Wpisy na blogach: „Do tego wieku wyrobisz w dziecku dobre nawyki – potem jest to bardzo trudne!”

Na blogu parentingowym „Mamadu” pojawił się ciekawy tekst – poradnik dotyczący wychowywania dzieci oraz angażowania ich w obowiązki domowe.

Gabinet Psychoterapii w Gdańsku„Czy pamiętacie, kiedy nauczyliście się wycierać buty przed wejściem do domu? Od kiedy wiecie, że rano i wieczorem należy myć zęby albo że po posiłku trzeba posprzątać na stole? Prawdopodobnie nie pamiętacie, bo rodzice uczyli was tego już od wczesnego dzieciństwa. Badania pokazują, że dobre nawyki i zwyczaje dotyczące obowiązków i prac domowych najłatwiej jest wyrobić u dzieci przed ukończeniem dziewiątego roku życia. Potem może okazać się to o wiele trudniejsze i mniej efektywne.

Czym skorupka za młodu nasiąknie…

Jeśli wprowadzisz swoje dziecko w obowiązki domowe i powierzysz mu zadania już od wczesnego dzieciństwa, to prawdopodobieństwo, że dobre nawyki zostaną zakorzenione w nim na stałe, jest bardzo wysokie. Badania pokazują, że wprowadzone i utrzymywane do dziewiątego roku życia zwyczaje są łatwiejsze do kontynuowania w późniejszych latach. Nie ma co liczyć na to, że dziecko samo kiedyś się nauczy, kiedyś będzie robiło, weźmie się pracy później – bez wymagań ze strony rodziców i ich działania w tym zakresie będzie to o wiele trudniejsze.

Badacze z Brown University przebadali blisko 50 tysięcy rodzin, by zobaczyć, dlaczego niektórzy rodzice wymagają od swoich dzieci, nakładają na nich obowiązki i odpowiedzialność, a inni są mniej zasadniczy i wstrzymują się od takich działań. Najczęściej podawanym powodem braku wymagań była obawa przed niepoprawnym wykonaniem zadania przez dziecko oraz opinia rodziców o tym, że coś niewarte jest wysiłku.

Niepowodzenie? Nauka!

Choć obserwowanie zmagań malucha z jakimś zadaniem może być dla rodziców trudne, a przypominanie o obowiązkach i upominanie dziecka niekomfortowe, to warto stawiać przed dziećmi wymagania i powierzać im zadania. Nie można też niepowodzeń i błędów traktować jako porażkę dziecka – to dla niego cenna nauka. Rodzic, który tłumaczy brak wymagań zdaniem „nie chce patrzeć, jak coś mu się nie udaje” może równie dobrze powiedzieć „nie chcę patrzeć, jak moje dziecko się uczy”. (…)”


cały tekst jest dostępny na blogu:

www.agaidzieciaki.mamadu.pl/124497,do-tego-wieku-wyrobisz-w-dziecku-dobre-nawyki-potem-jest-to-bardzo-trudne


PSYCHOTERAPIA GDAŃSKGABINET PSYCHOTERAPII W GDAŃSKU

Portale internetowe: „O wielkim znaczeniu czasu wolnego.”

Piękny tekst o ogromnej wadze, którą mają (niestety) niedoceniane w dzisiejszych czasach nuda, czas wolny i „nicnierobienie”. Polecam!

Psychoterapia Psychodynamiczna Gdańsk„Chcemy, by nasze dzieci dobrze się rozwijały, żeby nie umknął nam żaden okruch ich pięknego potencjału, by z sukcesem szły naprzód, pięły się coraz wyżej. Dbając o rozwój dzieci, staramy się zapewnić im do tego odpowiednie warunki i okazje. Wybieramy jak najlepszą szkołę, a na „po szkole” jak najbardziej inspirujące i rozwijające zajęcia dodatkowe. Dbamy o zajęcia sportowe, żeby dziecko rozwijało się fizycznie, o komputerowe czy robotyczne, bo informatyka to przyszłość, do tego plastyka, muzyka, może lepienie w glinie, dla rozwoju motoryki małej i mózgu. I jeszcze coś, co dziecko akurat interesuje – klub gier planszowych, czy może zajęcia młodych mistrzów eksperymentowania. W grafiku zajęć naszych dzieci jest, a przynajmniej powinna znaleźć się jeszcze jedna bardzo ważna pozycja: czas wolny.

Co to znaczy czas wolny?

Czas wolny to czas, z którym dziecko może zrobić co chce i którego nikt – nawet rodzice – nie wypełnia zewnętrzną, choćby najbardziej fascynującą treścią, to czas pozbawiony ustrukturyzowanej organizacji, tematyki i pożytecznego celu. W czasie wolnym puszczamy bańki mydlane nie dlatego, że to dobre ćwiczenie logopedyczne, lecz dlatego, że to jest fajne, jeździmy na rowerze, żeby poczuć wiatr we włosach, a nie ćwiczyć ścięgna Achillesa, huśtamy się na huśtawce dla przyjemności i zabawy, a nie z myślą o stymulowaniu rozwoju struktur mózgowych. Kiedy dziecko wypełnia swoje obowiązki lub uczestniczy w zorganizowanych zajęciach, gdzie realizujemy swoje pasje, jego czas zarządzany jest z zewnątrz. To znaczy jest ktoś, kto mówi, co dziecko ma robić, wyznacza zadania, stawia cele, wprowadza algorytmy zachowania. To prowokuje i stymuluje do rozwoju, kształtuje cenne umiejętności i cechy, rozbudza zainteresowania. Dla rozwoju dziecka czas wolny jest jednak równie istotny, jak zajęcia plastyczne, szachy, czy basen. Choć wydaje się czasem bez celu i pożytku, w rzeczywistości kształtuje i rozwija pewne umiejętności, cechy, zachowania i pełni bardzo istotną funkcję w życiu dziecka.

