Prasa: „Dzieci bez więzi.”

Na stronie internetowej miesięcznika „Zwierciadło” pojawił się artykuł pt.: „Dzieci bez więzi” autorstwa Sylwii Królak:

Psychoterapia Psychodynamiczna Gdańsk„Dzieci, które we wczesnym dzieciństwie były zaniedbywane i źle traktowane nie rozwijają się tak, jak dzieci z kochających rodzin. Przed rodzicami adopcyjnymi stoi trudne zadanie, jak pomóc takiemu dziecku w osiągnięciu równowagi.

Na skutek traumatycznych przeżyć, jeszcze przed piątym rokiem życia u dzieci zaniedbywanych albo osieroconych pojawiają się głębokie zaburzenia emocjonalne, co z zewnątrz objawia się słabymi umiejętnościami społecznymi, unikaniem kontaktu wzrokowego, nadmiernym smutkiem, spokojem lub agresją. Może dojść także do samookaleczeń i zahamowania wzrostu. Im wcześniej się takim dzieciom pomoże i o nie zadba, tym lepiej.

Jak powstaje więź

Proces przywiązania i budowania więzi kształtuje się przez pierwsze trzy lata życia dziecka. Niemowlę wyraża swoje potrzeby poprzez płacz i krzyk, a kiedy opiekun je zaspokaja – przez nakarmienie, zmianę pieluchy, czy przytulenie – dziecko nabiera do niego zaufania. Powtarzanie tego cyklu jest ważnym procesem w kształtowaniu relacji dziecka z otoczeniem. Tworzy się przywiązanie, a co za tym idzie – umiejętności społeczne. Jeśli jednak ten cykl zostaje przerwany poprzez odrzucenie dziecka, brak opieki, obojętność, czy przemoc – przy czym znaczenie ma tu również okres prenatalny i tzw. odrzucenie pierwotne, czyli w łonie matki – powstają zaburzenia więzi, zwane reaktywnym zaburzeniem przywiązania (ang. reactive attachment dis order – w skrócie RAD).

Zdaniem psychologa dziecięcego, Agaty Łukaszewicz, współzałożycielki Pracowni Terapeutycznej Dla Dużych i Małych w Otwocku, głębokość tych zaburzeń zależy od tego, czy do 3 roku życia dziecko miało szansę wytworzyć więź w domu rodzinnym. Jeśli jednak była to więź patologiczna powiązana z zaniedbaniem wychowawczym, wówczas dziecko będzie miało dysfunkcyjne wzorce więzi, które przeniesie do rodziny adopcyjnej. Tymczasem adopcja dziecka przed 9 miesiącem życia daje szansę, że ta więź utworzy się prawidłowo – mówi psycholog.

Skutki braku więzi u niemowląt

Dzieci, które doświadczyły przemocy, zachowują się tak, jakby zagrożenie było cały czas realne, mimo że zmieniają swoje środowisko i w nowym domu adopcyjnym panują dobre relacje.

U niemowląt występują objawy tzw. depresji analitycznej, która objawia się unikaniem kontaktu wzrokowego, odmawianiem pożywienia, dziecko wykazuje cechy autystyczne. Małe dzieci z zaburzeniami więzi nie chcą być dotykane. Rodzice adopcyjni muszą być więc bardzo cierpliwi i wytrwale z dzieckiem pracować, aby zaufało nowym opiekunom. W przypadku pewnej rodziny, adoptującej 3 – miesięczną dziewczynkę, kontakt wzrokowy z dzieckiem udało się nawiązać dopiero po kolejnych trzech miesiącach – mówi Agata Łukaszewicz. U starszych dzieci złe warunki rozwoju skutkują niższym wzrostem i wagą, jednak po adopcji potrafią nawet w ciągu 3 miesięcy urosnąć o kilka cm i przybrać na wadze – dodaje. (…)”


cały artykuł jest dostępny tutaj:

www.zwierciadlo.pl/psychologia/relacje-spoleczne/dzieci-bez-wiezi


TERAPEUTA W GDAŃSKUPSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA GDAŃSK

Prasa: „Kiedy do psychologa.”

Na stronie internetowej miesięcznika „Zwierciadło” pojawił się krótki poradnik, zawierający w siedmiu punktach niepokojące objawy, z którymi należy niezwłocznie zgłosić się do psychiatry lub/i psychoterapeuty:

Psychoterapia Psychodynamiczna Gdańsk„Każdy ma złe dni, zdarza się że nawet tygodnie. Jest jednak 7 znaków, świadczących, że chorujesz na depresję lub inne zaburzenie psychiczne i potrzebujesz natychmiastowej pomocy specjalisty.

1. Myśli samobójcze.

Jeśli tylko zaczniesz myśleć, że życie nie jest warte tego, by żyć. Jeśli przyjdzie ci myśl o odebraniu sobie życia, natychmiast zgłoś się do psychologa lub psychiatry.

2. Poczucie beznadziejności życia.

Jeśli czujesz, że niczego od życia nie oczekujesz, że nie ma ono głębszego sensu, potrzebujesz pomocy specjalisty od zdrowia psychicznego.

