieliśmy, jak długo przechowuje je w pamięci. Nasze badanie pokazało, że dzieci są zdolne uczyć się już w bardzo młodym wieku i że efekty tej nauki pozostają w mózgu na długo – wyjaśnia Eino Partanen, autor badania.”


cały artykuł do przeczytania na stronie internetowej:

www.nauka.newsweek.pl/jak-wyglada-zycie-wewnetrzne-niemowlaka-na-newsweek-pl,artykuly,274267,1.html


GABINET PSYCHOTERAPII W GDAŃSKUPSYCHOTERAPEUTA GDAŃSK

Wywiady: „Dobry ojciec to taki, który jest obecny w życiu córki, ale nie ‚przydusza’ jej swoją obecnością.”

Psychoterapia Psychodynamiczna GdańskW „Wysokich Obcasach” ukazał się wywiad z psychoterapeutą, profesorem Bogdanem de Barbaro. Rozmawia Agnieszka Jucewicz:

Agnieszka Jucewicz: Co może dać ojciec córce, czego mama jej nie da?

Psychoterapeuta Bogdan de Barbaro: Gdybym dzisiaj był ojcem, powiedzmy, pięcioletniej córki, to chciałbym pokazywać jej świat pozytywnie. Uczyć ją odróżniania dobra od zła, brzydkiego od ładnego, bliskich relacji od dalekich, kiedy jest bezpiecznie, a kiedy nie.

Matki też to robią.

No właśnie, zgadzam się. Boję się, że zaraz usłyszę od innych terapeutów: „Ale jak to? Nie widzisz różnicy?”. Mój kłopot polega na tym, że gdybym chciał jakoś różnicować ojca od matki, to obawiam się, że zacząłbym iść w stronę takich, pożal się Boże, „maczowskich” cech: że mężczyzna ma uczyć dzieci wytrwałości i siły – a przecież wiadomo, że kobiety są często od mężczyzn i silniejsze, i bardziej wytrwałe. Z jednej strony jesteśmy zanurzeni w kulturze, w której dominuje wzorzec rodzicielstwa, gdzie matka jest bliżej dzieci, a ojciec odpowiada za bezpieczeństwo ekonomiczne i system wartości, ale z drugiej – właśnie próbujemy ten wzorzec przezwyciężyć. Byłem niedawno na konferencji psychoterapeutów z USA, na której jedna z prelegentek, mówiąc o matce i jej więzi z dziećmi, dodawała: „Ale także ojciec”. Bardzo mnie ciekawi, co z tego wyniknie, i nie podejmuję się odpowiedzieć na pytanie: jak powinno być? Uważam, że lepiej by było, gdyby każda para mogła sobie wypracować swój model, który ich oboje będzie satysfakcjonował, niezależnie od różnych presji – kultury, mediów czy przodków.

Mnie nie tyle interesuje, „jak powinno być”, ile jak jest. Może więc obejrzyjmy sobie ten wzorzec.

Dla syna ojciec jest modelem identyfikacyjnym: „Popatrz, jaki jestem. Podpowiadam ci, jak być”. Dla córki – przy założeniu, że ważna i cenna jest różnica płciowa, różnica, a nie wyższość – ojciec jest tym, który uczy, jak bezpiecznie być blisko mężczyzny. To najcenniejsze, co córka może od niego dostać.

Co to znaczy blisko i bezpiecznie?

Kiedy np.idą razem na wycieczkę – jest pięknie, on jej objaśnia świat, uczy wrażliwości, ona, będąc blisko niego, może bezpiecznie sobie ten świat pooglądać. Jak on jest z nią wśród ludzi, to może ją uczyć, jak szanować innych, ciekawić się nimi, inspirować. My tu mówimy cały czas o ojcu „wystarczająco dobrym”, czyli takim, który jest obecny w życiu córki, w kontakcie z nią, który poświęca jej swój czas i uwagę, ale też nie „przydusza” jej swoją miłością.

O ojcu córki mówi się często „jej pierwszy mężczyzna”.

I mnie się podoba to określenie, chociaż może ono brzmieć dwuznacznie. Nieraz go używam w rozmowie z pacjentkami. Ta dwuznaczność na początku czasem je niepokoi, ale potem dostrzegają związek między tym, kogo widziały w ojcu, a tym, kogo potem widzą w swoich partnerach. Ich postacie się przenikają.

Co to znaczy? Że kobieta szuka swojego ojca w innych mężczyznach?