Odpoczynek

To oczywiste – wolny czas służy do odpoczynku. Czy dzieci go potrzebują, skoro i tak całymi dniami bawią się lub uczą? Otóż zabawa i nauka to praca dzieci. Tak jak dorosłe zawodowe obowiązki, tak te dziecięce aktywności wymagają wysiłku intelektualnego, fizycznego, emocjonalnego. Dzieci podejmując ten wysiłek uczą się i rozwijają, co jest ich głównym zadaniem w tym wieku. Po pracy jednak, nawet po takiej dziecięcej, każdy potrzebuje wytchnienia, odzipu od presji i wytężonej uwagi. Zwolnienia tempa i uwolnienia się od powinności, zobowiązań i spełniania oczekiwań. Porobienia czegoś wyłącznie dla przyjemności, ale też możliwości nicnierobienia. Dzieci potrzebują tego nie mniej niż dorośli. (…)”


cały artykuł jest dostępny tutaj:

www.juniorowo.pl/o-wielkim-znaczeniu-czasu-wolnego


TERAPIA W GDAŃSKUPSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA GDAŃSK

Wywiady: „Rodzicu, pozwól Zosi być samosią i zajmij się sobą.”

Na stronie internetowej „Wysokich Obcasów” można przeczytać wywiad dotyczący sposobu wychowywania dzieci w dzisiejszych czasach. Ciekawą rozmowę o nadopiekuńczości rodziców prowadzą redaktor Agnieszka Jucewicz i psychoterapeutka Barbara Arska – Karyłowska:

Psychoterapia Psychodynamiczna w GdańskuCzytała pani ostatnie wyniki badań PISA?

Słyszałam o nich. Podobno nasi gimnazjaliści są w czołówce europejskiej, jeśli chodzi o wyniki w nauce.

No właśnie, byliśmy z tego bardzo dumni. Ale niedawno opublikowano kolejną odsłonę tych badań, z której wynika, że jeśli chodzi o samodzielne rozwiązywanie problemów, to już jesteśmy na szarym końcu. Podobno wielu polskich nastolatków nie wie, jak kupić najtańszy bilet na pociąg. Mamy kłopot z samodzielnością? Pani to widzi w swojej praktyce?

To, co ja widzę, to przede wszystkim rosnąca liczba rodziców, którzy są bardzo skupieni na sukcesie edukacyjnym dziecka. To się znacznie zmieniło na przestrzeni lat. Moim rodzicom również zależało na tym, żebym się dobrze uczyła, żebym została „kimś”, ale nikt nie planował mi już w przedszkolu kariery zawodowej. A teraz tak się dzieje. Rodzice boją się, że coś przegapią, że z tym sukcesem nie zdążą, stąd te zajęcia dodatkowe już od małego: języki, gra na skrzypcach, jeśli komputer, to tylko zabawy edukacyjne itd. Gdy sukces edukacyjny staje się priorytetem, to już nie ma czasu na kształcenie innych, równie ważnych umiejętności, np. na obowiązki domowe. Po co będę zawracać dziecku głowę wyrzucaniem śmieci, sprawunkami czy wychodzeniem z psem, kiedy ono musi się przygotować do egzaminu!

Jest kryzys, pracy dla młodych brakuje. Rodzice się zwyczajnie boją, czy ich dzieci sobie poradzą w takim świecie.

Ja to rozumiem i ich nie winię. Edukacja też jest za to współodpowiedzialna. Ja mam małych pacjentów, którzy powinni ze względu na swoje uwarunkowania – bo są np. nadpobudliwi albo lękowi – chodzić do małej, kameralnej szkoły. Ale oni się do tej szkoły nie dostają, bo już do pierwszej klasy jest egzamin, którego nie zdają. Ta presja na wyniki jest absurdalna.

Niby w przedszkolu i na początku szkoły zwraca się uwagę na samodzielność dziecka, na to, czy umie się ubrać, zapiąć guziki, samo zjeść. Zwraca się uwagę na jakieś kompetencje społeczne, czy np. dziecko umie się odnaleźć w grupie, ale bardzo szybko się to odpuszcza – i w szkole, i w domu zaczyna się liczyć tylko nauka, zdane egzaminy, testy. Takie sprawy, jak samodzielne pójście do sklepu, na pocztę, rozliczenie się z kasjerką – przestają być istotne. Wyręcza się w nich dzieci, bo są „ważniejsze” rzeczy do zrobienia. W Stanach Zjednoczonych kiedy dziecko kończy 18 lat, musi już być samodzielne. Zwykle wtedy wyjeżdża z domu do college’u i musi sobie samo radzić, ale system edukacji już wcześniej to uwzględnia. W liceum dzieci mają więc zajęcia np. z tego, jak załatwić sprawy w banku, jak spłacić pożyczkę. Nie mówiąc o tym, że większość 14-latków pracuje dorywczo, i to nie tylko w wakacje. Ja nie twierdzę, że to jest jakiś ideał, do którego należy dążyć, ale to bardzo usamodzielnia, a przy okazji wzmacnia poczucie własnej wartości. (…)”


cały tekst jest dostępny tutaj:

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,16058274,Wychowanie_z_sensem__Rodzicu__pozwol_Zosi_byc_samosia.html


PSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA W GDAŃSKUTERAPIA GDAŃSK