3. Niezdolność do pracy z powodu stanu emocjonalnego.

Czasem zdarza się, że w pracy mamy kłopoty albo jest czas na to, żeby przeżyć żałobę, stratę, dużą życiową zmianę. Ale jeśli stan niezdolności do pracy nie jest bezpośrednio związany z tego typu sytuacjami, zgłoś się po pomoc.

4. Problemy ze snem.

Zwróć na nie uwagę, zwłaszcza wtedy, kiedy występują według określonego wzorca, na przykład budzisz się zawsze o 4 rano albo zawsze mam kłopot z zaśnięciem. To może świadczyć o depresji, która wymaga psychoterapii lub leczenia.

5. Zmiana apetytu.

Odczuwasz wstręt do jedzenia, masz brak łaknienia lub odwrotnie jesz bardzo dużo – to znak, ze twoje ciało reaguje na nierozwiązane konflikty psychiki. Nadszedł czas, żeby się nimi zająć.

6. Zmiany nastroju, które trwają dłużej niż kilka tygodni.

Jeśli powraca do ciebie silne uczucie smutku, gniewu, lęku – potrzebujesz pomocy, by je pozytywnie transformować.

7. Wycofanie się z życia.

Jeśli masz trudności, by podejmować działania, które kiedyś były dla ciebie normą, sprawiały ci przyjemność czy po prostu były ważne – twoja energia życiowa jest uwięziona przez wyparte do nieświadomości uczucia. Wydobędziesz je z pomocą psychoterapeuty.”


żródło: 

www.zwierciadlo.pl/psychologia/zrozumiec-siebie/kiedy-do-psychologa-7-alarmujacych-znakow


TERAPIA W GDAŃSKUPSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA GDAŃSK

Wywiady: „Mamo, jestem brzydka!”

Na stronie internetowej magazynu „Zwierciadło” ukazał się ciekawy wywiad o kształtowaniu się obrazu swojego ciała u dziewczynek. Z psychoterapeutką, prof. dr hab. Katarzyną Schier rozmawia Ewa Pągowska:

Psychoterapia Psychodynamiczna w Gdańsku„Jestem brzydka”. Jak takie przekonanie powstaje w głowie kilkuletniej dziewczynki?

– Jednym z głównych powodów może być zaburzony proces kształtowania się obrazu ciała. Obraz ciała jest częścią „ja cielesnego”, czyli pierwszego „ja”, jakie buduje człowiek. Przyjmuje się, że powstaje około 6. roku życia. Przez pierwsze lata zyskujemy wiedzę m.in. o tym, jak jesteśmy zbudowani, świadomość, że np. mamy twarz, chociaż możemy ją zobaczyć tylko w lustrze. Budujemy stosunek emocjonalny do ciała i jego poszczególnych części. Co ważne – to wszystko tworzy się relacyjnie, a więc w bliskości z drugą osobą.

– Jak to się dokładnie odbywa?

– Ogromną rolę w kształtowaniu obrazu ciała odgrywa dotyk. Dowiedziono, że jeśli jest częsty i czuły, małe dziecko otrzymuje informację, że jego ciało, a więc ono samo, jest piękne i warte miłości. Pomiędzy niemowlęciem a jego głównym opiekunem, czyli najczęściej matką, dochodzi do bardzo dużej liczby epizodów interakcyjnych – małych, codziennych sytuacji, w których dziecko uczy się, jak jego ciało jest odbierane. Dotyk pomaga też nauczyć się granic, czyli tego, gdzie kończy się ono samo, a gdzie zaczyna druga osoba. Ma to bezpośredni związek z późniejszą umiejętnością określania granic na poziomie emocjonalnym. Dlatego zabiegi pielęgnacyjne, takie jak przewijanie i kąpiel, nie powinny być tylko mechanicznym wykonywaniem koniecznych czynności. Ani, co gorsze, wykonywane z dezaprobatą, jak to zdarzyło się w przypadku pewnej dziewczynki. Kiedy była niemowlęciem, rodzice nie radzili sobie z zapachem jej kupy i przewijając dziecko prychali z obrzydzeniem. Dziewczynka później, w wieku kilku lat, myślała, że jest wstrętna, bo śmierdzi, chociaż nie miało to nic wspólnego z prawdą.

– Czyli dziewczynce, która czuje się brzydka, we wczesnym dzieciństwie zabrakło dotyku matki?

– Możliwe, ale dotyk to jeden z wielu elementów. Jak twierdził brytyjski pediatra i psychoanalityk Donald Woods Winnicott, szalenie ważne jest to, co dziecko widzi w oczach matki. Czy siebie jako wcielenie Wenus lub Apolla – czy przerażenie, chęć rywalizacji, depresję, wycofanie lub nawet echa konfliktu z partnerem. Jeśli nie ma tam miejsca na miłość i akceptację, to emocjonalny ból, jaki odczuje dziecko, można porównać do sytuacji porzucenia. (…)”


cały wywiad jest do przeczytania na portalu internetowym „Zwierciadła”:

http://rozwojosobisty.zwierciadlo.pl/mamo-jestem-brzydka/


TERAPIA GDAŃSKPSYCHOTERAPIA PSYCHODYNAMICZNA W GDAŃSKU

Prasa: „Lęk – rozpoznaj zagrożenia.”