Nie szuka kogoś identycznego, ale przyciągają ją ci, którzy w jakichś fragmentach są podobni. To się dzieje najczęściej nieświadomie i kłopot polega na tym, że jeśli ta pierwotna relacja nie była dość dobra, to i te wybory będą nią naznaczone. Może być tak, że ojciec był chłodny, krytyczny, pił czy bił, i nieświadomie szuka się takiego, z którym tę relację będzie można powtórzyć. Stąd często córki alkoholików wybierają sobie na partnerów uzależnionych mężczyzn. Dopiero w terapii się okazuje, z czego to wynika. Czy to jest ochota „przedłużenia” tamtego związku, czy ta dziewczyna po prostu nauczyła się, jak być z kimś takim, i woli nie próbować niczego innego, czy to jest wyraz jej tęsknoty? Córki ojców kochają bezwarunkowo i bywa, że jest to miłość nieszczęśliwa.

Jak ojciec wpływa na kształtowanie się kobiecości córki?

Może podarować jej zachwyt nad tą kobiecością, zwłaszcza gdy córka będzie świadkiem tego, jak ojciec kocha, szanuje i zachwyca się jej matką. To jest fundament.

Nie wtedy, kiedy zachwyca się nią? Kiedy mówi jej, jaka jest piękna, jaka mądra?

Zależy, jak często jej to mówi i z jaką intencją. W nadmiarze to będzie niebezpieczne. Bo to nie córce powinno się mówić: „Ty jesteś moją ukochaną, najpiękniejszą, jedyną”, tylko żonie. Ojcowie bezbrzeżnie zachwyceni córkami – ich urodą, wrażliwością, pięknym spojrzeniem – mogą je tym skrzywdzić. Bo wtedy zaburza się granica międzypokoleniowa, która jest niezbędna do prawidłowego rozwoju dziecka.

Czyli to niedobrze, jeśli ojciec traktuje córkę jak księżniczkę i nieba by jej przychylił?

Jeśli traktuje żonę jak królową i ta księżniczka widzi, gdzie jest jej miejsce, to w porządku. Ale jeśli ojciec traktuje córkę jak księżniczkę, a żona w tym czasie zmywa gary, to niedobrze. Dla wszystkich. Dla dziecka – bo dostaje władzę, której nie rozumie. Dla tego małżeństwa – bo taki „romans” córki z ojcem je osłabia. Dla matki – bo jest poniżana. Zastanawiałbym się wtedy, dlaczego ten mężczyzna jest tak sfrustrowany w relacji z żoną, że swoje uczucia „przeadresowuje” do córki. Jeśli ta koalicja ojca z córką będzie się zacieśniać, to może też dojść do tzw. pętli interakcyjnej.

Co to takiego?

Na przykład ta odrzucona na rzecz córki żona zacznie odrzucać seksualnie męża, w wyniku czego odrzucony mąż będzie jeszcze bardziej faworyzował i kokietował córkę, a w efekcie będzie jeszcze bardziej odrzucany przez żonę, że jej nie uwodzi. I kryzys będzie się pogłębiał.

Jak z tym będzie się czuć ta córka?

Może jej to schlebiać. Może mieć poczucie, że wygrywa rywalizację z matką, ale też może stracić to, co kobiety wynoszą z dobrych relacji z matkami, czyli poczucie kobiecej więzi i przynależności.

I co w dorosłości może się z taką „księżniczką” dziać?

Różnie może być. Dużo będzie zależało od tego, z kim ona będzie siedzieć w szkolnej ławce, co zobaczy w rodzinie sąsiadów albo u przyjaciółki. Czy ten ojciec będzie agresywny, czy czuły, czy ta matka będzie się w stanie do niej przebić mimo wszystko. Tym, co jednak często się dzieje w takich sytuacjach, jest to, że „księżniczka” podświadomie nie chce opuszczać tego „pierwszego mężczyzny”. On pozostaje dla niej numerem jeden i za każdym razem, kiedy próbuje szukać partnera, między nią a nim staje obraz jej ojca.

Ona szuka u innych mężczyzn podobnego zachwytu?

Zależy, czym był zabarwiony ten zachwyt. Jeśli miał podtekst seksualny albo jeśli ojca niekoniecznie seksualnie, ale emocjonalnie to podniecało, to ona może się wręcz bać podobnego zachwytu. Może się bać bliskości, bo ma poczucie, że bliskość z mężczyzną jest niezdrowa. To nie będzie kobieta, która powie: „Ach, jakie mam piękne, powabne ciało, będę w ramionach innego czuć się bezpiecznie, a moje zmysły będą chętne do wspólnego tańca”. Nie, raczej poczucie grzeszności może się rozlewać na jej życie seksualne.

Dlaczego w okresie dojrzewania ojcowie często odsuwają się od córek, ochładzają tę relację?