Gabinet Psychoterapii GdańskInteresujący artykuł opisujący lęk od strony neurobiologicznej – warto przeczytać! (Tekst ukazał się na stronie internetowej miesięcznika „Zwierciadło”):

„Z psychologicznego punktu widzenia to fascynujący stan emocjonalny. Ma negatywne zabarwienie, towarzyszy mu uczucie niepokoju, napięcia. Potrafi też jednak mobilizować i chronić nas przed pochopnymi decyzjami.

Lęk przeżywamy całym sobą, od wyraźnych odczuć na poziomie ciała, przez zmiany w procesach poznawczych (uwadze, pamięci, myśleniu), na sposobie zachowania kończąc.

Mówimy o nim, że jest wszechogarniający, dojmujący, że nami włada czy nas paraliżuje. Nad lękiem trudno jest panować, wymyka się nam spod kontroli. To właśnie z jednej strony brak obiektu wywołującego utrudnia zapanowanie nad lękiem, bowiem jeśli nie wiem, co wywołuje ów stan, to jak mu zapobiec? Z drugiej strony biologiczne podstawy lęku powodują, że jego regulacja jest tak trudna.

Zaczyna się w mózgu

Lęk jest konsekwencją aktywacji określonych obwodów neuronalnych w naszym mózgu, które tworzą podstawy pamięci emocjonalnej opisanej w fascynujący sposób przez Josepha LeDoux, profesora neurologii i psychologii. Za wszystkie fizjologiczne objawy lęku, takie jak drżenie dłoni czy głosu, przyśpieszone bicie serca, odczucie motyli w żołądku, odpowiedzialna jest aktywacja układu limbicznego, w którego skład wchodzą między innymi ciało migdałowate i podwzgórze. Nasza kontrola nad funkcjonowaniem układu limbicznego jest niewielka, dlatego tak trudno panować nam nad cielesnymi objawami lęku.

Spróbujmy przyjrzeć się pamięci tak traumatycznego zdarzenia, jakim jest wypadek. Po latach szczegółów wypadku możemy już nie pamiętać, ale widok np. niebieskiego samochodu natychmiast aktywuje obwód pamięci emocjonalnej i uruchamia somatyczną reakcję. Kluczowym procesem odpowiedzialnym za powstawanie takich obwodów pamięciowych jest warunkowanie opisane przez Iwana Pawłowa i Edwarda Watsona. Watson w słynnym eksperymencie nad warunkowaniem lęku, w którym wziął udział mały Albert, pokazał, że ukochany pluszowy króliczek może zamienić się w maskotkę wywołującą paniczny lęk. Ilekroć Albert brał ulubionego króliczka do ręki, rozlegał się głośny nieprzyjemny dźwięk wywołujący strach. Króliczek zaczął Albertowi kojarzyć się z czymś przerażającym. Odtąd sam widok maskotki wywoływał lęk. Co więcej, okazało się, że przedmioty podobne do króliczka, jak np. biały miękki koc, również budziły niechęć.

Podobnie jest z niebieskim samochodem – wywołał reakcję w naszym ciele, przez co nabrał dla nas emocjonalnego znaczenia. (…)”


cały tekst jest do przeczytania tutaj:

http://zwierciadlo.pl/2011/psychologia/rozwoj/lek-rozpoznaj-zagrozenia


PSYCHOTERAPIA W GDAŃSKUGABINET PSYCHOTERAPII GDAŃSK

Wywiady: „Potrzeba czułości – co się dzieje, gdy nie jest zaspokojona?”

Gabinet Psychoterapii GdańskO czułości z psycholog Katarzyną Grębecką – Romanowską rozmawia Maja Jaszewska. Wywiad ukazał się na łamach „Zwierciadła”:

„Kilka miesięcy temu Teatr Ognisko rozpoczął kampanię społeczną „Niezgoda na Bezczułość”, zachęcającą do rozmowy o samotności i potrzebie miłości we współczesnym świecie. Podejmijmy więc to wyzwanie i spróbujmy powiedzieć, czym jest czułość.

Każdy z nas pragnie czułości i jest do niej stworzony, ale mimo to nie jest łatwo ją zdefiniować. W psychologii mówi się o czułości wtedy, kiedy opisuje się więź, bo jest ona jej immanentną częścią. Dlatego psychologia określa czułość jako podstawową potrzebę, wywodzącą się z relacji matki i dziecka. Opieka nad nowo narodzonym potomstwem wymaga bliskości fizycznej i czułość wywodzi się właśnie z niej. Cała sfera pielęgnacji, dotykania małego dziecka, karmienia go, przewijania, kąpania, pieszczot, przytulania, gdy płacze – ma charakter czuły i buduje więź. Dlatego dzieci z domów dziecka czy z domów, gdzie panuje dysfunkcja emocjonalna, cierpią na zaburzenia więzi. Bez czułości nie ma zdrowej, ciepłej więzi.

Swego czasu przeprowadzono głośne i kontrowersyjne badania na rezusach; odebrano młode matce i umieszczono je w pomieszczeniu, gdzie były dwie kukły – jedna z mlekiem, a druga miękka, szmaciana. Okazało się, że małpie dziecko cały czas siedziało na szmacianej małpie, w którą mogło się wtulić, a tylko na chwilę szło do drewnianej, żeby zjeść. Kiedy dorosło, nie było w stanie nawiązać żadnych relacji z innymi małpami, nie było przystosowane do życia w stadzie. Ostatnim etapem eksperymentu było połączenie dwóch osieroconych małp. Przez pierwszy miesiąc były nierozłącznie sczepione ze sobą. Badanie to dowodzi, że potrzeba czułości rozumianej jako bliskość fizyczna jest bardzo silna u naczelnych, a kiedy nie jest zaspokojona, w późniejszym czasie dochodzi do dysfunkcji w zakresie funkcjonowania w relacji i w grupie.

Nie ma czułości bez dotyku?

Myślę, że każdy postrzega ją trochę inaczej, ale z pewnością musi być w niej bliskość. Można ją okazać też ciepłym, czułym słowem, tonem głosu. Część psychologów twierdzi, że każda rodzina, każdy system wypracowuje sobie swoje wzorce czułości. Jeśli ktoś wie, że jego mama uwielbia dobrą czekoladę, i przyniesie jej tabliczkę w prezencie, może być to dla niej wystarczający gest czułości.

A jeśli ktoś w ramach przeprosin przyniesie ulubioną czekoladę, ale słowo „przepraszam” nigdy nie padnie?

Jeśli tym gestom nie towarzyszy dobra komunikacja, to wręczanie rzeczy czy drobne przysługi mogą być odbierane nie jako gesty czułości, ale coś zastępczego. Moim zdaniem w prawdziwej czułości potrzebna jest taka wrażliwość na drugiego człowieka, żeby umieć trafić w jego potrzeby. A to wymaga uważności. Jeśli więc widzimy, że komuś słowo „przepraszam” jest bardzo potrzebne, spróbujmy je powiedzieć, zamiast wykonywać różne zastępcze gesty.

Czy czułość jest typowa tylko dla bliskich relacji, czy też można być czułym również wobec obcych ludzi?

Jak najbardziej można. Jest taki fragment czułości, który wydaje się być instynktowny. Jeżeli widzimy małe, bezbronne dziecko, to bez względu na to, czy ono jest nasze, czy nie, jeśli będzie potrzebowało pomocy – ruszymy z nią. Rozczula nas widok wszystkich, którzy są bezradni i potrzebują troski. Dlatego pochylamy się opiekuńczo nad starszymi osobami, głodnymi, chorymi, dziećmi, ale też nad małymi czy potrzebującymi opieki zwierzętami.

Ale jeśli nie dostaliśmy w dzieciństwie czułości, troskliwej opieki i ciepła, nie mamy potem odpowiednich zasobów tych dóbr, żeby obdarować nimi inne osoby. Trzeba najpierw samemu się nasycić, żeby później dzielić się z innymi. (…)”


cały wywiad jest do przeczytania na stronie internetowej miesięcznika „Zwierciadło”:

www.zwierciadlo.pl/2014/psychologia/potrzeba-czulosci-co-sie-dzieje-gdy-nie-jest-zaspokojona


GABINET PSYCHOTERAPII GDAŃSKPSYCHOTERAPIA W GDAŃSKU

Wywiady: „Logika snów.”

Leczenie Zaburzeń Osobowości GdańskWywiad z psychoterapeutką, Agnieszką Wróblewską przeprowadziła Aleksandra Nowakowska, redaktor miesięcznika „Zwierciadło”:

„Jung odkrył, że sny odsłaniają przyczynę naszej dysharmonii i emocjonalnego niepokoju, ujawniają ukryty potencjał jednostki, zawierają twórcze rozwiązanie codziennych problemów. Poprzez sny ludzie stają się świadomi tego kim rzeczywiście są. Tak?

Agnieszka Wróblewska: Snami zajmowano się od wieków. Świadczą o tym chociażby senniki staroegipskie. Wróżbici analizowali sny dawnych władców przed ich wyprawami na wojny. Do psychologii sny wprowadził Freud. To on powiedział, że warto się nimi zajmować. Jest autorem pięknego sformułowania: „Sny są królewską drogą do nieświadomości”. Freud mówił o tym, że marzenia senne ukrywają nasze nieświadome życzenie. Bywa, że jest ono przez sam sen mocno ukryte. Twierdził, że sen ma treść jawną i zamaskowaną. Zadaniem terapeuty jest dotrzeć do tej ukrytej treści poprzez swobodne skojarzenia, które podaje pacjent. Jung w analizie snów poszedł dalej. Według niego sny zaspokajają pragnienia, które tłumimy. Mówił szerzej – że sny są po to, żeby uzupełnić naszą jednostronną codzienną świadomość. Chodzi tu o to, że jeżeli na przykład jesteśmy osobą spokojną, wycofaną, która żyje w poukładanym świecie, możemy mieć sny o wielkich wojnach, chaosie, bałaganie. Takie sny wskazują na nasz nie dopuszczany do świadomości aspekt.