Ze strachu przed jej seksualnością. Bo granica między bliskością uczuciową a zmysłową jest często płynna. I wtedy może się pojawiać z tyłu głowy pytanie: na ile ten pocałunek jest rodzicielski, a na ile nie?

Dojrzewająca córka może budzić w ojcu takie skojarzenia?

W olbrzymiej większości nie, bo dzięki tabu kazirodztwa ta relacja jest erotycznie zablokowana. Ale ojcowie rzeczywiście często się wycofują, bo czują, że córka musi mieć też prawo do prywatności, do intymności. Wiedzą, że do łazienki czy do pokoju już się nie wchodzi bez pukania. To nie znaczy, że ojciec ma nie mówić córce: „Jak pięknie ci dziś w tej sukience”, ale wszystko zależy od tego, na jakich strunach on tę pieśń miłości gra. Czy to komplement, który sprawia, że ona leci na spotkanie ze swoim Zdzichem przeświadczona, że pięknie wygląda, czy też zostaje w domu, żeby jeszcze raz to usłyszeć? Bo za tym „ślicznie wyglądasz” kryje się jeszcze inny komunikat, wprost lub nie wprost wypowiedziany: „Musisz uważać na innych facetów. Jedyny bezpieczny facet to ja”. To zresztą ciekawe, co robią ojcowie, kiedy wokół córki zaczynają się kręcić absztyfikanci.

Ja od ojców nawet kilkuletnich córek słyszę szczery niepokój. Jakby się na wojnę szykowali.

To jest naturalne do pewnego momentu. Boją się, że ktoś im bliski zostanie zabrany. Jeśli ona jest nastolatką, to on niewiele może zrobić, żeby mieć kontrolę nad jej wyborami. Badania zresztą pokazują, że wpływ rodziców na los dziecka jest coraz mniejszy, a coraz większy mają rówieśnicy, internet i środowisko. Kiedyś autorytet był oparty na wiedzy, a w świecie, w którym wnuki mają większą wiedzę od dziadków, to zaczyna być groteskowe. I ja to w swoim gabinecie też obserwuję. Więc wygłaszanie kazań może być wręcz kontrproduktywne, jeśli dziecko przechodzi przez fazę buntu. Jedyne, co ma sens, to przekazywanie wartości przez realizację tych wartości.

Ale jak to zrobić?

Samemu dokonywać dobrych wyborów, a poza tym być razem, rozmawiać, wspólnie coś robić, dbając o siebie nawzajem. Coś, co w anglosaskiej kulturze nazywa się quality time. To znacznie lepiej wyposaża córkę w umiejętność dokonywania dobrych wyborów niż prelekcje na temat tego, że „jak ktoś pije, pali i nadużywa, to rodzina się kiwa”.

A kiedy to jest już wybór partnera na życie, nie chłopaka na bal maturalny?

To dobrze by było, gdyby ojciec potrafił z godnością przyjąć fakt, że córka idzie do innego. I to w dodatku nie do tego wymarzonego. Bo córka ma raczej nie liczyć na to, że z ust ojca padnie: „Boże, jaki on cudowny!”. Prędzej matka to powie.

To wynika z lęku, że ten mężczyzna nie będzie dla niej dość dobry, czy z zazdrości?

Możliwe, że z zazdrości, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Ja na zazdrość nie patrzę jakoś negatywnie, o ile nie zamienia się w zawiść czy agresję. Dla mnie, jako ojca, najważniejszym kryterium jest: czy z tym partnerem moja córka ma dobrze? Czy jest kochana i kochająca?

Czasem im jest ze sobą dobrze, ale ojcu zięć się nie podoba.

Nie musi, ale musi go szanować. I powstrzymać się od komentarzy i okazywania niechęci. Ojciec jest głosem obecnym w sercu córki. Jeśli to głos dezaprobaty, to wtedy psuje jej związek. To nie muszą być nawet teksty typu: „Aleś sobie wybrała!”, „Co z niego za mężczyzna!”, tylko taka negatywna nuta. Już to wystarczy, żeby sączyć do jej małżeństwa jad. Co innego, jeśli ojciec wie, że w tym związku jest przemoc albo jakieś nadużycie, to wtedy powinien wrócić do dawnej roli, wtrącić się i pomóc. Ja bym tak w każdym razie zrobił. (…)”


cały artykuł do przeczytania na stronie internetowej „Wysokich Obcasów”:

www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,127763,18163241,Dobry_ojciec_to_taki__ktory_jest_obecny_w_zyciu_corki_.html#TRwknd


 PSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA GDAŃSKPSYCHOLOG GDAŃSK