Psychoanalityczka Marie-Louise von Franz, wieloletnia współpracownica Junga, twierdziła że sny nie odzwierciedlają naszych myśli, marzeń, planów – tak jak się powszechnie sądzi – tylko coś zupełnie odwrotnego, coś czego nie chcemy usłyszeć.

Wiadomości, które niosą nam sny, są dobre. Tylko że niekoniecznie dla naszego świadomego umysłu. One są dobre dla naszego rozwoju. Śni nam się coś, czego potrzebujemy, coś czego w naszym życiu brakuje. Oceniamy to natomiast z punktu widzenia naszego świadomego „ja”. Jeśli ma się ono rozwinąć, musi wzbogacić się o coś nowego. O co? Podpowiedź znajdziemy w snach. Często ukryta jest ona w postaciach, które nam się śnią. Jeśli na co dzień jestem osobą, która stara się być dla wszystkich miła, a śni się mi się agresywny niedźwiedź, to na świadomym poziomie ten sen będzie dla mnie przerażający. Natomiast jeśli udałoby mi 5 proc. z niedźwiedzia wprowadzić do moich relacji, rozwiązałoby to 50 proc. moich problemów w rodzinie i w pracy. Oczywiście, nam samym często trudno jest odkryć tę stronę.

Jung mówił, że sny pokazują nam nasze plecy.

Jung opowiadał swoje sny studentom, nawet tym początkującym, i prosił ich o dowolne skojarzenia i interpretacje. Wierzył, że nawet ktoś niedoświadczony w analizie snów, podpowie mu coś, na co on sam by nie wpadł. Na końcu jednak weryfikatorem snów jest sam śniący. Gdy terapeuta podaje interpretację, tylko my jesteśmy w stanie poczuć czy jest ona właściwa. (…)”


cały wywiad jest dostępny na stronie internetowej „Zwierciadła”:

www.zwierciadlo.pl/2012/psychologia/relacje-spoleczne/logika-snow-wywiad-z-psychoterapeutka-agnieszka-wroblewska


PSYCHOLOG W GDAŃSKULECZENIE ZABURZEŃ OSOBOWOŚCI GDAŃSK

Prasa: „Warsztaty czy terapia?”

Gabinet Psychoterapii w GdańskuJustyna Masella Praszyńska dokonała treściwego rozróżnienia pomiędzy pomocą psychologiczną w formie psychoterapii a warsztatami. Tekst ukazał się na łamach „Zwierciadła”:

„Czasami towarzyszy nam wiara, że jeden wspaniały warsztat rozwoju osobistego zmieni nasze życie. Jeśli tak się nie dzieje szukamy następnego. Tymczasem głębokie, rzeczywiste zmiany wymagają czasu, dotarcia do przyczyn problemów i świadomej zmiany wzorca naszych zachowań. Warsztaty rozwojowe mogą być inspiracją, czasem uzupełnieniem terapii. Ale żaden warsztat jej nie zastąpi. Jak wybrać zajęcia, które nam istotnie pomogą? Kiedy wskazana jest terapia?

Mirka wraca do domu po weekendzie spędzonym na warsztacie poświęconym poszukiwaniu kobiecej mocy. Jedzie samochodem i śpiewa głośno ulubione piosenki. Czuje się szczęśliwa i ma mnóstwo energii. Dwa dni w pięknym miejscu, w towarzystwie uroczych kobiet sprawiły jej wiele przyjemności, a ćwiczenia były naprawdę interesujące i Mirka ma mocne postanowienie, że będzie z nich korzystać na co dzień. Przy tej myśli głos jej nieco słabnie i uśmiech znika z twarzy. Czy tak już nie było kilka miesięcy temu? Pojechała na  warsztat na temat wewnętrznego krytyka. Po powrocie przez dwa tygodnie przepełniała ją radość i poczucie, że teraz już wie, jak kierować swoim życiem. A potem jakby ktoś przekłuł balonik, euforia i pewność zniknęły, a na ich miejsce pojawiły się znane lęki i wątpliwości. W głowie kołatało pytanie, które zadał jej prowadzący warsztat: czy myślała kiedyś o psychoterapii? Nie, nigdy, raczej poszuka kolejnego warsztatu.

Oferta warsztatów rozwojowych jest dzisiaj tak bogata, że można sobie nimi zająć każdy weekend i całe wakacje. W zależności od naszych potrzeb mamy do wyboru zajęcia artystyczne, psychologiczne, pracę z ciałem, energią, oddechem, czakrami, tantrę, tańce w kręgu i naukę gotowania według pięciu przemian. Aby nie pogubić się w tym gąszczu propozycji, dobrze jest znaleźć przewodnika, na przykład popytać o warsztatowe doświadczenia wśród przyjaciół i znajomych, poczytać rekomendacje w czasopismach lub portalach psychologicznych. Trzeba też zadać sobie pytania i uczciwie na nie odpowiedzieć: po co chcę tam pójść, co mnie tam ciągnie, czego oczekuję, jaki mam cel, co pragnę osiągnąć? Na warsztatach możemy poznać nowe metody pracy nad sobą, odkryć swój twórczy potencjał, poznać poszukujących i otwartych ludzi, miło spędzić czas, ale nie ma na nich miejsca na psychoterapię. Nie możemy oczekiwać, że problem z wyrażaniem trudnych emocji rozwiążemy na warsztacie białego śpiewu, tylko dlatego, że podczas tych zajęć uczymy się otwierać gardło. To na pewno może nam pomóc, ale nie zastąpi głębokiej pracy psychologicznej. Nawet na warsztatach poświęconych sposobom wyrażania złości nie dowiemy się, dlaczego boimy się, nie chcemy czy nie umiemy jej wyrażać. To możemy odkryć w procesie psychoterapii. (…) Pomocy terapeutycznej potrzebują osoby, które mają chroniczny problem odzwierciedlający się w różnych obszarach życia: czują się źle ze sobą, bo mają zaniżone poczucie wartości, słabą wolę życia i nikły sens swojego istnienia; czują się źle z innymi, bo boją się ludzi i nie potrafią tworzyć relacji opartych na więzi, zaufaniu, miłości; nie radzą sobie w pracy, bo nie wierzą w swoje kompetencje; chorują, bo organizm w stanie permanentnego stresu i napięcia traci odporność i zdolności samoregulacyjne. Z pomocą psychoterapeuty rozpoznają, że ich trudności mają głębokie zakorzenienie w trudnym systemie rodzinnym, lub innych patogennych czynnikach środowiskowych. Psychoterapia pomaga uzdrowić wewnętrzne urazy i odbudować poczucie wartości, godności, wiary w siebie i zaufania do swoich możliwości wzrastania. Dopiero wtedy skuteczne są warsztaty, które pomagają rozbudzać uśpione potencjały rozwojowe.”


cały tekst jest dostępny na stronie internetowej „Zwierciadła”:

www.zwierciadlo.pl/2011/psychologia/rozwoj/warsztaty-czy-terapia


TERAPIA DYNAMICZNA GDAŃSKGABINET PSYCHOTERAPII W GDAŃSKU

Wywiady: „Dzieciństwo – co zrobić z tym bagażem?”

Gabinet Psychoterapii w GdańskuW „Zwierciadle” ukazała się rozmowa z psychologiem Pawłem Droździakiem. Wspólnie z Renatą Mazurowską zastanawiają się, czym jest bagaż emocjonalny i co można z nim zrobić:

„Wiele razy słyszałam, że rodzice mogą nas „urządzić na całe życie”. Dzieciństwo rzeczywiście determinuje nasz los?

Słyszała pani o Gavinie de Beckerze? Matka tego człowieka była okrutną, niezrównoważoną psychicznie osobą. Stosowała wobec niego brutalną, skrajną przemoc i wielokrotnie musiał uciekać z domu, by ratować życie. Całe jego dzieciństwo upłynęło na przewidywaniu, jaki dzisiaj mama będzie miała humor i jak zareaguje. Wiele osób po takich przejściach nie dałoby rady przetrwać w dorosłym życiu. On miał jednak w sobie ogromną siłę… Trudno powiedzieć, skąd ją czerpał – od innych osób w bliskim otoczeniu, ze środowiska, a może z siebie? Faktem jest, że doświadczenie dzieciństwa zmieniło jego życie, ale inaczej, niżby można się spodziewać. Stworzył potężną firmę analityczną, zajmującą się ocenianiem zagrożenia. Przewiduje, na ile prawdopodobny jest na przykład atak terrorystyczny, zemsta pracownika wyrzuconego ze stanowiska, zniszczenie mienia itd. Nie wiem, czy ma harmonijne relacje z bliskimi, być może jego adaptacja sprawdza się tylko w sferze zawodowej, to, co wiadomo na pewno: zrobił, co umiał, by sobie poradzić z traumą i w jakiejś części na pewno mu się to udało.

Czy jest taka zależność, że jeśli komuś w dzieciństwie brakowało poczucia bezpieczeństwa, to będzie za wszelką cenę dążył do stabilizacji i unikał konfliktów? 

Istnieje silny związek między dziecięcymi doświadczeniami a późniejszym zachowaniem lub skłonnościami, ale nie jest to żaden stały wzór, który by to opisywał i dawał pewność przewidywania przyszłości. Ten związek między „kiedyś” a „teraz” możemy odkrywać jedynie wstecz. Nie da się tego przewidzieć w przód, na przykład stosując zasadę „dajmy dziecku spokojne dzieciństwo, to pewnie będzie skakać na bungee” albo na odwrót: „dajmy mu od początku w kość” to się utwardzi i zacznie skakać na bungee”. Jedno i drugie myślenie jest równie zawodne. W życiu nie ma tak prosto.

Fakt – z tzw. dobrego domu może wyjść zarówno profesor, jak i narkoman. Podobnie z domu złego – ktoś, kto będzie krzywdził, tak jak sam był krzywdzony, albo przeciwnie – człowiek szczególnie na krzywdę wrażliwy…

Skoro już poruszyliśmy temat ekstremalnych doświadczeń, to może weźmy jako przykład boks. Patrząc wstecz, ktoś może na przykład powiedzieć: „Nie chcę trenować boksu, bo jak widzę tych facetów, to mi się przypomina, jak ojciec bił matkę. Nie wejdę na salę bokserską, bo mnie odrzuca. Po moich doświadczeniach to nie jest dla mnie”. Związek jest ewidentny i osoba sama go rozpoznaje. Ale ktoś inny może powiedzieć: „Pamiętam doskonale, jak ojciec bił matkę. Widzę to co noc w snach. Zapisałem się na boks, żeby ją obronić i któregoś dnia to się stało. Teraz sam mam studio sztuk walki, zarabiam nieźle, więc można powiedzieć, że spieniężyłem największą traumę swojego życia”. W obu przypadkach związek między stosunkiem do boksu a traumatycznym doświadczeniem z dzieciństwa jest jasny, bezdyskusyjny, ale konia z rzędem temu, kto, patrząc w przód, go przewidzi i powie, w którą stronę to pójdzie. Czemu tak jest? Z kilku powodów. Po pierwsze, każde zdarzenie jest osadzone w całej masie innych czynników w rodzinie i one działają razem. Po drugie, dochodzi dziedziczność, wrażliwość układu nerwowego, inteligencja, sprawność fizyczna, wreszcie: wpływ środowiska. Może ktoś miał kiepską sytuację w domu, ale trafił w szkole na fajnego trenera boksu, który stał się takim „lepszym ojcem”, a może na wuefistę, który jak zobaczył chłopaka, co się trzyma trochę z boku, to postanowił sobie przy klasie na nim poużywać… W każdym z przypadków stosunek chłopca do sportu zmieni się o sto procent, choć układ rodzinny będzie ten sam. Wszystko się liczy. Wreszcie najważniejsze – liczymy się my sami. Uwarunkowania to otrzymany bagaż, ale to my go niesiemy. My decydujemy, co z nim zrobimy. (…)”


cały artykuł można przeczytać na stronie internetowej magazynu „Zwierciadło”:

www.zwierciadlo.pl/2013/psychologia/wychowanie-dziecko/dziecinstwo-co-zrobic-z-tym-bagazem


PSYCHOLOG W GDAŃSKUGABINET PSYCHOTERAPII W GDAŃSKU

Prasa: „Psycholog, psychoterapeuta, psychiatra, czyli kto jest kim?”

Psychoterapeuta GdańskRozróżnienie pomiędzy zawodem psychologa, psychoterapeuty i psychiatry opisała Marta Wołowska – Ciaś na łamach miesięcznika „Zwierciadło”:

„Żyjemy w czasach, w których rzadko sięgamy po pomoc czy wsparcie. Jesteśmy nauczeni radzić sobie sami, w każdej sytuacji. „Nie ma rzeczy niemożliwych – mogę zrobić wszystko – dam radę – ogarnę się – wezmę w garść” – te zdania często słyszymy od znajomych i bliskich, a być może sami je wypowiadamy. A co wtedy, kiedy czujemy obniżony nastrój, depresję, przeżywamy kryzys małżeński, nie sypiamy zbyt dobrze, tracimy kontrolę nad sobą i swoim życiem, popadamy w nałóg, mamy kłopoty w pracy? Do kogo zwrócić się po pomoc?

Często boimy się lub wstydzimy zwrócić po pomoc w obawie przed ośmieszeniem czy etykietką, która może do nas przylgnąć. Mówimy: „Nie będę chodził do psychiatry czy psychologa, jeszcze pomyślą, że zwariowałem, że sobie nie radzę”. Umiejętność sięgania po pomoc jest trudna. Większość z nas żyje w przeświadczeniu, że może to być oznaka słabości, przyznanie się do poczucia bezradności. Jednak uznanie tej potrzeby jest pierwszym krokiem do pomocy samej sobie.

Kim jest psycholog?

Z definicji psycholog to „osoba posiadająca właściwe kwalifikacje, potwierdzone wymaganymi dokumentami, do udzielania świadczeń psychologicznych polegających w szczególności na: diagnozie psychologicznej, opiniowaniu, orzekaniu oraz na udzielaniu pomocy psychologicznej”.

W praktyce: magister psychologii, może zajmować się poradnictwem, posługiwać się testami psychologicznymi. Może także wydawać dokumenty, zaświadczenia i orzeczenia. Nie może przepisywać leków, może zasugerować konsultację psychiatryczną i/lub psychoterapię. (…)

Kto może być psychoterapeutą?

To osoba zajmująca się przede wszystkim krótko- lub długoterminową terapią, mającą na celu dokonanie określonej zmiany w funkcjonowaniu zgłaszającej się po pomoc osoby. Długość takiej formy pomocy może trwać od kilku spotkań do nawet kilku lat.

Psychoterapeuta nie musi, ale może, być także psychologiem. Może ukończyć inne studia humanistyczne lub medyczne. Musi natomiast ukończyć podyplomowe studia lub szkołę psychoterapii. Takie szkolenie trwa w Polsce do 4 lat. Może to być szkoła w nurcie humanistycznym, behawioralno-poznawczym, psychodynamicznym, psychoanalitycznym (psychoanalityk) lub egzystencjalnym. Szkoły te różnią się od siebie np. podejściem do relacji między klientem a terapeutą, formą przebiegu samej sesji czy nazewnictwem zachodzących mechanizmów. (…)

Kto to jest psychiatra?

Psychiatra to po prostu lekarz medycyny, który ukończył studia medyczne, a potem specjalizację z psychiatrii. W pracy z pacjentami rozpoznaje objawy, stawia diagnozę, stosuje głównie środki farmakologiczne. Może zalecić wspomaganie leczenia psychoterapią. Ma możliwość wydawania dokumentów świadczących o stanie zdrowia psychicznego. Do psychiatry trafiamy z poważnymi zaburzeniami osobowości, depresją, manią, schizofrenią; możemy być skierowani przez lekarza pierwszego kontaktu lub psychologa.


cały artykuł do przeczytania na stronie internetowej „Zwierciadła”:

www.zwierciadlo.pl/2014/psychologia/psycholog-psychoterapeuta-psychiatra-czyli-kto-jest-kim


GABINET PSYCHOTERAPII W GDAŃSKUPSYCHOTERAPEUTA GDAŃSK

Prasa: „Sabina Spielrein i początki psychoanalizy.”

Psycholog GdańskAnna Nita, psycholog i psychoterapeuta napisała o ważnej roli Sabiny Spielrein w początkach psychoanalizy. Tekst ukazał się w magazynie „Zwierciadło”:

„Dzięki tej kobiecie Zygmunt Freud i Carl Gustaw Jung dokonali przełomowych odkryć dotyczących ludzkiej seksualności. Sabina Spielrein trochę bezwiednie doprowadziła do „wyzwolenia ukrytych żądz”.

Zygmunt Freud i Carl Jung, dwaj wielcy twórcy psychoanalizy, poznają się dzięki 19-letniej, pięknej Sabinie cierpiącej na ataki histerii. Nikt nie wie jeszcze, że pacjentka wywrze tak ogromny wpływ na obu myślicieli, a jej choroba pozwoli dokonać przełomowych odkryć dotyczących ludzkiej seksualności. Choć zdiagnozowana u Sabiny histeria była dość częstym schorzeniem wśród kobiet, to właśnie jej przypadek odmienił oblicze psychoanalizy.

(…)

Początek XX wieku był czasem przyspieszonego rozwoju nauk przyrodniczych (teoria Darwina). Kobiety jednak nie od razu stały się beneficjentami tych zmian. Na ich wychowanie wpływały restrykcyjne normy kulturowe epoki wiktoriańskiej i gorset, który krępował nie tylko kibić, ale także możliwości twórczego rozwoju. Uwięzione w świecie robótek ręcznych, zależne od ojców i mężów, nie miały możliwości intelektualnego rozwoju i traktowane były jako osoby bez seksualnych potrzeb. Nic zatem dziwnego, że epidemia histerii wybuchła właśnie w tym czasie i dotyczyła głównie kobiet.

Psychoanaliza zaczęła się od zwrócenia uwagi na objawy cierpiących na histerię kobiet. To od nich pierwsi adepci tej metody dowiadywali się o istnieniu nieuświadomionych potrzeb i myśli. Nie przypadkiem najsławniejsze pacjentki pierwszych psychoanalityków, po wyzdrowieniu, okazywały się niezwykle twórczymi i niezależnie myślącymi osobami. Przypadek Sabiny jest dowodem na to, że histeria niejednokrotnie była przejawem buntu ubezwłasnowolnionych kobiet czy też zastępczą formą twórczej realizacji. Sabina Spielrein pod płaszczem choroby kryła niebagatelną osobowość, żywą inteligencję oraz duży temperament seksualny. Pacjentki  histeryczne po terapii stawały się często aktywnymi i odnoszącymi sukcesy kobietami. Tak stało się w przypadku pierwszej leczonej psychoanalizą pacjentki Berty Pappenheim oraz właśnie Sabiny Spielrein, która została pierwszą kobietą – analityczką, a sam Freud z uznaniem wypowiadał się o jej pracy.

W tamtych czasach psychoanaliza była też jedną z bardzo niewielu dostępnych dla kobiet dróg kariery: Towarzystwo Psychoanalityczne chętnie je przyjmowało i ceniło intelektualny wkład kobiet w rozwój tej dziedziny. Inne kierunki nauk, co najwyżej, łaskawie tolerowały kobiety. Psychoanaliza i kobiety wiele sobie zawdzięczają: pacjentki histeryczne stanowiły inspirację do teoretycznych rozważań Freuda i jego kontynuatorów. Freud cenił spojrzenie kobiet na problemy życia psychicznego, korespondował z wieloma z nich, stając się ich intelektualnym przyjacielem i mentorem. Swoje dziedzictwo pozostawił zaś w rękach najmłodszej córki Anny, która jako jedyna z jego dzieci zajęła się psychoanalizą i twórczo ją rozwijała, opisując np. mechanizmy obronne.”


cały artykuł do przeczytania na stronie internetowej magazynu „Zwierciadło”:

www.zwierciadlo.pl/2011/psychologia/rozwoj/sabina-spielrein-i-poczatki-psychoanalizy


 PSYCHOLOG GDAŃSKPSYCHOTERAPIA GDAŃSKTERAPEUTA GDAŃSK